Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Błoto, komary, wędka i ja

Semi 

Ulubiona metoda: Wszechstronny
Okręg PZW: Mazowsze/Biała Podlaska
Wiek: 41
Posty: 18
Otrzymał 6 piw(a)
Skąd: Warszawa/Janów Podlaski


Wysłany: Wto Maj 27, 2014 20:31   

No widzisz, metodą prób i błędów wdrażasz się w łowieni na DS. Jest to naprawdę satysfakcjonująca metoda, a większe rybki pojawią się na haczyku z nadejściem lata. Teraz to nie dość że wielka woda to wszystko oprócz krąpi się potarło i jakoś nie ma chęci żerować. Fajnie się czyta Twoje recenzje z wypadów wędkarskich, nie każdemu się chce je opisywać, a szkoda bo ludzie lubią czytać takie artykuliki. Ja staram się oprócz kilku słów zawsze jakieś fotki wrzucać z wypadów, zawsze to lepiej oddaje charakter zasiadki. :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Śro Maj 28, 2014 06:34   

m.y.s.z.k.a., Semi, dzięki za miłe słowa. Bardzo mnie zachęcają do dalszego pisania. :)
Co do zdjęć, to nie wrzucam żadnych, bo ich zwyczajnie nie robię. W komórce aparat mam kiepski, a innego sprzętu nad wodę nie biorę, bo mi szkoda. Ale przyznam, że czasem widoki i w ogóle klimat nad wodą są takie, że nic tylko pstrykać. Pomyślę nad jakimś rozwiązaniem. :)
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg
Postaw piwo autorowi tego posta
 
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Pią Cze 06, 2014 10:22   

Czas na kolejną relację z połowów. Tym razem miniona sobota wyglądała inaczej. Owszem, zerwałem się z łóżka o 3:00 rano, ale nie na ryby, ale by zawieźć żonę i syna do Warszawy na poranny pociąg. Do domu wróciłem dopiero po 6:00 z burczącym brzuchem. Trzeba było zadbać o siebie: zjeść, odespać, ogarnąć bałagan po porannym zamieszaniu. Zdecydowałem się na ryby popołudniowe.

Ale plany planami, a życie życiem. Miałem na sobotę trochę obowiązków. I po południu stanąłem przed dylematem: jechać na ryby wieczorne czy też zrezygnować z soboty i spróbować szczęścia w niedzielny poranek. Ostatecznie po godzinie 16:00 spakowałem samochód z postanowieniem, że jadę na rekonesans. Jak znajdę ciekawe miejsce szybko, to połowię. Jak znajdę ciekawe miejsce późno, to będę wiedział, gdzie przyjechać rano.

Najpierw podjechałem na Narew, sprawdzić jaki jest stan wody i czy upatrzony cypelek w ogóle wystaje nad wodę. Nie wystawał. Zatem na Wkrę. Jechałem drogą prowadzącą w przybliżeniu wzdłuż rzeki. Znalazłem dogodny zjazd o obszedłem kawałek brzegu. Nie było dogodnego miejsca do rozłożenia obozu, a do tego woda płynęła tu na prostym odcinku, bez żadnych ciekawszych punktów czy zawirowań. Ruszyłem dalej. Znalazłem kolejne miejsce, idealnie nadające się na biwak, ale ocena wody nie wypadła najlepiej. W tym miejscu Wkra była dość szeroka i bardzo płytka - zapewne można by ją przebrodzić w kaloszach. Dno wyglądało na piaszczyste i raczej odstraszające ryby (w moim amatorskim mniemaniu). Ruszyłem dalej. Kolejna miejscówka. Obóz rozbić się da. Dno piaszczyste, ale jest lekki łuk, na którym tworzy się głębsza rynna. Czyli interesująco. Tylko zaraz obok jakiś bar nadrzeczny i kąpiące się dzieciaki. Nie miałem ochoty na takie sąsiedztwo. Ruszyłem dalej. Kolejne miejsce, obóz rozbić się da, rzeka też ok, tylko przy brzegu dużo trzcin. Nie byłoby gdzie wyholować ryby. Ruszyłem dalej.

Już mnie trochę zmęczyło to szukanie. Chyba ze dwie godzinki minęły. Dotarłem wreszcie do mostu. Przy nim było trochę nienajgorszego miejsca. Przejechałem mostem, pojechałem jeszcze kawałek, a potem zawróciłem. Ostatecznie podjąłem decyzję, że rozbijam obóz przy moście, na dość grząskim, ale w miarę stabilnym gruncie. Było już dobrze po 18:00, więc przygotowałem niewiele zanęty. W zanadrzu miałem też świetliki, gdyby się ściemniło.

Nurt tu był dość silny. Bardzo ściągało mi koszyczki, ale nie zakładałem cięższych. Pozwalałem, aby nurt znalazł dla nich dogodne miejsce. Feederem łowiłem po skosie, pod przeciwnym brzegiem, pickerem zaś z nurtem (właściwie inaczej się przy małym obciążeniu nie dało, a nie chciałem na delikatnej wędce próbować cięższych koszyczków). Obie wędki od czasu sygnalizowały, ale dość niezdecydowanie. Być może to były delikatne skubnięcia, ale może również jakieś niesione nurtem przedmioty. Czekałem więc na większe przygięcia.

Przyznam się, że czułem, że pickera raczej nie kontroluję. Zestaw był tam, gdzie ustawił go nurt. I chyba (bo w tej chwili nie jestem już pewien) nie złowiłem na niego żadnej ryby. Ale brania zdecydowanie miałem. Tylko puste. Ale z feederem układało mi się lepiej. Systematycznie rzucałem w to samo miejsce (choć nie zawsze trafiałem) i w tym miejscu brania były. Owszem, było sporo pustych. Ale nie tylko.

Początkowo ustawiłem obie wędki w poziomie, ale przy tak dużym uciągu nie miało to większego sensu. A że do tego rzeką płynęła masa różnego śmiecia, zaczepiającego się na żyłkę, przeszedłem do łowienia pionowego. Trochę gorzej mi się siedziało, patrząc w górę. Trochę trudniej było zacinać i holować, bo zawsze druga wędka przeszkadzała, ale śmieci czepiało się mniej. Na samą sygnalizację zaś chyba wpływu to nie miało. A po jakimś czasie w ogóle zrezygnowałem z pickera i już było lepiej.

Po jakimś czasie przyszedł zmierzch, a moja przygotowana zanęta jeszcze się nie skończyła. Stwierdziłem, że zobaczę, jak działają te świetliki. I przede wszystkim na ile starczają. W paczce ze świetlikami znalazłem kawałek plastyku, który pewnie w zamierzeniu producenta miał być mocowany do szczytówki. Oczywiście w ogóle nie spełniał tej funkcji. Ale byłem przygotowany i miałem taśmę klejącą. :)

Muszę przyznać, że wieczorne i nocne łowienie swój klimat ma. Świetlik na szczytówce bardzo fajnie się obserwuje. Moją jedyną obawą było przerzucenie zestawu na przeciwny brzeg. Ale jakoś się udało tego uniknąć. Świetlik świecił do końca moich połowów, czyli do 22:30. Świecił również przez całą noc. Po dodatkowym pokruszeniu znajdującego się w środku rdzenia świecił jeszcze mocniej. Świecił też przez sporą część następnego dnia. Nie wiem jak długo, bo w końcu go wyrzuciłem. Ale teraz wiem, że jeden świetlik powinien mi wystarczyć na całą noc łowienia.

Aha, jeszcze ryby. Tu mi poszło słabiej. Jak już pisałem, czułem, że znalazłem rybne miejsce. Udawało mi się w nie trafiać. Brania były, ale w sporej części puste. Czytałem sporo o tym, kiedy zacinać. Jedni piszą, że przy pierwszym ugięciu. Inni twierdzą, że trzeba czekać do większego (pierwszego lub drugiego) ugięcia. A jeszcze inni, że kiedy są rytmiczne drgania, choć mnie wydaje się, że takie rytmiczne drgania świadczą o samozacięciu się ryby. Czy ktoś ma jakieś pomysły, rady, wskazówki? Za wszystkie będę niezwykle wdzięczny.

No i w końcu znów odszedłem od tematu. Ryby złowiłem łącznie trzy - ukleję, krąpia i wzdręgę. Kolosy to nie były. Ale jakieś ryby były. :) Na plus jest to, że był to mój najbardziej urozmaicony gatunkowo połów. Do tej pory jednego dnia łowiłem co najwyżej dwa różne gatunki. A tu aż taka różnorodność. Do tego moja pierwsza wzdręga! ;)

To już koniec dzisiejszej relacji. Zaczynam myśleć o jutrzejszym wypadzie. Nie wiem jeszcze, czy będzie miał miejsce, bo się ostatnio trochę podziębiłem. Decyzję podejmę zapewne jutro rano, kiedy o 3:00 zadzwoni budzik.

Połamania kija wszystkim czytającym! :)
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg
Postaw piwo autorowi tego posta
 
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Nie Cze 08, 2014 20:14   

Kolejny weekend i kolejna relacja. Jak pisałem wcześniej, do samego końca nie byłem zdecydowany, czy w ogóle wybiorę się na ryby. Byłem trochę podziębiony, a pogoda w piątek była nieciekawa. I choć prognozy były dobre, nie miałem przekonania, czy się uda. Ale w końcu się udało. I choć o 3:00 z rana było zimno, to niebo było czyste. A że w następny weekend wyjeżdżam i z ryb będą nici, moja motywacja wzrosła jeszcze bardziej.

Tym razem zebrałem się niespiesznie, pijąc w domu kawę i jedząc drobne śniadanie. O 3:40, kiedy wyruszałem, już było dość jasno. Moim celem stało się Jezioro Góra. Planowałem znaleźć jakąś nową miejscówkę nad jego brzegiem, dobrze więc, że nie musiałem jej szukać w ciemności. Parę minut po 4:00 znalazłem miejsce, w którym postanowiłem łowić. Brzeg jeziora jest strasznie zarośnięty, od strony, z której byłem, jest szeroki pas grążeli. Na brzegu jest wygospodarowanych dosłownie kilka miejscówek. Cały zbiornik najbardziej nadaje się na połowy z łodzi, ale drgająca szczytówka i łódka chyba słabo idą w parze.

W każdym razie zacząłem od przygotowania zanęty. Wykombinowałem sobie (bazując na różnych internetowych poradach) taki miks: 1 część zanęty na leszcza, 2 części zanęty feeder jezioro, 1 część gliny wiążącej, 2 części gliny rozpraszającej. Przetarłem, rozmieszałem, nawodniłem i zabrałem się za resztę sprzętu. Ustawiłem sobie wszystko tak, żeby było wygodnie i pod ręką. Na koniec do przetartej zanęty dorzuciłem płatki owsiane i pinkę. Było trochę przed 5:00, a ja byłem gotowy do zarzucenia zestawu.

Postanowiłem łowić tylko na jedną wędkę i do tego spróbować, jak się łowi na sprężynę. No i niestety sprężyna jakoś mnie nie przekonała. Wydaje mi się, że sprężyny są na bardziej spoiste zanęty. W koszyczku w razie potrzeby można łatwo zanętę ubić. W sprężynie jest to niewykonalne. Do tego sprężyna przelotowa (nie wiem, czy są inne) nie nadaje się do szybkiej zmiany. Łowiąc na koszyczek mogłem jeden mieć na zestawie w wodzie, a drugi w tym czasie nabijać, co znacząco skracało czas przerzucania zestawu. Dlatego ze sprężyny zrezygnowałem. Dam jej szansę kiedy indziej.

Ale czy z koszyczkiem, czy ze sprężyna nie było wyników. Przez pierwsze dwie godziny szczytówka drgnęła ze trzy razy, prawdopodobnie na skutek potrącenia przez przepływającą rybę. Przeszedłem się do sąsiada, zapytać jak u niego. Twierdził, że też nic i że tylko drobnica bierze. Kurczę, mnie nawet drobnica nie chciała brać. Człowiek łowił na spławik w grążelach tuż przy brzegu i przy mnie wyciągnął małą płoteczkę. Ale ja już się przyzwyczaiłem, że nie mam żadnych efektów, kiedy innym nieźle idzie. Taki to los początkującego chyba...

Ryby brały, czy też nie, dzień nad wodą zmarnowany być nie może. Przede wszystkim obserwacje przyrody. Pełno ciekawych owadów. Przynajmniej pięć różnych gatunków ważek. Rybitwy co chwila przelatujące tuż obok, na wyciągnięcie wędki. No i przepiękna pogoda, choć jeszcze zimno. Do tego obserwacje techniczne, wędkarskie. Po pierwsze wrzuciłem grudkę zanęty do wody pod nogami, żeby zobaczyć, jak pracuje. Dzięki temu mogłem lepiej zrozumieć, jak to wygląda przy zarzuconym zestawie. Po drugie wyjaśniła mi się pewna kwestia. Prawie zawsze po zarzuceniu zestawu staram się go "uczulić", czyli przygiąć szczytówkę. Praktycznie zawsze szczytówka się przyginała, ale od razu zaczynała mi się prostować. Myślałem, że to dlatego, że zestaw powoli zsuwa się do podwodnych dołków. Ale teraz odkryłem, że powód jest inny. Żyłka prawie nigdy nie opada na wodę jako linia prosta. Zwykle jest wiatr, który trochę ją wybrzusza i nawet pomimo wybierania żyłka tworzy na wodzie łuk. Do tego chwilę trwa, zanim żyłka zatonie. Napięta szczytówka powoduje wybieranie żyłki i redukcję łuku. Tonięcie żyłki również powoduje luzowanie. Dlatego nawet jeśli nie ma żadnych dołków, trochę trwa, zanim żyłka będzie napięta. Oczywiście mógłbym próbować szybciej wybrać żyłkę, ale opór wody zapewne spowodowałby również przesunięcie zestawu, a luz i tak by pozostał. Teraz już wiem, że lepiej wybierać żyłkę powoli, aż szczytówka przestanie się prostować. Szczytówka ciągnie żyłkę bardzo delikatnie i z pewnością nie ruszy zestawu, w którym zanęta już pracuje. Trwa to nawet kilkadziesiąt sekund, ale cierpliwość jest cnotą. ;) To tylko kolejna mała rzecz, której się nauczyłem na kolejnym wypadzie na ryby.

Po przeszło dwóch godzinach połowów nadal nie miałem nie tylko ryb, ale nawet brań. Ale w końcu branie przyszło. I nawet udało mi się zaciąć. Miałem chwilę zwątpienia, gdy koszyczek zanętowy zahaczył mi się o grążele i musiałem użyć dużo siły, aby go odczepić. Myślałem, że stracę i rybę i zestaw. Ale na szczęście się udało. Wyjąłem pierwszą płotkę. I to nawet dość sporą (jak na mnie oczywiście). Ale potem znów długo nic się nie działo. W końcu stwierdziłem, że połowię na dwie wędki. Skoro brania są tak słabe, nie będę miał problemów z manewrowaniem dwiema wędkami, a za to zwiększę swoje szanse. Zacząłem szykować drugą wędkę wraz z zestawem. Zanim skończyłem, musiałem dwa razy przerywać, bo miałem kolejne brania! Brały płotki około 20 cm. Wszystkie bardzo podobnej wielkości. Potem złowiłem ich jeszcze trochę (łącznie 7) i 4 krąpie.

Jak już się zaczęły brania, zacząłem trochę uważniej wybierać moment zacięcia. Zwykle czekałem na mocniejsze odchylenie szczytówki, chyba że od razu branie było nerwowe i łapczywe. Do tego starałem się zacinać właśnie w momencie, kiedy szczytówka jest maksymalnie wychylona. Wcześniej nie zwracałem na to większej uwagi. Dzięki temu miałem bardzo mało pustych zacięć. Czyli nauczyłem się kolejnej rzeczy. :)

A potem przyszło południe. Żar był okropny, a cienia żadnego. Do tego robiłem się głodny. Dzień mogłem uznać za udany, więc złożyłem obóz i pojechałem do domu. Tego dnia pobiłem kilka swoich rekordów. Łącznie złowiłem 11 ryb. To pierwszy rekord. Złowiłem również krąpia 21 cm - to rekord drugi. No i 22 cm płoć - rekord numer 3. Chyba robię postępy. ;)

Połamania kija wszystkim czytającym! :)
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg

Wystawiono 3 piw(a): robert pl, kp44, Kosa    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
kp44 
Administrator
i zwykły pijak :)



Ulubiona metoda: Spinning
Okręg PZW: Siedlecki
Pomógł: 19 razy
Wiek: 29
Posty: 763
Otrzymał 282 piw(a)
Skąd: Mokobody


Wysłany: Nie Cze 08, 2014 21:25   

Gratuluję bllfrg, masz chyba najdokładniejszy dziennik na naszym forum! Gratuluje samozaparcia i pasji, miło się czyta Twoje relacje. Widać, że każda ryba sprawia Ci radość a to najważniejsze.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
granvorka 


Pomógł: 8 razy
Wiek: 26
Posty: 242
Otrzymał 28 piw(a)
Skąd: Złocieniec


Wysłany: Pon Cze 09, 2014 09:43   

Świetnie się czyta Twoje relacje. Mam dla Ciebie małą wskazówkę. Może lepiej nęcić regularnie w jednym miejscu? nawet 3dni :) Jakbyś zanęcił nad jeziorkiem w czwartek i piątek po pracy, a w sobotę i niedzielę łowił w tym samym miejscu to efekty mogłyby przejść Twoje najśmielsze oczekiwania :) Spróbuj! Powodzenia:)
_________________
Pozdrawiam
Kubuś :zdrowko:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Wto Cze 10, 2014 07:42   

kp44 napisał/a:
Gratuluję bllfrg, masz chyba najdokładniejszy dziennik na naszym forum! Gratuluje samozaparcia i pasji, miło się czyta Twoje relacje. Widać, że każda ryba sprawia Ci radość a to najważniejsze.


Zgadza się, kp44. Każda ryba sprawia mi radość. A nawet jak nie ma ryby, to praktycznie zawsze jest powód, żeby się cieszyć z wyprawy. Chyba byłoby bardzo źle, gdyby było inaczej.
Czasem nad wodą spotykam wędkarzy, którzy strasznie klną, że nic nie bierze albo bierze tylko drobnica. Wyglądają na strasznie niezadowolonych, czasem wręcz wkurzonych (bo np. zmarnowali mnóstwo zanęty). Zastanawiam się wówczas, co ich motywuje do spędzania czasu nad wodą?

Jeśli zaś o samo pisanie chodzi, to jak widać, też bardzo to lubię. Lubię sam proces pisania i to, że pisząc, wspominam ostatnią wyprawę i wszystko sobie trochę układam w głowie. No i oczywiście lubię sobie zerknąć do własnych wpisów sprzed roku, więc zapewne i za rok miło będzie czytać wpisy aktualne. :) Gdzieś tam jeszcze krąży mi po głowie myśl, że być może kiedyś wędkarz równie początkujący jak ja przeczyta moje wypociny i czegoś się z nich nauczy. :)


granvorka napisał/a:
Świetnie się czyta Twoje relacje. Mam dla Ciebie małą wskazówkę. Może lepiej nęcić regularnie w jednym miejscu? nawet 3dni :) Jakbyś zanęcił nad jeziorkiem w czwartek i piątek po pracy, a w sobotę i niedzielę łowił w tym samym miejscu to efekty mogłyby przejść Twoje najśmielsze oczekiwania :) Spróbuj! Powodzenia:)


Dzięki za radą, granvorka. Kiedyś z pewnością wypróbuję, ale raczej nie w najbliższej przyszłości. Teraz zbyt często zmieniam miejsce łowienia. Czasem zmieniam zdanie nawet w drodze na łowisko. Nie mam ulubionych miejsc, bo ciągle chcę poznawać nowe. Pewnie za jakiś czas ten szał poznawania minie. Upatrzę sobie jakieś "bankowe" miejscówki i tam będę zanęcał. Ale to później teraz idę na żywioł. Nawet myślałem o tym, żeby zrobić sobie pickerowy wypad a'la spinning. Czyli minimum sprzętu, bez krzesełka i wiaderka i częste zmiany miejsca. No i oczywiście opcja przejścia w tryb spinningowy, jeśli tylko będzie widoczna aktywność drapieżników. Ale to za jakiś czas. Niestety w najbliższy weekend nie dam rady wybrać się nad wodę. :(
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg
Postaw piwo autorowi tego posta
 
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Sob Sie 02, 2014 19:25   

Bardzo długo nic nie pisałem, ale z czasem u mnie dość krucho. Niemniej jednak nadszedł czas na krótkie podsumowanie moich ostatnich wypraw wędkarskich. Dodam tylko, że przez ostatni czas łowiłem tylko na drgającą szczytówkę i jest to obecnie moja ulubiona metoda.


Lekcja pokory
19 czerwca zdecydowanie był lekcją pokory. Wybrałem się nad Jezioro Góra, na miejscówkę, na której ostatnio dobrze mi poszło i złowiłem sporo rybek. Pojechałem na pewniaka, bo w końcu idzie mi coraz lepiej, więc nawet jeśli nie pobiję żadnego rekordu, to i tak coś złowię. Tak właśnie myślałem. Ryby najwyraźniej myślały inaczej. Przez wiele godzin miałem dwa albo trzy poruszenia szczytówki, które wyglądały na przypadkowe potrącenia żyłki przez przepływającą rybę. I tyle. Pocieszyło mnie tylko to, że ludzie na stanowisku obok dość szybko zrezygnowali, bo najwyraźniej również nie mieli sukcesów. To był pierwszy raz, kiedy z wyprawy z drgającą szczytówką wróciłem o kiju.


Kolejne lekcje
Niedługo później, bo 28 czerwca, wybrałem się na kolejną wyprawę. W łowieniu na Jeziorze Góra przeszkadza mi kilka rzeczy. Np. śmieci, które za każdym razem zastaję na miejscu. Mulisty brzeg też nie wzbudza mojej sympatii. Do tego dziwna czarna wysypka, którą mają zawsze płocie. Ale najbardziej przeszkadzają mi słupy wysokiego napięcia, które psują widok. Dlatego zdecydowałem się poszukać innej miejscówki. Zacząłem przeglądać Google Maps w trybie zdjęć satelitarnych, szukając ciekawych dzikich terenów. Mój wybór padł na Wisłę na wysokości Puszczy Kampinoskiej.

Jakoś nie udało mi się wstać o zwyczajowej w tym sezonie 3:00. Zebrałem się prawie godzinę później. Dojechałem na upatrzone miejsce bez większych problemów. Przejechałem przez wał i doznałem szoku. Szukałem miejsca spokojnego i dzikiego. I takie też było. Widok praktycznie niezmącony, poza nierzucającym się w oczy fragmentem budynku na przeciwnym brzegu. Ale po mojej stronie wędkarz na wędkarzu. Samochód przy samochodzie. Może niewiele widziałem, ale taki tłok nad wodą trafił mi się pierwszy raz. Sporo było namiotów, więc pewnie część (większość?) przyjechała na nockę. Nie miałem gdzie się rozłożyć ze sprzętem.

W końcu udało mi się znaleźć miejsce. Dość niewygodne, bo strome i ciasne, u podnóża skarpy. No ale było. Co więcej, skarpa ukrywała przed moimi oczami tłum, do którego miałem nadal niedaleko. No i zacząłem łowić.
Na szczęście tym razem ryby były. Od początku do końca miałem dość regularne brania, z których część udało mi się zakończyć skutecznym zacięciem. Łowiłem na białego robaka z kulką sklepowego ciasta czosnkowego. Niektóre brania były puste, ale w takim wypadku ciasto zawsze było zjedzone (albo spadało). Wyglądało na to, że to ono wabi ryby. Niestety ryby bardzo łatwo zdejmowały je z haczyka, co powodowało większość pustych brań. Nie udało mi się wypracować takiej metody stosowania ciasta, aby im to utrudnić. Ale grunt, że brania były.

W sumie złowiłem kilka czy kilkanaście krąpi, z czego część ponad 20 cm. Do tego trafiła mi się, jako bonus, jedna babka długości 5 cm. :) Łowiłem już kilka godzin i coraz więcej ryb trafiało do siatki. Aż przyszła kolejna lekcja. Okazało się, że krąpie z siatki zwiały. Na poprzednim, bezskutecznym wędkowaniu straciłem zamknięcie do siatki. Wiedząc o tym, zakręcałem ją, by zamknąć rybom drogę ucieczki. Niestety siatka, najprawdopodobniej na skutek fali po motorówce, odkręciła się, a krąpie skorzystały ze sposobności i uciekły. Cóż, kolejna lekcja. :)

Aha, miałem jeszcze kolejną nauczkę. Największy krąp, jakiego do tej pory złowiłem, odhaczył mi się i uciekł, kiedy już sięgałem po niego ręką. Nauka z tego taka, że lepiej użyć podbieraka, nawet gdy ryba rozmiarami nie powala. :)


Wkrótce uzupełnię zaległe wpisy i pochwalę się ostatnimi sukcesami.
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg

Wystawiono 3 piw(a): kp44, robert pl, Kosa    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Pią Sie 08, 2014 08:18   

Wspomnień ciąg dalszy.

Łowienie na mokro

Na kolejne rybki wybrałem się 11 lipca. Niestety obecnie, z powodu dodatkowej pracy, mam czas na wędkowanie właściwie tylko w weekendy. A z weekendami jest tak, że nie wszystkie mogę poświęcić na ryby - czasem trzeba poświęcić trochę czasu rodzinie. Kogoś odwiedzić, zabrać najbliższych na wycieczkę itd.

W każdym razie wybrałem się znów na Jezioro Góra, mimo iż poprzednio nic tam nie złapałem. Jakoś nie leżało mi łowienie na drgającą szczytówkę na dużej rzece. Woda stojąca wydaje się do tej metody bardziej odpowiednia. Teraz mam już inne zdanie na ten temat, ale o tym będzie później. ;)

Tym razem dopadł mnie deszcz. Ogólnie było ciepło i sama w sobie woda z nieba nie przeszkadzałaby mi zbytnio, ale niestety opad wpada też do zanęty, nawet jeśli jest dobrze przykryta. I siedziałem tak w deszczu kilka godzin. Sam. Nie było nikogo. Raz tylko minęła mnie para spinningistów, by po chwili wrócić.

Brania były marne. Tylko od czasu do czas coś skubnęło. Ale udało mi się złowić dwie rybki - jedną wzdręgę i jednego leszcza, o długości 22 cm. Niby żaden sukces, ale jednak mój pierwszy leszcz. :) Od początku sezonu marzył mi się leszcz. Każda wyprawa na drgającą szczytówkę właśnie leszcza miała na celu. Ale niestety się nie udawało. Do tej pory były tylko krąpie. W sumie nie mam 100% pewności, że to był leszcz, ale nie wyglądał jak typowy krąp łowiony w tej okolicy. Tak czy inaczej przemoczony, ale z poczuciem sukcesu zakończyłem dość wcześnie połowy.
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg
Postaw piwo autorowi tego posta
 
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Pią Sie 08, 2014 09:16   

Rodzinne wędkowanie

Na kolejne wędkowanie wybrałem się z ojcem. Chyba wspominałem kiedyś, że w rodzinie nie ma tradycji wędkarskich. To nie do końca jest prawda. Ojciec w dzieciństwie trochę łowił, ale później nie kontynuował tego hobby. Nawet przywiózł mi w prezencie wyciągniętą gdzieś z babcinej piwnicy bambusową wędkę własnej roboty. Ale w każdym razie ja uczyłem się (i nadal się uczę) łowić sam, więc raczej o tradycji nie może być mowy.

Rodzina przyjechała na weekendowe odwiedziny, a ojciec propozycję wspólnych ryb przyjął. Długo się zastanawiałem nad wyborem miejsca wędkowania. Oczywiście chodziło o to, żeby połowić. Żeby jakąś rybkę wyjąć. Albo chociaż żeby brania były. Ostatecznie zdecydowałem się na Jezioro Góra. Co prawda raz nic tam nie brało, ale innym razem ustanowiłem swój rekord ilości złowionych wymiarowych ryb. W każdym razie jakaś szansa na złowienie czegoś była.

Tradycyjnie (dla mnie) wstaliśmy o 3:00. Żony przykazały, żeby do południa wrócić, więc czasu było w sam raz. O 3:30 już byliśmy w samochodzie. O 3:40 miałem pierwszą w życiu kontrolę policyjną (nie jeżdżę dużo samochodem). Policjant był lekko zdziwiony, kiedy pokazałem mu moje węgierskie prawo jazdy. :D Około 4:00 byliśmy nad jeziorem. I tu pojawiło się rozczarowanie...

Jezioro Góra nadaje się głównie do połowu z łodzi. Z racji mocnego porostu grążelowego jest na jeziorze ledwie kilka miejsc, w których można łowić z brzegu. Zakładam, że PZW dba o te miejsca, w szczególności usuwając grążele. Niestety o czwartej rano wszystkie miejscówki były już zajęte przez namioty. Zwykle to ja siedziałem, patrząc, jak samochody zawracają. Tym razem było odwrotnie. Cóż, tak już jest. Uznałem, że to dobra okazja, aby wybrać się na odcinek Narwi, który już od jakiegoś czasu chciałem poznać osobiście.

Na dojazd straciliśmy kolejne pół godziny, ale miejsce się znalazło. Szybko się rozłożyliśmy (o wiele szybciej niż w pojedynkę) i zaczęliśmy łowić. Ojcu dałem pickera, sam wziąłem feedera. W założeniu ojciec miał łowić na białe, bliżej brzegu, gdzie woda zwalnia i kręci. Ja łowiłem dalej, na czerwone, w nadziei na potwora. ;)

Po jakimś czasie i kliku przerzutach stwierdziłem, że w sumie siedzimy na burcie, która wygląda na okonionośną. Przerzuciłem zestaw niemal pod same nogi, około metra od brzegu. I niedługo potem miałem branie, niestety puste. Oględziny robaka pokazały, że kawałek został obcięty. Czyli dobrze jest! :)

Po kilku pustych braniach udało mi się wreszcie wyjąć 20 cm okonia. :) Mój pierwszy okoń w tym sezonie! :) Poniżej wrzucam zdjęcie.


Oczywiście po tym sukcesie ojciec też przerzucił się na czerwonego i łowienie przy brzegu. I obaj mieliśmy brania. Niestety żadnego więcej okonia nie udało się wyciągnąć. Ryby tylko odcinały końcówki robaków, bez względu na to, ile czekałem z zacięciem. Próbowałem też różnie zakładać robaki, wiążąc je w przemyślne węzełki. Ale poprawy nie było. Jeśli ktoś przypadkiem zna sposób na takie obcinacze, będę wdzięczny za radę.

Po jakimś czasie okonie najwyraźniej się najadły i odeszły. Brania ustały. Zaczęliśmy eksperymentować. Zmieniać przynętę, rzucać w różnie miejsca. Kilka pojedynczych puknięć było, ale bez żadnych efektów. W pewnym momencie miałem ciekawą akcję na szczytówce. W stanie spoczynku szczytówka była dość mocno ugięta pod wpływem nurtu. Nagle całkiem się wyprostowała. Momentalnie zaciąłem, ale niestety na pusto. Po kilku minutach taka sama akcja była u ojca. Zaciął, ale zdawało mu się, że też nieskutecznie. Zaczął zwijać zestaw i dopiero przy samym brzegu okazało się, że coś siedzi na wędce. Coś na tyle dużego, żebym sięgnął po podbierak. :) Wyjęliśmy rybkę o długości 33 cm. Chwilkę musiałem się zastanowić, co to może być, zanim ustaliłem, że to kleń! :)

Nie muszę chyba dodawać, że ojciec był przeszczęśliwy. Niestety kolejnych brań już nie było. Niedługo później zdecydowaliśmy się już zbierać. Wędkowanie zakończyło się sukcesem. Każdy złowił po rybie. :)
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg

Wystawiono 2 piw(a): szpadel, robert pl    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy ogólne » Dzienniki Wędkarskie » Błoto, komary, wędka i ja

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum