Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

kp44 i jego początki

kp44 
Administrator
i zwykły pijak :)



Ulubiona metoda: Spinning
Okręg PZW: Siedlecki
Pomógł: 19 razy
Wiek: 29
Posty: 763
Otrzymał 282 piw(a)
Skąd: Mokobody


Wysłany: Śro Lut 13, 2013 18:05   kp44 i jego początki

Niby człowiek ma tylko 25 lat a czasami, gdy wieczorna nuda zbiera swoje żniwo przychodzą do głowy refleksje, wspomnienia, podsumowania. Zupełnie jak Santiago w Hemingwayowskim „Stary człowiek i morze” zacząłem zbierać do kupy swoje wędkarskie wspomnienia. Sporo ich. Pewnie nie uda mi się teraz wrócić do wszystkich ale postaram się przybliżyć te, które najmocniej ugrzęzły pod czupryną. Zacznę dość nietypowo, jak nowy członek klubu AA – Mam na imię Kamil i jestem wędkarzem. Porównanie to nie jest przypadkowe, bo wędkarstwo jest dla mnie jak nałóg, choć muszę od razu zaznaczyć, że nałóg numer dwa (numero uno wyjdzie w dalszej części przemyśleń). Nałóg, który trwa już prawie 20 wiosenek, bo jak dobrze pamiętam to właśnie w wieku 6 lat pierwszy raz miałem wędkę w ręku. Tu należy się kilka słów o niej, był to 2 częściowy bambusowy bacik pożyczony przez ojca od znajomego (gdyż w mojej rodzinie ja pierwszy zacząłem wędkować). Na 2 metrowym odcinku żyłki (cholera wie jakiej grubości) dyndał spławik zakupiony zapewnie na jakimś odpuście, obciążony ołowiem z rozwalonej plomby i haczyk z rodowodem podobnym do spławika. Miał pewnie jakieś 3-4 metry długości, nie pamiętam dokładnie, wiem natomiast doskonale, że nie mieścił się w Maluchu dziadka w żaden sposób, co było dla mnie straszną bolączką i utrapieniem, bowiem dziadek za swoją stodołą miał nieduży staw. Staw, który stał się kuźnią mojego wędkarskiego talentu, tam samodzielnie i wytrwale odrabiałem swoje pierwsze wędkarskie lekcje. Opis tej wędki pewnie brzmi dość abstrakcyjnie dla formowej młodzieży, zupełnie jakby pisał to ktoś kto ma lat 75, ale tak właśnie wyglądały moje początki (rok 1993). Pierwszą rybką jaką złapałem był karaś. Doskonale pamiętam tą chwilę, z każdym szczegółem (choć miałem lat sześć). Tak bardzo spodobał mi się taniec spławika na tafli, że za każdą wizytą u dziadków męczyłem ojca, żeby zabrał mnie nad staw. W takich właśnie okolicznościach minęły pewnie ze 2 lata, bowiem szlachetny mój Padre widząc zapał postanowił sprezentować mi wędkę z prawdziwego zdarzenia – nie pamiętam dokładnie jak i gdzie zakupioną. Był to niebieski teleskop długości 2,1 metra, uwaga z kołowrotkiem!!! Ale się cieszyłem, normalnie cudo cudeńko ! I co najlepsze teleskop mieścił się w Maluchu dziadka, co za tym idzie, za każdym razem gdy jechałem do dziadków mogłem brać ze sobą wędkę. Szał trwał pewnie z 4 miesiące, po upływie których kołowrotek (rodem z kraju ryżu i reżimu) rozsypał się na marne. Teleskop zresztą też marnie znosił próbę czasu. Bek był niesamowity (byłby pewnie jeszcze większy, gdyby zestaw popsuł się w „sezonie”, rozsypkę w październiku zniosłem jak na swój wiek po męsku ;D). W międzyczasie w ręce trafiła mi jakaś gazeta wędkarska, chyba był to Wędkarz Polski. Jesienno-zimowymi wieczorami rozpływałem się w rybackich historiach, z zazdrością i pożądaniem patrzyłem na zdjęcia wędek i sprzętu wędkarskiego. Zauważył to po raz kolejny mój Padre i po raz kolejny postanowił zmarnować na mnie trochę polskich złotych. W moje ręce trafił jeden z pierwszych wypustów firmy Jaxon – teleskop „Relax” o długości 2,7 metra plus kołowrotek Blaser. Zestaw ten do dziś (tak się o wędki dba karważ twarz!) leży i funkcjonuje (choć już nie tak intensywnie jak kiedyś) w mojej wędkarskiej stajni.
Wraz z otrzymaniem tego „spełnienia marzeń” zaczął się najbardziej rozwojowy okres w wędkarskim żywocie kp44. Rozwijające się demokratyczne państwo dostarczyło w moje ręce sporo fachowej literatury. Żądny wiedzy Kamil chłonął ją jak tasiemiec tkanki jelita. Poznałem wówczas inne metody wędkowania m.in. spinning, (miłość ma). Był to pewnie rok 1995/96, miałem wtedy 9 lat i razem z rodzicami wybrałem się nad piękne i niegdyś niesłychanie łowne Jezioro Narie. Tam też padły pierwsze okonie na pierwszą obrotówkę otrzymaną od kuzyna (DAM Effzett numer 2). Z czasem zacząłem się wyrywać nad płynącą w okolicy rzekę Liwiec, gdzie z powodzeniem zrywałem kupowane za ostatnie grosze przynęty spinningowe. Jako, że pilny był ze mnie uczeń zauważyłem, że jedną wędką wszystkich metod nie ogarnę a coraz bardziej ciągnęło mnie z obrotówką nad rzekę. Wówczas zakupiłem zestaw typowo spinningowy –teleskop DAIWA 2,4 długości plus jakiś kołowrotek. Służył mi on jednak tylko jeden sezon ponieważ pasję wędkarską zaczął wykazywać mój brat. Będąc osobą wybitnie rodzinną oddałem mu go a sam zakupiłem już nie teleskop, a dwu składowy spinning Jaxon (który można było wylicytować podczas forumowej zbiórki). Z tym sprzętem właśnie narobiłem setki kilometrów wzdłuż Liwca, za jej pomocą padł mój pierwszy 2 kilogramowy szczupak (bo nie liczę kilku skoczków wcześniej). Mama wówczas wysłała moje z nim zdjęcie do Wiadomości Wędkarskich (niestety nie pamiętam w którym numerze się ukazało, na pewno jest w jednym z egzemplarzy, które wylicytował ode mnie Maniek jakieś pół roku temu). Wraz z wiekiem zaczęło przybywać pieniążków, a co za tym idzie sprzętu (nie będę pisał ile tego mam bo po pierwsze nie lubię się chwalić, a po drugie jest mnóstwo mających więcej).
Przerwę w wędkowaniu spowodował wyjazd na studia. Co prawda zabrałem ze sobą spinning do akademika, lecz atrakcje jakie niosło za sobą to magiczne miejsce ograniczyły moje wypady nad Wisłę :lol: Pod koniec studiów zrealizowałem swoje kolejne marzenie z dzieciństwa. Będąc dzieckiem gdy nie musiałem, bądź nie mogłem iść do szkoły z zapałem przeglądałem czasopisma wędkarskie i Łowca Polskiego, prenumerowanego przez mojego ojca myśliwego. I właśnie w stronę Łowiectwa ciągnęło mnie niewyobrażalnie mocno. Tak mocno, że postanowiłem coś z tym zrobić. Po roku stażu myśliwym zostałem i ja (czyli 4 lata temu). To właśnie ten sposób spędzania wolnego czasu stał się dla mnie nałogiem numer jeden.
Tak trwam sobie do tej pory, do dziś, do teraz… Sporo pewnie pominąłem, są to skutki wypitego w akademiku alkoholu. W przebłyskach trzeźwości będę dodawał kolejne litery do mojego Dziennika.

Wystawiono 9 piw(a): GrzegorzM, KamAnt, germ83, Maniek, robert pl, Kosa, Bączek, trytix, sum40    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
kp44 
Administrator
i zwykły pijak :)



Ulubiona metoda: Spinning
Okręg PZW: Siedlecki
Pomógł: 19 razy
Wiek: 29
Posty: 763
Otrzymał 282 piw(a)
Skąd: Mokobody


Wysłany: Pon Mar 04, 2013 21:28   

Sezon wędkarski zbliża się nieuchronnie, powoli już czuję zapach zanęty i śluzu na rękach. Jak co roku każdy z nas zaplanował sobie już jakieś wyprawy, wyznaczył cele. Zanim jednak na dobre wpadniemy w wir naszej pasji, zanim dzienniki zaczną się wypełniać opisami spędzonych nad wodą godzin, zdjęciami wyholowanych ostatkiem sił okazów warto uzbroić się pewnego rodzaju ekwipunek, którego nie dostaniemy w sklepie wędkarskim (ani też żadnym innym). Zabiorę was jednak wcześniej w sentymentalną podróż do roku 2001 lub 2002, gdy do mojego Gimnazjum przyjechało dwóch przedstawicieli okręgowego Zarządu PZW w celu stworzenia nam możliwości wyrobienia karty wędkarskiej. Ja i kilku moich kolegów dostaliśmy książeczki z Regulaminem PZW, wymiarami i okresami ochronnymi, przykładowymi pytaniami. Wiadomo, że nauka tego co przyjemne i ciekawe przychodzi bezboleśnie, dlatego też na egzamin byłem przygotowany wzorowo. Nie mniej jednak stres był :) Jedyne pytanie, jakie nam wówczas zadano brzmiało: Co powinien zrobić wędkarz przed rozpoczęciem wędkowania?
Obrazek pierwszy: niedziela, leniwe, letnie popołudnie, skwar jak jasna cholera. W przypływie wolego czasu, nudy i chęci rozruszania starych kości z radością sięgam po telefon, który zasygnalizował nadejście smsa. "Jedziem pomoczyć kija?" "Jasne!" Nie nastawiałem się na jakiekolwiek sukcesy bo pogoda ani pora roku temu nie sprzyjała, jednak na ryby zawsze się jedzie z jakąś nadzieją. Zaraz za mostem zostawiamy auto i ruszamy w górę rzeki. Po około 500 metrach słyszę krzyki, wrzaski, hity disco-polo. Mijam gromadkę, która przy okazji wędkowania postanowiła sobie urządzić małą libację. Sam lubię wypić, nie mam większych obiekcji, może te wrzaski nieco mnie drażnią. Idę dalej, jak zwykle kilka kilometrów na piechotę, potem powrót. Po imprezie zastaje palące się jeszcze ognisko, puszki po piwie, syf, smród itd...
Obrazek drugi: stara żwirownia, gdzie łapiemy żywca. Tym razem też tam się udajemy (w poniedziałek, w niedzielę na ryby staram się nie chodzić - za tłoczno i za głośno). Oprócz żywca czasem można tu złapać ładnego lina, bądź karpika. Na miejscu co 20 metrów pudełko po robakach, torebka po zanęcie i tak jak w pierwszym obrazku, puszki, kiepy, butelki. Rzygać się chce.
Obrazek trzeci: wiosna w pełni, słońce grzeje, ptaszki śpiewają, wszystko się zieleni. Pomimo środka tygodnia nad Liwcem dość gęsto. Co lepsze miejsca zajęte dlatego też amatorzy moczenia kija sami budują sobie nowe stanowiska. Jeden przedziera się przez trzciny płosząc gniazdujące w nich ptaki, drugi półmetrową maczetą wycina sobie drogę przez krzaki. Trzeci (o zgrozo) rzuca kamieniami w łabędzie bo mu przeszkadzają w spokojnym wędkowaniu.
Żaden z nas nie odpowiedział wtedy poprawnie na pytanie egzaminujących nas Panów z PZW. No bo co powinien zrobić wędkarz przed wędkowaniem? Przygotować sobie stanowisko? Niby tak. Rozrobić zanętę? Prawidłowa odpowiedź brzmi: Posprzątać po poprzedniku. I na koniec po sobie. Łowiska gdzie spędzamy czas są naszą wizytówką, dbajmy o nie jak możemy. Czy takim problemem jest zabraniem ze sobą plastykowego worka na śmieci? Otaczająca nas przyroda to nie tylko ryby, które łowimy. Większość z nas doskonale zna okolice swoich rzek, jezior, stawów. Wiemy gdzie gniazdują ptaki, gdzie sarny i inne zwierzęta mają swoje ostoje. Nie niszczmy ich. Nie właźmy tam wiosną, podczas lęgów. Czy rzeczywiście chęć złapania ryby jest ważniejsza? W naturze nic nie ginie, jeśli będziemy dbać o rodzimą przyrodę to i ona nas łaskawie obdarzy.

Wystawiono 5 piw(a): wolo1994, robert pl, Lulek, Haisenberg, GrzegorzM    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Lulek 


Ulubiona metoda: Spinning/Grunt
Pomógł: 31 razy
Wiek: 35
Posty: 711
Otrzymał 140 piw(a)
Skąd: Łódź


Wysłany: Pon Mar 04, 2013 22:17   

Dla mnie kwintesencją wędkowania jest wyjazd w miejsca gdzie nie muszę oglądać świecących kośćmi domorosłych kulturystów/sezonowców z trzytygodniowym stażem bujających się w rytmie umpa umpa ync ync ync, udających cynglów Pruszkowa na wakacjach.Takie wyjazdy są mi obce, nienawidzę tłoku i zawsze wybieram miejsca oddalone od gromad młodzieży , wczasowiczów i tym podobnych atrakcji.Skupiska wędkarzy gdzie z sąsiadem plącze się zestawy to też nie dla mnie.A sprzątanie po sobie to sprawa święta, kto tego nie robi to dno dna.Najważniejsza jest dzika natura, cisza , spokój - reszta to tylko dodatek, tajemnica co przyniesie wyprawa, podwodne okazy nie złowione danego dnia ... wędkarskie marzenia ...
Wracając do wcześniej poruszonej sprawy, przed rozpoczęciem łowienia sprawdzić teren czy cicho i spokojnie .Jeśli tak to i posprzątać łatwiej bo na ogół mniej syfu luzik

Wystawiono 1 piw(a): Petryk5    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Disaster 

Pomógł: 23 razy
Wiek: 25
Posty: 416
Otrzymał 33 piw(a)
Skąd: Zagnańsk


Wysłany: Pon Mar 04, 2013 22:21   

@Lulek - dlatego niebywale brakuje mi Dunajca :(
Przepraszam za mały offtop.
_________________
Cytat:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
kp44 
Administrator
i zwykły pijak :)



Ulubiona metoda: Spinning
Okręg PZW: Siedlecki
Pomógł: 19 razy
Wiek: 29
Posty: 763
Otrzymał 282 piw(a)
Skąd: Mokobody


Wysłany: Pon Mar 04, 2013 22:25   

Bardzo zdrowe i rozsądne podejście Lulek ale nie każdy ma taką możliwość. Wielu z nas z różnych powodów jest skazanych na łowiska, gdzie bytuje różne towarzystwo. Ja np. kocham swoją okolicę i nie zrażam się, wręcz przeciwnie, tak jak bohater jednego z filmów Pasikowskiego staram się "robić porządek" u siebie :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Lulek 


Ulubiona metoda: Spinning/Grunt
Pomógł: 31 razy
Wiek: 35
Posty: 711
Otrzymał 140 piw(a)
Skąd: Łódź


Wysłany: Pon Mar 04, 2013 22:32   

Jasne , ja wędkuję na rzekach Warta/Wisła.Omijam skupiska wędkarzy a jak miejscówki zajęte szukam zacisznego terenu.Nie skazuję nikogo za sam pobyt i chęć wędkowania, sporo spotyka się wędkarzy szukających tak samo świętego spokoju, szanujących środowisko, często sąsiedztwo to sprawa nieunikniona.Podczas ewentualnej samotnej zasiadki w nocy też jakoś raźniej się siedzi bo jak wiadomo noc to dziwny czas.Niby jesteśmy dorośli a niech ktoś mi powie, że siedzenie samemu o 1 w nocy w kompletnej głuszy to taka miła sprawa, czasem dziwne rzeczy się dzieją, prawda ?

Wystawiono 1 piw(a): Maniek    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
kp44 
Administrator
i zwykły pijak :)



Ulubiona metoda: Spinning
Okręg PZW: Siedlecki
Pomógł: 19 razy
Wiek: 29
Posty: 763
Otrzymał 282 piw(a)
Skąd: Mokobody


Wysłany: Pon Mar 04, 2013 22:36   

Raz, że tak jak mówisz noc rządzi się swoimi prawami a dwa, że (przynajmniej w moim przypadku) czas zdecydowanie milej leci gdy jest do kogo gębę otworzyć.

Wystawiono 2 piw(a): Lulek, wolo1994    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Maniek 
Zakochany w Bugu


Pomógł: 21 razy
Wiek: 44
Posty: 935
Otrzymał 299 piw(a)
Skąd: Sobiborski Park Krajobrazowy


Wysłany: Wto Mar 05, 2013 08:33   

Kurde, czasami nawet nie zdaje sobie sprawy, jak ja mam fajnie :lol: . W moich stronach spotkać innego wędkarza na łowisku?? Ciężki temat. :> Chyba już podświadomie od wielu lat łowie w takich miejscach, w których niemal nikt nie łowi. Z przyzwyczajenia unikam popularnych miejscówek- łatwo dostępnych, miejsc w których mała rzeczka wpada do dużej, takich do których można dojechać zwykłym autem. Wolę nic nie złowić, niż łowić w syfie i w ciasnocie pomiędzy innymi wędkarzami. Na szczęście wkoło mnie jest cała masa takiej dziewiczej, niczym nie skażonej wody. :lol:

Wystawiono 1 piw(a): GrzegorzM    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
kp44 
Administrator
i zwykły pijak :)



Ulubiona metoda: Spinning
Okręg PZW: Siedlecki
Pomógł: 19 razy
Wiek: 29
Posty: 763
Otrzymał 282 piw(a)
Skąd: Mokobody


Wysłany: Wto Mar 05, 2013 09:23   

Maniek może te obrazki demonicznie brzmią, ale moja okolica to również w dużym stopniu "dzicz". Nie jest tak, że co zakole to wędkarz, a co trzeci pijany i zostawia po sobie chlew :) Na 10 wyjazdów w teren 9 razy nikogo nie spotykam (oprócz sobót i niedziel). Jednakże takie historie, jak te wspomniane wcześniej przeze mnie mają niestety miejsce. Sporadycznie, ale mają. Tekścik ten postanowiłem napisać z następującego powodu - widzę, że zdecydowana większość forumowiczów to ludzie bardzo młodzi, 14-16-latkowie, którzy właśnie zaczynają samodzielnie wybierać się na ryby. Właśnie na ich kulturze nad wodą zależy mi najbardziej. Starych drzew się nie przesadza, więc nie widzę sensu naprawiać tych, którzy nie zmienią już swoich naleciałości. Ja np. zawsze mam przy sobie worek na śmieci, tak zostaliśmy z bratem wychowani, że wiemy co można zostawić w łowisku a co nie. Jeżeli choć 1 na 10 młodych wędkarzy przeczyta i weźmie sobie do serca moje słowa to będę zadowolony. Bo właśnie dzięki niemu moje dzieci będą miały gdzie i co łowić.

Wystawiono 1 piw(a): Maniek    » Więcej szczegółów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
kp44 
Administrator
i zwykły pijak :)



Ulubiona metoda: Spinning
Okręg PZW: Siedlecki
Pomógł: 19 razy
Wiek: 29
Posty: 763
Otrzymał 282 piw(a)
Skąd: Mokobody


Wysłany: Wto Mar 05, 2013 19:54   

Tak się zastanawiałem - Co ze sobą zabieramy na ryby i co tak na prawdę się przydaje nad wodą? Chodzi mi tu szczególnie o metodę spinigową, każdy z nas kto poświęca sporo czasu i energii na piesze wędrówki z wędziskiem w ręku wie doskonale, że po kilku kilometrach każdy zbędny gram robi różnice. Ja np. zawsze mam w swoim plecaku:

- nóż
- nożyczki
- szczypce do wypinania ryb
- worek plastykowy
- zapalniczkę
- przyrząd do wyczepiania przynęt
- plastry na skaleczenia
- rolkę papieru toaletowego

Oczywiście nie wspominam o pudełkach z przynętami, przyponach stalowych/wolframowych, kotwiczkach, kółkach łącznikowych itp. I tu ponawiam moje pytanie: Co jeszcze warto ze sobą zabrać?

I pytanie numer dwa - plecak czy kamizelka? Osobiście wolę plecak z wygodnymi szerokimi szelkami i szynami wzdłuż pleców ułatwiającymi oddychanie.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy ogólne » Dzienniki Wędkarskie » kp44 i jego początki

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum