Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Listopadowy szczupak z głębin

Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Posty: 45
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Pon Paź 15, 2007 13:42   Listopadowy szczupak z głębin

Przyłów

Od połowy października jestem na 17 metrach głębokości między górą a brzegiem. Tu poczekam do drugich przymrozków. Abym nie czekał za długo, bo jednego roku drugie porządne, bo o takie chodzi przymrozki były na końcu listopada. Do tej pory na pewno się nie będę tu nudził. Chociaż na tak wielkie płocie jak na północno zachodnim spadzie mogę liczyć tylko sporadycznie. Więc się raczej nastawie na łowienie z dna leszcza.
Bardzo mnie podniecają takie właśnie miejsca jak głębokie wąwozy między górą a brzegiem lub między górami lub też np. kiedy z brzegu schodzi bardzo stromy spad do chociażby tych 17m. Potem się w kierunku środka jeziora wypłyca. Nie jest to górka podwodna tylko bardzo rozległe wzniesienie dna. I jeżeli rozpocznę łowienie na początku października na tych 17 metrach, to już do końca sezonu żadna siła mnie stąd nie ruszy. Po latach praktyki moja wyobraźnia się tu nasyciła takimi obrazami, że teraz nie pozwoli mi się nigdzie już przeprowadzić.
Co tu łowię? Dosłownie wszystko od krąpi po… no właśnie po to po co tu tak naprawdę przypłynąłem czyli po ogromne wędrujące szczupaki. ale to jeszcze trochę czasu zanim one tu przypłyną. Na razie wiem, że buszują w toni, a zlokalizowanie ich i trafienie z żywcem jakiejś krótkowzrocznej mamuśce pod oczy, to czysty przypadek, a to nie dla mnie. Dlatego będę czekał na porządne przymrozki, bo już wiem przy jakiej temperaturze wody zębate mamuśki zejdą do dna po moje leszcze.
Na razie woda ma 11 stopni i leszcze zaczęły już brać na drugi dzień po zanęceniu. Płoci tak wielkich się tu nie spodziewam chociaż się trafiają pojedynczo. Trochę mi szkoda tamtych płoci, ale czas robi swoje, a ja też nie lubię się nudzić i lubię wracać z ryb z siatą wypchaną wielkimi rybami. A tak było do tej pory i to się nazywa bingo. No dobra, ale teraz łowię dalej i już ciarki mi po plecach przechodzą z każdym chłodniejszym dniem.
Czym z każdym dniem jest zimniej tym ma więcej leszczy w siatce i wcale nie takie małe, bo niektóre nawet do dwóch kilo dochodzą. Ale jakoś mi w głowie coś przeszkadza i każdego leszcza dokładnie oglądam, czy jest cały i zdrowy. Wiem, to dziwnie brzmi, bo każdy by się cieszył jak są ryby całe i zdrowe, a ja szukam takiego leszcza, który nie będzie cały i wtedy się ucieszę.
Drugie porządne przymrozki, to znaczy takie kiedy temperatura spadnie w nocy chociaż do minus pięć. Zapowiadają już po pierwszym takim dniu spadek temperatury wody o dobry stopień. A jeżeli w ciągu dnia temperatura powietrza będzie dużo niższa niż temperatura wody to jeszcze lepiej. Tak krótkie dni jakie są już teraz w listopadzie na pewno nie nagrzeją wody nic a nic. Ale za to ją schłodzą i to porządnie, a kolejna noc z minusową temperaturą na powierzchni zrobi już porządnie gęstą wodę. W ciągu trzech takich dni z przymrozkami nie mniej niż chociaż do minus pięciu stopni, to już sukces. Na powierzchni woda potrafi ochłodzić się nawet o pięć stopni. A jeżeli na powierzchni termometr pokaże mi nawet 5 – 6 stopni, to moje dreszcze na plecach mają sens.
Kolejny dzień na rybach po nocy z przymrozkiem wita mnie pięknym porankiem. Bez chmurne niebo, całkiem cicha woda i marznące ręce i przelotki. Ale to nic z tym co się może się dziać. Łowisko mam od dłuższego już czasu nęcone, leszcze są na pewno w tej okolicy, a i też drobnicy jest dużo. Krąpie, płotki i nawet ukleje pływają pod łódką. Bardzo łatwo to sobie sprawdzam, co gdzie, czyli na jakim poziomie pływa. Ale najpierw zarzucam wędkę na leszcza, a przynętę czyli białe z pęczakiem umieszczam lekko na dnie. Lekko to znaczy tak żeby tylko haczyk leżał na dnie. A teraz w ruch idzie zimowa wędka czyli podlodówka, ta sama którą używam zimą spod lodu na leszcze. Cienka żyłka bo 016 i spławik przelotowy do czterech gram wyporności szybko mi schodzi. Ale tej wędki nie spuszczam do dna tylko szukam sobie już teraz ryb przeznaczonych na ewentualnego żywca. Mimo, że pod łódka mam 17m głębokości zaczynam od 6m od powierzchni i powoli są pierwsze brania lecz tu jako przyłów są ukleje, a biorą jak wariatki bez opamiętania szarpią zestawem. Pewnie, że haczyk mam mały, bo przecież chcę złowić kilka ryb na żywca. Ale wcale to nie jest hak nr 10 czy 8, bo takich nawet nie mam w swoim zapasie. Mały haczyk dla mnie zaczyna się od nr 4. jeżeli mówię też o żywcu przeznaczonym na szczupaka tu i teraz to nie chcę wcale płotki piętnastki, bo na taki kąsek nawet nie zwróci uwagi zębata i metrowa mamuśka. Na trzynastu metrach od powierzchni się zatrzymuję, bo tu są większe płocie mniejsze leszcze i krąpie. Po drodze czyli od sześciu do tych trzynastu się nie zatrzymałem, bo wiem, że w tych warstwach nic nie ma. Na trzynastu się nie zawiodłem znowu, bo już szarpią mniejsze ryby. Ale zaraz powinny się pokazać takie dla których ten haczyk nr4 nie będzie problemem do łyknięcia.
Na razie skupiam się na wędce leszczowej, bo coś zaczyna się dziać. Wiem też, że nie mam się co spodziewać żadnego wyraźnego wystawienia spławika i dlatego skupiam się i zacinam każde dosłownie branie. Na pięć takich zacięć co najmniej dwa kończą się zacięciem leszcza, a to już sukces. Kolejne przytopienie spławika kończy się zacięciem większego leszcza, bo dokładnie go czuję. Ma około półtora kilo kiedy chcę go włożyć do siaty, ale zdębiałem jak na jego boku zobaczyłem wielkie dwie krwiste rany. Jedna jest przy ogonie, a druga jakieś 15cm dalej. Boże kochany … one już tu są. Są wielkie szczupaki, a po tak szerokiej ranie wiem jaką ma ten co tego leszcza trzymał szeroką szczękę. Na razie leszcze i drobniejsze ryby szarpią z dna więc na pewno szczupaka w samym łowisku nie ma.
Najbardziej mnie wkurza to, że nie mogę złowić porządnego żywca same małe płotki, ale nie mogę już się powstrzymać i chociaż tą małą płotkę zarzucę z boku może akurat. Dokładnie wymierzam grunt na żywcówce na razie tak na oko około metr nad dnem. Zakładam płotkę taką gdzieś około osiemnastki i rzucam daleko w prawo. Serce mi bije jak młot pneumatyczny. Stoję łódką daleko od brzegu na głębokości dobre 17m i obok pływa spławik z żywcem na szczupaka. Ta wizja doprowadza mnie do nawet ósmych potów. Cały czas trzymam wędkę leszczową w ręku, ale nie mogę się opamiętać żeby częściej nie zerkać na spławik żywcówki.
Kolejnych kilka leszczy wyciągam z dna i ponownie podsypuję zanętą, ale tym razem też sporo sypię pod spławik żywcówki, ale też i z drugiej strony łodzi. Pogoda jest tak piękna, że aż szkoda, że dzień taki krótki. Zaczyna lekki wiaterek zawiewać z południa i z zachodu. Jest jakby zmienny, a dzięki temu wiem, że przez dłuższy czas w ciągu dnia będzie cicha woda. z poprzednich lat pamiętam, że w taką właśnie pogodę i przy wiatrach z południa i z zachodu miałem najwięcej brań szczupaków z głębin. Lecz dziś się nic nie dzieje – na razie. Przerzucam żywca z drugiej strony łodzi i dalej zajmuję się leszczami, lecz od jakiegoś czasu przestały, przestały też szarpać drobne ryby moje robaki. Jak szybko pracuje u mnie wyobraźnia, bo od razu skojarzyłem sobie, że może szczupak wpłynął w łowisko. A żywca mam zarzucone kilkadziesiąt metrów z boku. Przerzucić czy zostawić, przerzucić czy zostawić targuję się ze sobą w myślach, a głowa mi lata od spławika leszczowego do żywcowego aż kark mnie boli. Przy tak pięknej pogodzie nie wytrzymam przerzucę.
Dzięki bogu w między czasie udało mi się złowić na podlodówka leszcza około dwudziestu centymetrów. Teraz krytyczna decyzja zakładać go na żywca czy świeżą płoć? Ale doświadczenie w takich okolicznościach wzięło górę i zakładam leszcza. Lecz przed tym zwiększam grunt o dwa metry, bo chcę żeby przypon z obciążeniem leżał na dnie. Znam leszcze tych rozmiarów i wiem, że będą się trzymać blisko dna lecz nie za blisko, bo przeważnie pływają nawet kilka metrów nad nim. Tego chcę uniknąć i muszę takiego leszczyka sprowadzić całkiem do dna, bo tylko tak mogę skusić wielką szczupaczą ikrzyce. Fajnie to widać na spławiku, który prawie przez cały czas leży na wodzie. Ale kręci się w kółko i pływa na leżąco po kilkanaście metrów w różna strony. Czasem się podnosi o pod skosem zasówa jak mała motorówka. Taki leszczyk, a ma tyle pary na takiej głębinie. Zahaczam go delikatnie za grzbiet obok płetwy grzbietowej, ale nie pod nią. To jest tak twarde miejsce, że nie byłoby szans podczas zacięcia żeby haczyk puścił i bobrze się wbił w pysk szczupaka. Zarzucam takiego żywca z ręki, bo zarzucenie kijem nie ma sensu jest po prostu za ciężki i może spaść. Okej już pływa w toni i powoli schodzi do dna. Jest blisko łodzi, ale się łudzę, że odpłynie dalej.
Mimo, że jest jeszcze ranek, a już tyle się wydarzyło i tyle ryb już mam w siatce, a przecież to listopad. Niech żałują ci wędkarze którzy już odłożyli wędki, bo tracą najpiękniejsze wspomnienia i kapitalne ryby. Nie wiem czy ktokolwiek kiedyś widział jak się spławiają metrowe szczupaki? powiem krótko, to trzeba przeżyć. Spławiają się zawsze w listopadzie w krótkim okresie i tylko wtedy kiedy jest przymrozek i przy bezchmurnym niebie. Podczas całkowitej ciszy na jeziorze kiedy nic nie faluje, a woda ma między 8-7 stopni. Naprawdę warto być na takie coś przygotowanym, bo inaczej serducho może wyskoczyć z przerażenia. Zawsze, kiedy słońce zaczyna się już wychylać zza horyzontu i trochę oświetla już jezioro szczupaki podchodzą do góry. Nie wiem po co, ale co jakiś czas się pokazują. Spławia się identycznie jak leszcz z jednym tylko wyjątkiem. Robi to przeważnie tam gdzie ja mam zanęcone łowisko na leszcze. Wiadomo, że to listopad i zawsze zanęcam całkiem blisko łodzi i naprawdę nie jednokrotnie wielkiemu szczupakowi zajrzałem głęboko w oczy z bliska, z bardzo bliska. Niespodziewanie wynurza się z wody dwa metry od burty najpierw łeb z oczami, a potem się przewali całe cielsko. Bezczelnie i całkiem zimnym wzrokiem spojrzy na mnie i spokojnie zaprezentuje resztę cielska.
Takie pokazy nie więcej jak kilku szczupaków trwają bardzo krótko. Przeważnie spławiają się między siódmą, a ósmą rano. Potem jest już tylko cisza, ale jak już mam od dłuższego czasu zanęcone łowisko to już też wiem co będzie później. Około godziny dziewiątej śmiało mogę już zarzucać żywca i spuszczać go do dna. Dopiero o tej godzinie szczupaki schodzą do dna. I tak jest i teraz.
Mój spławik, który dotąd sobie wędrował po wodzie w pobliżu łodzi chociaż nadal leży, lecz już dłuższy czas leży nieruchomo. Wiem, że leszcz nie zatrzyma się na żadną dłuższą chwilę, a tym bardziej taki mały. Na wszelki wypadek zwijam wędkę leszczową i podlodówkę. Wiele już miałem takich sytuacji i wiem, że może to być branie. Szczupak wędrujący po dnie tylko otworzył paszczę i łyknął jak kluskę mojego leszcza. Fajna fantazja co nie?, ale to nic ja tak lubię. Bo właśnie taki widok jaki teraz widzę w rzeczywistości widziałem w wyobraźni. Spławik się ruszył i szybko pod skosem mknie po wodzie i już go nie widzę – zniknął pod wodą. Biorę kija do ręki, bo żyłka ucieka z kołowrotka trochę za szybko. Nie czekam na nic zamykam kabłąk i w zęby temu na dole. Mimo, że mam pod sobą siedemnaście metrów wody, to jeszcze szczupak jest jakieś kilkadziesiąt metrów dalej.
Po zacięciu mimo takiej odległości czuję wyraźnie szczupaka i już szybko próbuję go holować. Na początku wcale niczym się nie prezentuje, ale wiem, że mogą to być pozory. I się nie pomyliłem, kiedy podholowałem go kilkanaście metrów chyba zorientował się co się z nim dzieje. W połowie głębokości łowiska pokazał na co go stać. Zrobił takie dwa odjazdy, że hamulec kołowrotka się chyba zakopcił. Kolejne metry pomału są moje chociaż czuję potworny opór i mocne szarpnięcia, ale ciągle się obawiam. Obawiam się zawsze jednego, że by nie wpłynął mi pod łódź, a one to zawsze robią i okręcają się wokół linek. Chociaż jeszcze go nie widzę, ale już czuję jak prze zdecydowanie pod łódź. Dokręcam hamulec ile się da i aż kija wkładam do wody żeby go zatrzymać. Niestety siła szczupaka jest ogromna i przepłynął pod łodzią. Jestem mokry jak szczur, a nogi mi się trzęsą i nie mogę ustać w łodzi. Szczupak jednak przepłynął pod łodzią, ale sunie dalej na jezioro. Idę na dziób łodzi i przekładam kija pod wodą pod łodzią i zabawa zaczyna się dalej. Tym razem siadam na ławce okrakiem kija między nogi i tak jak na morzu się bawię. Podciągam rybę i co chwilę słyszę tylko świst hamulca.
Szczupak słabnie i jest już blisko, ale jeszcze go nie widzę. Znowu cwaniak próbuje wpłynąć pod łódź, ale jest za słaby tym razem. I nie wstając z ławeczki hamuję go, a on od razu podpływa pod powierzchnie. Ten bezczelny numer już znam, bo nie jednokrotnie się na nim przejechałem. Szczupak luzuje żyłkę podpływa do powierzchni niby całkowicie wykończony. Wygląda to tak jakby chciał wędkarza zahipnotyzować swoim wyglądem, a potem walnąć takiego nura, że sprzęt trzaśnie jak nic. Wiele razy im się to udawało, ale już się cwaniaki znamy. Szybko luzuję hamulec kołowrotka i wybieram luz. Teraz widzę podpływające prawie na boku wielki cielsko szczupaka widok naprawdę niesamowity. Kontakt mam z nim przez cały czas i wiem, że ona, (bo to ikrzyca) to czuje. Nawet się patrzy na mnie z otwartą paszczą z której wystaje tylko kawałek mojego wolframu. Wyrżnęła tylko ogonem w wodę aż mnie ochlapała i poszła w głębinę. Dałem temu szczupakowi tylko kilka metrów i stop starczy teraz ja przejmuję pałeczkę. Żarty się skończyły jedziemy do góry. Jest uparty, ale pomału i bokiem do mnie idzie do góry.
Próbuję podebrać za oczy lecz niestety nie obejmę głowy szczupaka, a podbieraka nie mam, bo nie używam. Siadam na burcie łodzi aż się zrównała z wodą chwytam szczupaka lekko za skrzele i wślizguję do łodzi. Jest! Leży w łódce i zajmuje dużo miejsca, ale takich pasażerów ja lubię. Bo na ich widok jest mi w listopadzie bardo gorąco nawet za gorąco. Jeżeli chcę go zabrać, a chcę, to musze go ogłuszyć bo inaczej zdemoluje mi łódź. Nie mam wyjścia siadam na niego okrakiem i specjalnym tłuczkiem w głowę… podskoczyłem na nim jak na koniu dwa razy ma siłę bydle. Metrowa miarka trochę za krótka, ale na oko ma dobrze ponad dychę.
Nie, nie jeszcze nie kończę wędkowania, bo za wcześnie. Sypię zanętę i po półgodzinie mam leszcze, a na podlodową wędkę przy burcie kilka pięknych trzydziesto dekowych płoci. Nic dodać nic ująć pierwsza myśl, płoć idealna na żywca. Nie czekam na nic tym razem przekłuwam pod płetwą grzbietową i też wyrzucam z ręki lecz na bok od łodzi. Spławik leszczowy co chwilę podskakuje więc ryby są na dole. I już nikogo się nie boją oby na razie.
Zamiast patrzeć na spławik leszczowy i szczupakówki ja tym razem podziwiam leżącego w łodzi ogromnego zębatego drapieżnika z którym wygrałem. Nawet już widzę te schabowe jakie zrobię z grzbietu ryby. Szczupak jeszcze porusza skrzelami , ale niestety takie są prawa natury.
Płoć jest tak silna, że spławik co chwilę wciąga pod wodę i to nie na krótko. A mnie dreszcze idą po plecach, które jeszcze nie wyschły po ostatnich przeżyciach. Musze go przerzucić, bo płoć podeszła za blisko łodzi. Ale spławik znowu zniknął pod wodą jakieś trzy metry od łódki. Widzę go przez chwilę pod wodą jak sunie w kierunku środka jeziora. O nie to już nie płoć to…. To znowu branie!!! Szybko zwijam wędkę leszczową, bo żyłka z kołowrotka żywcówki już zasuwa jak oszalała. Tym razem muszę trochę poczekać, bo wiem, że szczupak jeszcze nie łyknął płoci tylko ją trzyma. Tyle wrażeń na jeden dzień, to jest coś. Dobra stanął żyłka już nie schodzi, łykam powietrze jak karp i te nogi znowu mi się trzęsą jak oszalałe. Żyłka stoi, spławika nadal nie widać, no dobra starczy. Jak będzie mały to najwyżej pości, a jak porządny, to kotwice będzie już miał jak ten pierwszy aż w przełyku.
Starczy czekania zacinam, ale luzu na żyłce jest tyle, że nie mogę go tak szybko wybrać. Kręcę korbką jak oszalały i próbuję zacinać, a tu ciągle luz. Dopiero kiedy mam żyłkę w pionie pod łodzią poczułem potężne odbicie. Ale żyłka idzie pod łodzią w całkiem przeciwnym kierunku niż ryba ją wysnuwała z kołowrotka. Nie czas jednak na rozmyślania teraz. Po raz drugi dziś przekładam kija pod wodą pod łodzią. Teraz widzę dokładnie gdzie jest żyłka i czuje gdzie jest szczupak. Już przy dnie robi porządny kilkunasto metrowy odjazd na hamulcu. Ten do powierzchni szybciej osłabł mimo kilku krótkich odjazdów. A miarki metrowej też ciut brakuje. Lecz jest nieco lżejszy od pierwszego, to wyraźnie widać jak leżą już obok siebie. Niestety ten też miał łyknięte tak głęboko, że kotwiczki nie było widać z przełyku, a na oko ma jakieś osiem kilo. Jest godzina dwunasta mam dość zwijam manele na kilkanaście leszczy w siatce zostawiam pięć największych, ale w porównaniu do mojego listopadowego przyłowu to są żywce.
Bogdan Barton
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense
Nerwus 
dysgrafik


Wiek: 21
Posty: 73
Skąd: chełmża


Wysłany: Śro Paź 31, 2007 20:25   

Fajna przygoda, jak Pan gdzieś to opisze to spora kasa będzie :D
_________________


Postaw piwo autorowi tego posta
 
Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Posty: 45
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Śro Paź 31, 2007 21:08   

zawodowi dziennikarze nie lubią prawdy teksty muszą być pisane tak żeby im pasowało przerabiałem to... ale jak byłby ktoś chętny to mam duuuużo więcej takich przygód z mojego wedkarskiego żywota.. ;)
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
SIARA
[Usunięty]



Wysłany: Sob Lis 03, 2007 11:08   

Wszystkie wiadomości tego użytkownika zostały usunięte na jego prośbę.
 
wojtek16911 


Pomógł: 19 razy
Wiek: 22
Posty: 272
Skąd: Zielona Góra


Wysłany: Pon Sty 21, 2008 21:30   

Tylko się uczyć od takiego wspaniałego wędkarza . Bardzo lubię czytać te Pana opowieści . To jest dopiero autorytet . :brawo:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense
kristoff 


Wiek: 26
Posty: 148


Wysłany: Czw Sty 24, 2008 22:16   

Ciekawie napisane - bardzo mi się podoba :okok: ... mam nadzieję ,że lata praktyki i mnie doprowadzą do perfekcji (jak to jest w Pana przypadku) .Praktyka czyni mistrza.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
norbI 


Pomógł: 3 razy
Wiek: 20
Posty: 101
Skąd: wielkopolskie


Wysłany: Nie Sty 27, 2008 11:51   

Brak słów! Pan Bogdan to już chyba wszystkie ryby łowi. Cieszę się, że nie mieszka w mojej okolicy. Nie miał bym co liczyć, że złowię rybę. A tak napoważnie to wielkie gratulacje. :mrgreen:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
wodnik 


Pomógł: 72 razy
Wiek: 48
Posty: 2509
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Besko


Wysłany: Nie Sty 27, 2008 12:07   

Powinieneś wiedzieć, że Pan Bogdan jest bardzo uczynnym człowiekiem i chętnie przyjmuje u siebie wędkarzy, którzy chcą złowić konkretną rybę /i łowią/
_________________
Pozdrawiam.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
RYBAK 82 
ARTI

Wiek: 32
Posty: 2
Skąd: PRZECHLEWO


Wysłany: Czw Lis 03, 2011 21:02   

A no łowią i to nie złe sztuki pozdrawiam panie Bogdanie !!!!!!!!!!
_________________
arti
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
rexnoctu 

Wiek: 40
Posty: 6
Skąd: Konin, obecnie Chicago


Wysłany: Czw Lis 03, 2011 21:38   

Pięknie napisane, aż poczułem to uderzenie szczupaka przy zacięciu. :okok:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Łowienie poszczególnych gatunków » Drapieżniki » Listopadowy szczupak z głębin

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum