Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Wielkie wyzwanie - leszcz na tyczkę

Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Wto Cze 26, 2007 21:31   Wielkie wyzwanie - leszcz na tyczkę

Wielkie wyzwanie- leszcze na tyczkę
Chyba każda biała ryba kojarzy się z metodą połowu za pomocą wędki bez przelotek, ale czy leszcza można łowić tą metodą w jeziorze? Jeziorowe leszcze od razu kojarzą się z łowieniem tej ryby głęboko i daleko od brzegu. Czy warto, więc bawić się tyczką przy brzegach z rybami tego gatunku, co najwyżej trzydziesto dekowymi? Łowienie leszczy na tyczkę nigdy nie wchodziło w rachubę w moim wędkarskim żywocie. Złowienie dużych leszczy przede wszystkim blisko brzegu, bo przecież tylko tak można łowić na tyczkę przez dłuższy czas było dla mnie nie realne. Lecz poczucie kilkukilowego leszcza na sześciometrowej wędce bez kołowrotka było ciągle wyzwaniem. Dziś zmierzam się, co roku z pięknymi leszczami łowionymi na tyczkę tak z brzegu jak i z łodzi. I wcale nie przez jakiś tam przypadek czy krótki okres w roku, ale od maja aż do września.
Okres, w którym można łowić leszcze blisko brzegu jest w tej metodzie najistotniejszym warunkiem. A jak już wspomniałem wcale nie jest to krótki czas, a najlepszy właśnie okres to początek lata, kiedy to leszcze wypoczęte po ciężkim okresie godowym zaczynają wyżerkę bardzo intensywnie. Bardziej zawężając ten czas to twierdzę z góry, że będzie różny, bo jak wiadomo nie ma dwóch jednakowych jezior. Nawet o niewiele oddalonych od siebie jeziorach panują całkiem inne warunki życia. I okresy letniego żerowania leszczy zaczynają się w kilku tygodniowych różnicach. Dla mnie w moich jeziorach jest to przeważnie połowa lipca jest początkiem leszczowych żniw.
Ale zanim zacznę się chwalić pięknymi leszczami w siatce muszę mieć dobre, a nawet więcej bardzo dobre miejsce. W dalszym ciągu radzę wybierać północne, czyli najdłużej nasłonecznione strony jeziora. Bardzo głodne i wypoczęte leszcze po tarle nie mają wcale ochoty do rycia kilkudziesięciu hektarów dna jeziora po to żeby przypadkiem znaleźć coś na „ząb”. One doskonale wiedzą gdzie szukać łatwego i obfitego stołu. Jeżeli północna linia brzegowa jeziora jest długa, chociaż tak na dwa, trzy kilometry, to bez problemu można o świcie przy bezchmurnym niebie wzdłuż całego brzegu zobaczyć przewalające się stada leszczy kilkadziesiąt metrów od brzegów. A tuż po wschodzie słońca ogromną pianę z bąbli na powierzchni pozostawioną po żerujących leszczach kilka metrów od pasa trzcin. Ale co do jednego mogę zapewnić, że nigdy leszcze nie będą żerowały wzdłuż całego takiego pasa linii brzegowej. Dokładnie wybierają sobie tylko bardziej strome spady i wcale nie z mulistym dnem. Dla tych ryb ważne jest teraz łatwe zdobycie pożywnego pokarmu. A tylko tu mogą małym nakładem wysiłku pojeść racicznice, chruściki i wiele innych larw przyklejonych do zatopionych kołków, gałązek czy nawet kamieni…
Wystarczy, że wysonduję na takim spadzie 6m to już mogę zacząć sypać. Z doświadczenia wiem, że są to trasy wszystkich roczników leszczy różnice są tylko w głębokości. Dlatego teraz potrzeba ogromnej cierpliwości, bo miejsca takie wymagają dłuższego nęcenia często nawet do tygodnia zanim te większe oswoją się z głębokością, na której są dokarmiane. Błędem jest sypanie od pierwszego dnia grubą zanętą – makaron, ziemniaki… z myślą, że uda się znęcić duże sztuki w krótkim czasie. Wyobraźnia, o której tak często piszę jest na pewno bardzo ważna dla wędkarza, ale czasami warto też być rozsądnym. Nigdy przecież nie wiemy dokładnie, kiedy i na jakiej głębokości przepływać będą duże leszcze. Najlepiej zawsze zacząć na początku od drobniejszej zanęty. Kasza jęczmienna, pęczak, płatki owsiane i stopniowo z dnia na dzień dodawać coraz więcej łubinu, grochu, makaronu czy ziemniaków. Ważne żeby tego wszystkiego było dużo i z dnia na dzień coraz więcej. Jeżeli w ciągu tego pierwszego tygodnia zacznę łowić leszcze powyżej kilograma to boże kochany życzę każdemu przeżycia takich wrażeń na tyczce. Ale prawdziwe gięcie kija nastąpi w drugim tygodniu, gdy zacznę już na haczyk zakładać makaron.
Lecz tu już będzie potrzebny trochę mocniejszy zestaw. Oczywiście w granicach rozsądku to znaczy żeby zestaw nie był mocniejszy od kija. Główna żyłka 0,18 z przyponem 0,16 w zupełności wystarczy żeby wyholować i ponad dwu kilowca. Spławik jaki używam to typowo leszczowy wagller 4 do 6gr. Najważniejszym elementem zestawu jest haczyk powinien być oczywiście dość duży przystosowany do wielkości makaronu, ale najważniejsze żeby był cienki. Bo tylko taki haczyk może odpowiednio wbić się w pysk leszcza przy bądź, co bądź nie za sztywnych tyczkach. Myślę tu oczywiście o tyczce dostępnej cenowo dla każdego wędkarza. Sam używam kija 7m przy c. w. 5-20g Robinsona i kosztuje w granicach 70zł fakt, że większy leszcz robi z takim kijem co chce, ale i to oto chodzi. I jeszcze nie zdarzyło mi się żeby leszcz dobrze zacięty zerwał mi zestaw lub poważnie uszkodził kija
Jeżeli jednak jest ktoś na tyle odważny, kto lubi poważne wyzwania, to proponuję zmierzyć się z leszczami pływającymi w toni jeziora daleko od brzegów. Oczywiście łowiąc z łodzi na tyczkę. Wcale nie jest to tak niewygodne łowienie jak wielu uważa, ale tych przeżyć nie trzeba będzie nigdzie zapisywać, bo do końca będziemy je opowiadać z drżącymi rękami. Dlaczego? a dlatego że wcale do rzadkości nie należy zahaczenie leszcza powyżej trzech kilo w takich miejscach i tak blisko łodzi. Na mojej, siedmiometrowej tyczce mam ustawiony grunt około 5m i gdy podczas mojego tradycyjnego łowienia leszczy z łodzi zobaczę podejrzane bąbelki przy łodzi od razu zarzucam tu zestaw na tyczce. Tu nie obawiam się o drobnice, dlatego mogę na haczyk założyć białe robaki. I gdy spławik lekko zaczyna się unosić chętnie bym się przeżegnał i to lewą ręką, bo prawa jest już sparaliżowana na kilu. Instynktownie wiem, co może nastąpić po zacięciu. Potworne zahamowanie i po sekundzie krótki odjazd, podczas,, którego większa połowa kija jest pod wodą wygięta do granic wytrzymałości. I to jest to!!!
Co takie leszcze robią tak blisko łodzi? Ja ich tu świadomie nie zanęcam, ale po wielu dniach łowienia i nęcenia w tym samym miejscu na jeziorze zawsze część mojego futru rozsypuje się blisko łódki. A w moim przypadku jest tego wcale nie mało. Bo moja zanęta jest przeważnie dość luźna, a do tego, gdy wrzucam do wody groch czy makaron to sporo tego spadnie tuż przy łodzi. Na efekty nie trzeba długo czekać, a po kilkunastu dniach stare wyrośnięte leszczyska będą jadły prawie z ręki.
LATO to najlepszy okres łowienia wielkich leszczy z toni jeziora szczegóły następnym razem
Bogdan Barton
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Łowienie poszczególnych gatunków » Spokojnego żeru » Wielkie wyzwanie - leszcz na tyczkę

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum