Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Amator ikry

Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Nie Lip 08, 2007 19:25   Amator ikry

AMATOR IKRY
Często już opisywałem miejsca tarlisk leszczy czy płoci. I często opowiadałem, że długo przed przystąpieniem tych ryb do tarła miejsca taki są super łowiskami tych dwóch gatunków. I taka jest prawda, bo zaraz po zimie ryby są pozbawione energii, czyli po naszemu są po prostu głodne. A tylko takie płytkie i nasłonecznione miejsca gwarantują rybą najlepsze naturalne jedzonko one doskonale o tym wiedzą. Ale nie tylko one, bo ja też.
Ale tuż po tarle wcale nie robi się tu tak szybko pusto. Na pewno nie połowię już takich leszczy co wcześniej i takich ilości płoci. Leszcze robią pa, pa z tych miejsc i spływają na otwarte wody. płocie też się rozpraszają i to dużo nawet wcześniej. Bo przecież sporo wcześniej odbyły tarło, ale tu wróciły niedobitki płoci, które razem z leszczami się trą. Ale przypływają tu też po to żeby sobie pojeść. Nie wiem czy płocie też jedzą ikrę leszczy, ale jest tych ryb tu naprawdę dość dużo i są krótko. Ale jest jeszcze jeden amator tych płytkich miejsc. Ten to już na pewno tu przypływa na ikrową wyżerkę. To oczywiście węgorz on doskonale wie kiedy ma tu się czego spodziewać, a ja też to wiem i nie ma tak łatwo. Nikt moich leszczy nie będzie wyjadał za darmo ja też mam tu coś do powiedzenia.
Nawet chyba nie zliczę w ilu miejscach obserwowałem trące się leszcze. Ale jedno wiem na pewno, że tak zwane kulminacyjne tarło nie trwa dłużej niż trzy dni. może to być różnie w różnych częściach jeziora. A to dla mnie jako wędkarza dłuższy czas polowania na amatora na ikrę moich leszczy. Oj zabawa jest super. Ikrzaki leszczy zaraz po tarle odpływają z tych miejsc, ale mleczaki szaleją tu do dwóch tygodni. Zaraz po odejściu „matek” robi się tu gwarno i nawet tłoczno. Chętnych na ikrę jest więcej gatunków ryb. I co ciekawe przeważnie są to drapieżniki. Ale dziś wiem, że to nic nadzwyczajnego. Tu na łatwą wyżerkę pcha się dużo białej ryby od tych wyklutych w zeszłym roku to tych co się urodziły kilkanaście lat temu. To kto ma tu wyżerkę? Dosłownie wszyscy, bo jedni zachęcają drugich. Prawie w każdym złowionym tu węgorzu w przewodzie pokarmowym była ikra i drobne ryby. A często były też przyzwoite płocie i okonki.
Ale zanim zacząłem łowić tu skutecznie węgorze i to porządne musiałem się porządnie napocić. Dlaczego? a dlatego, że węgorzy okazało się być tu bardzo dużo. I złowienie kilku sztuk nie jest wcale takie trudne. Ale przeważnie i najczęściej biorą małe sznurowadła. Chociaż kilowych i większych sztuk jest tu też nie mało. Ale złowienie chociaż dwóch sztuk po kilo zdarzało się rzadko. Może gdybym siedział po nocach to miałbym większe szanse, ale ja lubię łowić duże ryby w dzień i je widzieć podczas brania i holu.
Przeważnie te węgorze które wyjadają ikrę moich leszczy łowię z brzegu. Chociaż na dużym jeziorze gdzie leszcze trą się na górach podwodnych czy w zarośniętych i od strony brzegu i pod wodą zatokach korzystam z łodzi. Najwięcej jednak i największych jak dotąd węgorzy złowiłem z brzegu. Przypuszczam, że są to lepsze stanowiska, bo mniej płochliwe. Mimo, że węgorze nawet bez opamiętania obżerają się ikrą są jednak bardzo ostrożne zwłaszcza już za widnego. Brzegowe miejsca są też lepsze dlatego, że te tarliska są blisko brzegów jezior i szybciej się nagrzewają. Leszcze dużo prędzej tu się już pokazują. Nie wiem dlaczego tak jest, ale to samo duże jezioro a część leszczy się trze na takich brzegowych wypłaceniach. A z kolei w innej części jeziora kolejna tura leszczy się trze na górce podwodnej po dwóch tygodniach. Mimo, że często w pogodzie nic nie pękło konkretnego. I tak jest jeszcze w Kiku różnych rejonach tego samego jeziora w różnych odstępach czasu. Mi to gra, bo po wielu latach doświadczeń z leszczami prawie wiem czego gdzie mogę się spodziewać. W jaki rejon jeziora teraz mogę popłynąć i znowu połowić węgorze. W ciągu miesiąca opływam cztery do pięciu miejsc w tym dwa z brzegu. Łowię w tym czasie leszcze przed tarłem i węgorze w miejscach gdzie leszcze już zostawiły swoją ikrę.
Zaczynam od początku czerwca, bo właśnie w tym czasie pierwsze leszcze tu na moim wielkim jeziorze na brzegowych wypłaceniach zakończyły tarło. Po dwóch tygodniach wsiadam do łódki i ruszam na górki w południowej części jeziora. Tam zawsze o tej porze roku jest już najwięcej podwodnej roślinności. Jeszcze małej, ale właśnie najbardziej odpowiadającej już leszczom do złożenia ikry. Tu pierwsze są okonie walą we wszystko co im się poda, aż do bólu. Po tygodniu płynę na kolejne górki z tej samej strony jeziora, ale odwiedzam też zatoki. Zatoki w których może i nawet tego roku leszcze się nie tarły z różnych przyczyn(najczęściej pogodowych, to samo dotyczy górek), ale wiem, że inne lata tu odbywały tarło nie ominę żeby tu nie sprawdzić z wędką. Na początku lipca jestem już po północnej stronie i tu sprawdzam co się dzieje na górach i wszędzie tam gdzie tylko się nawet kiedyś tarły leszcze.
Nie pływam po nocach, nie siedzę na brzegach w nocy chociaż wiem, że to ma też swój urok znam to. Z brzegu jestem na łowisku z godzinę przed świtem. Tak samo jest kiedy siedzę na łódce. Okres łowienia o tej porze dnia jest dość krótki, ale pod kilkoma warunkami w zupełności wystarczający. Przeważnie na łowisku jestem do godziny ósmej, a to i tak z pięć godzin. Dłużej mogę też posiedzieć, ale nie z brzegu. Na górach podwodnych jak już nie węgorza to mogę w późniejszych godzinach liczyć na duże okonie a niżej na spadzie na szczupaka. Brzegowe płycizny węgorze opuszczają, ale za to do ikry podchodzą ogromne liny.
No dobra, ale połówmy teraz kilka węgorzy, ale tych grubasów jak ręka. Całkowicie zrezygnowałem już dawno z rosówek jako przynęty na ikrowe węgorze. Z tą przynętą tu i teraz w ciągu godziny złowić mogę i ze sześć węgorzy, ale będą to trochę grubsze od kciuka. Często też do rosówki dobierają się małe leszcze małe okonki czy krąpie. Dlatego najlepszy jest żywiec ja używam uklei i to tylko żywych. Próbowałem wielokrotnie na martwe rybki i też były efekty, ale bardzo rzadkie. Na żywą rybkę jest dużo więcej brań i to węgorzy takich od kila w wzwyż.
Sprzęt używam ten sam co do łowienia leszczy czyli jest solidny. Żyłka główna 0,25, ale bez przyponu. A, to tylko dlatego, że łowię w zielsku. Węgorzom ta żyłka wcale nie przeszkadza. Mam jedną przelotową oliwkę zablokowaną metr od haczyka. W drugą stronę oliwka się przesuwa całkiem luźno. Żywca zahaczam za grzbiet i zarzucam w sam środek roślinności. Nigdy w takich miejscach nie zarzucam przynęty na skrajach roślinności. O tej porze roku nie boję się jeszcze o zerwanie zestawu na roślinkach bo są jeszcze młode i nie za mocne jak na taką żyłę. A na skraju roślinności nie łowię, bo tam najczęściej szybko ukleję atakuje mały okonek lub malutki szczupak. Węgorze buszują za ikrą w samych zielach i tam są najmniej płochliwe. Uklejka na długim przyponie choć dość sztywnym wystarczająco się rusz żeby wkurzyć węgorza. On też jest pazerny i nie podzieli się z nikim smaczną ikrą. Więc uklei po zarzuceniu zestawu daję najwyżej kilkanaście minut szans. Potem żyłka zsuwa się z kołowrotka szybko, ale krótko, bo najwyżej jakieś cztery metry. W porównaniu z połowem węgorzy w otwartej wodzie drugi raz węgorz nie wyciągnie więcej żyłki. Czekam z zacięciem najwyżej z pół minuty bez względu na wielkość żywca. Nie mam czasu na przywiązywanie nowego haka wolę normalnie wyhaczyć rybę i ponownie szybko zarzucić wędkę. Dobra, dobra, ale co z holem przez te zielska? Powie ktoś. Z holem węgorza przez te zielska to, to samo jak holowałem dorsze na kutrze. Po prostu nie ma co się rozczulać na pewniaka do siebie bez żadnych luzów. Węgorz nie ucieka na boki tylko zagarnia po drodze całym swoim ciałem wszystko co tylko możliwe. W tym wypadku jest to świeża roślinność, a taką to węgorz ogonem kosi jak nic. A żyłka 0,25 i ja mu w tym pomożemy. Częściej zrywa się węgorz z haczyka niż żyłka. Ale to żadna strata, bo wtedy dopiero zapał rośnie, a na kolejne branie amatora ikry nie czekam długo.
Jeżeli już dobrze znam tarliska leszczy i okresy kiedy one się trą, a tak jest, to wiem też dzięki termometrowi, kiedy następuje wylęg młodych leszczyków. Ten okres, to prawdziwe żniwa dla węgorzy. W tym czasie jest tu tyle węgorzy, że moja wyobraźnia nie jest w stanie tego objąć. Złowić jednak na wędkę jest już go trudniej. Przypuszczam dlatego, że to obfitość tego wylęgu to sprawia. Wiem, że tak powinno być w naturze, ale trochę mi jednak żal tych „moich” leszczyków.
Bogdan Barton
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Lisek 
pstrąg


Pomógł: 6 razy
Wiek: 30
Posty: 345
Skąd: Lębork


Wysłany: Nie Lip 08, 2007 21:05   

W rzekach jest tak samo- ikra wabi wielu żarłoków. Kiedyś w maju połowiłem pstrągi (i to duże- po 40-50cm), które aż pluły ikrą lipienia.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Łowienie poszczególnych gatunków » Drapieżniki » Amator ikry

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum