Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

[ OPOWIEŚĆ 10 ] (Nie)przespana szansa

GrzegorzM 
Administrator



Ulubiona metoda: Spławik i feeder
Pomógł: 37 razy
Posty: 1424
Otrzymał 185 piw(a)
Skąd: Złocieniec / Szczecin


  Wysłany: Nie Wrz 09, 2012 10:13   [ OPOWIEŚĆ 10 ] (Nie)przespana szansa

(Nie)przespana szansa


Sytuacja miała miejsce parę ładnych lat temu, kiedy jako jeszcze młody chłopak złapałem bakcyla wędkarstwa. Wraz z kolegą i koleżanką – nieodłącznymi towarzyszami pierwszych wędkarskich przygód spędzaliśmy wakacje na działce nad jeziorem. Dzień bez zamoczenia kija był dniem straconym, dlatego nieustępliwie każdego dnia pakowaliśmy sprzęt i atakowaliśmy jezioro wymyślnymi zanętami i przynętami, … a to nie była dla nas specjalnie łaskawe. Przełowiona przez okolicznych „wędkarzy” i rybaka woda zatraciła swoją dawną świetność, a ciepłe lato i sezon wakacyjny w pełni dodatkowo nie sprzyjał komfortowemu łowieniu. Pomimo tego w hałasie bawiących się na brzegu dzieci i spomiędzy kajakarzy i pływających wzdłuż brzegu wczasowiczów udawało nam się raz po raz wyciągać niewielkie płotki, krąpie i okonki. Rybki nas cieszyły, ale z każdym dniem dojrzewało w nas pragnienie zmierzenia się z prawdziwym okazem. Tylko jak je zrealizować? Brak łodzi skutecznie ograniczał pole działania, a zmiana łowiska nie wchodziła w grę. Pozostała jedna możliwość: nocka. Długo się nie zastanawialiśmy i już następnego dnia zamiast po raz kolejny walczyć z kajakarzami pływającymi nam po spławikach, na ryby wybraliśmy się po zmroku. Szybko okazało się, że była to słuszna decyzja: co jakiś czas na wędce meldowały się węgorze które upodobały sobie nasze rosówki i chociaż ich rozmiary nie były może imponujące to świadomość obcowania z rybami którymi można pochwalić się w domu napawał nas dumą. A najlepsze miało dopiero nadejść. Już od pierwszej nocy jedna wędka została przeznaczona na rybę naszych marzeń: ogromnego szczupaka. Przynętą była martwa płotka, metodą połowu gruntówka – połączenie, jak się okazało, idealne. Zawsze około godziny dwunastej elektroniczny wskaźnik brań zaczynał grać cichą, ale ulubioną przez nas muzykę – dźwięk oznajmiący że Coś wyciąga żyłkę. Zacięcie i … jest. Już od pierwszej sekundy holu wiadomo było, że walczmy z nie byle jakim przeciwnikiem. Ryba z każdą chwilą wyciągała kolejne metry żyłki z kołowrotka nie robiąc sobie nic z faktu, że ktoś próbuje ją podciągnąć do brzegu. Takie przeciąganie (a raczej wyciąganie linki) trwało około pół minuty po czym nieprzyjemny luz na żyłce oznajmiał nam że ryba zerwała zestaw. Sytuacja powtarzała się co noc – około 24 branie i krótka walka zakończona zwycięstwem ryby. Z jednej strony byliśmy zadowoleni – w końcu walczyliśmy z naprawdę dużym okazem, który w naszej wyobraźni urósł już do rozmiarów legendarnego półtorametrowego szczupaka który jeszcze w czasach młodości dziadka pożarł połowę populacji jeziornych kaczek, z drugiej nieco rozgoryczeni że nie potrafiliśmy sobie z nim poradzić. W końcu postanowiliśmy wybrać się do pobliskiego sklepu wędkarskiego i za resztę wakacyjnego budżetu kupić mocniejszą żyłkę i haki. Tak wyekwipowani udaliśmy się na kolejną wyprawę…
Była jasna, ciepła, wczesnosierpniowa noc. Wyjątkowo nic się nie działo. Tym razem węgorze zupełnie ignorowały nasze rosówki, a punktualny do tej pory „Coś” mocno się spóźniał. Około godziny 1 znudzony bezczynnością na chwilę się położyłem. Znajomi pilnowali wędzisk, a ja: „jak na chwilę zamknę oczy to przecież od razu nie zasnę…” Jasne – po kilku sekundach już spałem. Półgodziny później obudził mnie grający sygnalizator. Wpół zaspany dopadłem do wędziska, zaciąłem i od razu poczułem na kiju starego znajomego. Jednak tym razem to nie hol był najważniejszy, bo kiedy się rozbudziłem zorientowałem się że … jestem nad wodą sam. Znajomi gdzieś zniknęli, chmury zakryły księżyc, zerwał się nieprzyjemny wiatr. Jako że jeszcze nie do końca przywykłem do nocnego przebywania w lesie mój umysł szybko przywołał obrazy wisielców, potworów i innych wilków które czają się za moimi plecami gotowe w każdej chwili wyskoczyć zza drzew. Ogarnął mnie zupełnie irracjonalny, paraliżujący strach. Nie byłem w stanie zrobić kroku, jedyny ruch wykonywała ręka która automatycznie, z szybkością naddźwiękową kręciła korbką kołowrotka nawlekającego kolejne metry żyłki. Ryba chyba zdziwiona tym co się dzieje nie była w stanie nawiązać walki, a mocna linka spełniła zadanie – po chwili "Coś" trzepotał się na brzegu. Strach jednak nie minął, nadal stałem sparaliżowany bojąc się zrobić ruszyć z miejsca. Nagle usłyszałem głosy… Na szczęście był to śmiech znajomych którzy zachwyceni swoim żartem (postanowili poczekać aż się obudzę i mnie wystraszyć) cały czas obserwowali mnie z ukrycia, teraz postanowili się ujawnić. Strach zaczął powoli mijać, jednak chęć na łowienie całkowicie ze mnie uleciała. Wszystko czego chciałem to uciec do domu. Nie interesował mnie nawet ciemny kształt który łopotał się na brzegu. Na szczęście kolega, który ciągle ubawiony moim przerażeniem zachował trzeźwość umysłu przypomniał sobie o zdobyczy. „Coś” okazał się nie być wymarzonym szczupakiem, a całkiem sporym sumem. Niestety nie wiem ile ważył, ani mierzył, nie mam z nim także zdjęcia ponieważ mój ciągle irracjonalnie działający umysł nie przyjmował innych poleceń jak tylko szybkiej ucieczki do domu. Kazałem wyhaczyć i wypuścić rybę.
Na drugi dzień miałem sporego kaca, spowodowanego faktem że nawet nie przyjrzałem się … zdobyczy mojego życia. Do tej pory nie udało mi się wyholować nic większego. Od czasu tej przygody łowiłem w tym miejscu kilkadziesiąt razy, ale sum już nie powrócił.
P.S. Na początku roku rybak chwalił się że złapał ponad 30 kg suma, ciekawe czy to ten sam?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy pozostałe » Konkursy » Konkurs "wędkarskie opowieści" » [ OPOWIEŚĆ 10 ] (Nie)przespana szansa

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum