Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Błoto, komary, wędka i ja

bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Pią Sie 08, 2014 11:03   

Zanim zacznę relację z ostatniej wyprawy, napiszę jeszcze o jednej obserwacji na temat drgającej szczytówki. Spotkałem się w necie z opinią, że najskuteczniej łowi się na pickera, trzymając szczytówkę na podpórce, a dolnik na krześle czy na kolanie, trzymany w ręce, co pozwala na błyskawiczne zacięcie. Podczas ostatniego łowienia (tego w deszczu) próbowałem tak trzymać wędkę. Niestety jakoś mi to nie leżało. Szczytówka drżała na skutek moich ruchów, nawet najdrobniejszych. W pewnym momencie zaobserwowałem, że szczytówka podryguje w dość regularnych odstępach czasu. Po chwili zorientowałem się, że to... moje tętno. Wędka przenosiła na szczytówkę drgania mojego pulsu. Ot, taka ciekawostka. Być może kiedyś, przy gęstych braniach spróbuję tej metody. A teraz czas na kolejną relację.

Mnogość gatunków.

Na kolejną wyprawę wybrałem się w dokładnie to samo miejsce, które odwiedziłem wraz z ojcem. Poprzednia wyprawa przekonała mnie, że drgająca szczytówka na rzece też ma sens. Oczywiście o 4:00 byłem już na stanowisku. Tym razem zacząłem inaczej. W nadziei na okonie zarzuciłem pickera przy samym brzegu, po czym zabrałem się za rozkładanie drugiej wędki i przygotowywanie zanęty.

Na początku założyłem na obie wędki czerwone robaczki i łowiłem bez zanęty. Dłuższa wędka cały czas bez koszyczka. Eksperymentowałem na niej z różnymi przynętami. Zarzucałem dość daleko, w nurt, licząc na coś większego. Niestety do samego końca łowienia, do 13:00, nie miałem na niej żadnego brania.

Ale na drugiej wędce brania były. Zaczęło się chyba po zmianie przynęty na białe robaki - potem wszystko, co udało się złowić, wzięło na białe. Już nie pamiętam, jaka ryba była pierwsza. Chyba moja rekordowa (22 cm) wzdręga. Potem pojawił się okoń, płocie i ukleje. Trafił się też mój pierwszy kleń o długości 25 cm.

Po pewnym czasie brania się skończyły. Miałem już na koncie kilka ładnych rybek, więc byłem zadowolony. To był jeden z moich najbardziej udanych połowów. Skończyła się rozrobiona zanęta. Zacząłem powoli się zbierać, cały czas kątem oka obserwując szczytówkę pickera. W połowie składania feedera coś zadrgało. Szybko przyciąłem i wyjąłem drugiego tego dnia okonia. Skoro ryba zaczęła brać, zarzuciłem zestaw w to samo miejsce i dalej zwijałem obóz. Już złożyłem długa wędkę, już pakowałem torby z zanętami i pudełka z przynętami, a tu nagle drgnęło znów.

Zaciąłem i od razu moje serce zabiło mocniej. Czułem, że wreszcie na wędce siedzi coś większego. Nie wiedziałem jeszcze, co to było. Ryba nie była szczególnie waleczna, ale holowałem ją powoli i ostrożnie. Kiedy zobaczyłem pysk, wiedziałem, że osiągnąłem cel tego sezonu. Sięgnąłem po podbierak i powoli wprowadziłem do niego pierwszego w życiu dużego leszcza. :)

Niestety nie zmierzyłem leszcza. Kompletnie mi to umknęło. Za to zważyłem go - miał 1 kg bez kilku gram. Być może dla doświadczonych łowców to żaden okaz, ale dla mnie taki leszcz to coś. Przypomnę, że wędkować zacząłem w połowie lipca ubiegłego roku, łowiąc na spinning. Pierwsze wyprawy na białą rybę z drgającą szczytówką zacząłem w maju tego roku. Wagowo to moja druga w kolejności ryba (po prawie dwukilowym boleniu). Zaliczam to sobie jako sukces.


Oczywiście po takim leszczu jeszcze kilkukrotnie zarzuciłem zestaw w to samo miejsce, ale brań już nie było. Posiedziałem jeszcze chwilę, ale że upał dał mi już mocno w kość, skończyłem się zwijać i pojechałem do domu, z dumą prezentując leszcza małżonce. :)

Łącznie złowiłem 9 ryb. Padło kilka rekordów: największa wzdręga: 22 cm), największy leszcz: 1 kg, największy (pierwszy) kleń: 25 cm i największa liczba złowionych jednego dnia gatunków: 6. No i moje marznie o dużym leszczu wreszcie się spełniło! :)

Teraz ten odcinek Narwi jest moją ulubioną miejscówką. Niestety nie wiem, kiedy znów się tam wybiorę. Dziś jest piątek, a w najbliższą niedzielę z samego rana zabieram rodzinę na dwutygodniowy urlop w Beskidzie niskim. Myślałem, żeby pójść dziś na wieczorne łowienie, ale pogoda jest deszczowo-burzowa i trochę zniechęca. Jutro mam masę przygotowań, więc też nie mam szans. Ale może się uda. Bo w czasie urlopu nie połowię. Niby jest w okolicy pstrągowa rzeka, ale postanowiłem ten urlop spędzić z rodziną, a zwłaszcza spędzić trochę czasu z trzyletnim synem. Ale mam nadzieję, że za rok będziemy już łowić razem. :)

Połamania kija wszystkim czytającym! :)
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg

Wystawiono 3 piw(a): kp44, robert pl, kiler    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
bllfrg 
początkujący chytok


Wiek: 36
Posty: 36
Otrzymał 44 piw(a)
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki


Wysłany: Sob Lut 14, 2015 17:37   

Pierwsza ryba roku 2015

W tym roku byłem już trzy razy na rybach, ale aż do dzisiaj bezrybnie. Po raz pierwszy wybrałem się w styczniu na drgającą szczytówkę na Narew. Nie było nawet puknięcia. Cóż, zima…

Po raz drugi byłem przed tygodniem na krótko nad Wkrą, wypróbować nową wędkę spinningową (w poprzedniej na skutek przykrego wypadku zniszczyła się ostatnia przelotka, a koszt naprawy był porównywalny z nowym zakupem; nową wędkę dobrałem sobie znacznie lepiej niż pierwszą). Byłem nad wodą krótko, ze dwie godziny, bo wybrałem się po południu, a zmierzch przychodzi zimą wcześnie. Zresztą pogoda była straszna. Niby na plusie, ale straszny wiatr, wychładzający, lecz co gorsza, utrudniający miotanie przynętami (nowa wędka ma ciężar wyrzutu 2-7 g).

Trzeci raz byłem następnego dnia nad Narwią. Pogoda była jeszcze gorsza. Nie wytrzymałem nawet dwóch godzin. Znów nie było nawet puknięcia...

Do dzisiejszego wypadu przygotowywałem się (mentalnie) cały tydzień. Kupiłem też kilka nowych przynęt. Wybrałem się rano, ale nie o świcie. Nad wodą byłem o 7:00. Niebo bezchmurne, właśnie wschodziło słońce. Było około -5 stopni, kiedy wychodziłem z domu, ale nie było wiatru, więc temperatura odczuwalna była znacznie wyższa. Można było łowić komfortowo. A przynajmniej machać wędką.

Przez prawie pięć godzin machałem wędką bez żadnego efektu. Ale i tak byłem zadowolony. Pogoda piękna, okoliczności przyrody też:



Wędrowałem wzdłuż Wkry, ciesząc się otoczeniem i nowymi woderami, które niesamowicie rozszerzyły moje wędkarskie możliwości, pozwalając nie tylko dotrzeć w nowe miejsca, lecz także łatwiej ratować przynęty z zaczepów. Wędrowałem bez pośpiechu (i w sumie niedaleko), robiąc przystanki na kawę i kanapki.



Przez większość czasu machałem tylko dwiema przynętami. Dlatego, gdy zbliżała się dwunasta, postanowiłem na koniec wędkowania popróbować pracy nowych nabytków: woblerów smużaków i obrotówek. Każdą przynętą rzuciłem przynajmniej ze dwa razy, aby poznać jej pracę. Już miałem się zbierać, ale postanowiłem sprawdzić, jak nowa wędka będzie miotać starym dwuletnim gnomem nr 0. Ucieszyło mnie, że posyła tę ciężką przynętę bez większego trudu bardzo daleko. Samo rzucanie było tak przyjemne, że blaszka poleciała parę razy więcej, niż miałem początkowo w planie.

W pewnym momencie, w końcowej fazie zwijania, zobaczyłem, że coś się w wodzie pluska… Zdziwiło mnie to, bo nie czułem na wędce brania i przez moment nie byłem pewien, czy ryba siedzi u mnie na haku, czy też akurat sobie plusnęła na trasie przynęty. Ale okazało się, że siedzi! :)

Cóż, łowiłem żyłką ze względu na mróz. Zwykle spinningowałem plecionką i zdecydowanie wyraźniej czułem brania. Poza tym byłem przyzwyczajony, że w ostatniej fazie ściągania przynęta wchodziła w miękkie trawiaste zaczepy. Nie uznałem więc delikatnego sprężystego oporu za branie. A ryba też nie była zbyt waleczna aż do samego brzegu.

Złowiłem pierwszą w tym roku rybę:
reg.forum pkt
:17. Zakazane jest umieszczanie w albumie zdjęć ryb niewymiarowych, a także zdjęć ryb złowionych w okresie ochronnym (tyczy się również zdjęć w tematach na forum).
robert pl - mod


Szczupaczek liczył sobie dokładnie 50 cm. Zapiął się w kąciku paszczy, dzięki czemu nie mógł przeciąć żyłeczki. Stara przynęta świetnie się sprawdziła. Bardzo się cieszyłem, że przed paroma dniami podostrzyłem jej mocno sfatygowane kotwiczki.

A po uwolnieniu szczupaka postanowiłem na wszelki wypadek jeszcze trochę porzucać i… swoim zwyczajem wrzuciłem przynętę na pobliskie drzewo. :) Na szczęście udało mi się ją uratować. I dobrze, bo stara blaszka ma swój czar. Nie jest nowa i błyszcząca i być może dzięki temu będzie bardziej łowna. :)

Potem już nie rzucałem, tylko wdzięczny za wspaniałe pięć godzin nad wodą wróciłem do domu. W końcu to zima. :)
_________________
Rekordy:
okoń: 24 cm
szczupak: 50 cm
boleń: 63 cm
płoć: 22 cm
krąp: 21 cm
ukleja: 18 cm
wzdręga: 22 cm
kleń: 25 cm
leszcz: 1 kg
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy ogólne » Dzienniki Wędkarskie » Błoto, komary, wędka i ja

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum