Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

[ OPOWIEŚĆ 3 ] Dream Team

GrzegorzM 
Administrator



Ulubiona metoda: Spławik i feeder
Pomógł: 37 razy
Posty: 1424
Otrzymał 185 piw(a)
Skąd: Złocieniec / Szczecin


  Wysłany: Pią Sie 24, 2012 15:11   [ OPOWIEŚĆ 3 ] Dream Team

Dream Team

Wtorek zaraz po Świętach Wielkiej Nocy był drugim dniem z kolei, w którym wraz z Kasą wybieraliśmy się obławiać ulubione odcinki rzeki. Swoją obecnością zaszczycił nas Leszek, który od kilku lat razem z nami wybiera się na gruntowe podboje Wisły, był to jego pierwszy wyjazd w tereny górskich rzek. Zbiórka zaplanowana była o godzinie 10:00 pod sklepem wędkarskim i szybki wyjazd nad rzekę. Mimo, że wczoraj był lany poniedziałek, i dźwięk budzika nie napawał mnie optymizmem to na miejsce stawiłem się przed czasem podobnie jak i moi koledzy. Minuty oczekiwania do otwarcia sklepu mijały nieubłaganie, bo wraz z nimi nasz czas, który mogliśmy spędzić nad rzeką ulegał skróceniu. O 10:15 sprzedawcy nadal nie było, dlatego postanowiliśmy odwiedzić, inny sklep na drugim końcu miasta. Strzał jak najbardziej trafiony, sklep czekał na nas z otwartymi drzwiami, wybór przynęt nie był wielki, ale udało mi się znaleźć dwa wobki, niekoniecznie chodziło mi o takie, jakie kupiłem, ale zawsze to coś po wczorajszej stracie jednego z ulubionych woblerów.
Na łowisku stawiamy się o 11:00, szybkie przygotowanie zestawów i razem wyruszamy nad wodę tylko po to by po chwili rozejść się w swoją stronę. Ostatnim wspólnym akcentem było to oto zdjęcie:



Dzielimy się na dwie grupy, Tomek bierze Leszka wraz ze sobą w swoje ulubione miejsca w górze rzeki, ja zaś osamotniony uciekam w dół. Wchodząc w owe progi zapominam o wszystkim, co mnie otaczało jeszcze chwilę temu, telefon wyciszony, głowa bez zmartwień, tylko ja, wędka i ryby. Czerpanie spokoju z natury zajęło mi dłuższą chwilę, nieumyślnie omijałem kolejne ulubione miejsca myśląc o tym, którą przynętę założyć. Rozmyślanie przerwał mi widok szeroko rozlewającej się rzeki, był to znak, iż jestem już w połowie swojego odcinka, który zawsze staram się dokładnie obławiać, jak widać dzisiaj to staranne obławianie wychodzi mi dosyć marnie.



Pierwsze rzuty postanowiłem wykonać twisterem, dzięki któremu, opukuję, co głębsze miejsca, drugi rzut przynosi wyczekane branie, które nie przynosi efektu w postaci ryby, ale szybko stawia mnie w stan gotowości. Miejsce brania obławiam solidnie różnymi przynętami, lecz bez efektu. Szczęśliwy dla Tomka zakręt, gdzie pokazał mi jak wytrwałe obławianie miejsca przynosi efekty nie dawał mi spokoju, przyciągając jak magnes. O godzinie 12:10 byłem już w punkcie, gdzie ryby były pewne, kwestia tylko czy chętne do współpracy. Ciche podejście do brzegu udało się doskonale, zakładam jeden z nowych woblerów, podaję go w nurt. Pozwalam mu spokojnie spłynąć do korzeni i powoli zwijam, prowadzę między ustawioną ławicę ryb, które ukazane mam jak na dłoni. Reakcja niestety była identyczna jak dzień wcześniej, kiedy to znajdowałem miejsca pełne Pstrągów totalnie ignorujących wszystkie moje przynęty.
Dłuższa chwila i do głowy wpada mi myśl o powrocie w skupiając się na ominiętych wcześniej miejscach, ostatnie rzuty oddaje drugim kupionym dziś woblerem zwany przez sprzedawcę „ pstrągowym killerem ”, z którym wyruszam w dalszą drogę.



Chwilowy spacer i po raz kolejny jestem w szczęśliwym miejscu mojego kolegi o kiju, właśnie tu Tomek złapał Lipienia 39 cm. Silny nurt porwał mój wobler przy pierwszym rzucie. Odcinek ten jest długi i daleko można podawać swoje ulubione przynęty, lecz duża ilość korzeni ciężka jest do ominięcia. Trudne miejsce nie pozwala mi łowić skutecznie, więc kieruję się w górę rzeki gdzie czeka mnie najciekawszy wczoraj napotkany odcinek. Staje na pniu pomiędzy drzewami nie wzbudzając zainteresowania obecnych Potokowców. Pozwoliłem spokojnie spłynąć przynęcie by móc poprowadzić ją przy samej rybie. Wobler w nurcie poruszał się wręcz cudownie, pierwszy Pstrąg, który miał okazje się z nim zetknąć wręcz oszalał i bez zastanowienia obił się o tylną kotwicę. Ruchliwa ryba nie poprzestała na jednej próbie, szybko wykonała ruch w prawo by następnie wyprzedzić przynętę i zdecydowanie zaatakować. Branie było pewne i szybkie, a poprzedzające je widowisko wręcz doprowadziło do ugięcia moich kolan, silny Kropek raz po raz wyskakiwał nad tafle wody wybierając żyłkę z mojej szpuli. Miejsce to nie było najlepsze do wygodnego podebrania, bo pniak, na którym stałem był jedynym pewnym miejscem pośród podmokłego brzegu rzeki. Hol trwał już dłuższą chwilę a ryba nawet na moment nie przestała walczyć, oczywiste było, że czas jest ograniczony i szybko muszę podebrać Potoka. Po chwili gimnastyki, zmęczony i uległy Pstrąg daje się podciągnąć i bezpiecznie podebrać.





Branie nastąpiło ok. godziny 12:45, dlatego też po raz kolejny potwierdziła się nasza zasada, że prawdziwe połowy zaczynają się po 12:00.
Po całej przygodzie wykonałem telefon do Leszka by zapytać jak efekty, głos miał wesoły i twierdził, że bardzo mu się podoba, lecz na razie bez efektów, ja by nie zapeszyć nie przyznawałem się do połowu, ale szybko zaproponowałem przedłużenie wędkowania o godzinę, czyli do 15:00. Leszek bez zastanowienia wyraził zgodę.


Oczarowany pracą i skutecznością nowego woblera oddałem kilka kolejnych rzutów w szczęśliwym miejscu, lecz bez brań już nie było. Powrót, który zajął mi długo ponad godzinę, dla mnie trwał dosłownie kilka chwil. Starannie obławiałem wszystkie łowne miejsca w poszukiwaniu ryb, lecz starania nie przyniosły efektów.
W miejscu rozstania byłem dłuższą chwilę, przed 15:00, kilka rzutów przy umówionym punkcie i po chwili w moją stronę zbliża się dwóch wędkarzy. Okazało się, iż łapią metodą muchową i wracają z położonego nieopodal zalewu, chwalili się swoimi połowami twierdząc ze złapali kilka sztuk w granicach 40cm. Moich towarzyszy nadal nie było nawet widać, dlatego postanowiłem wyjść im naprzeciw. W górnych odcinkach rzeki nadal używałem nowej przynęty widząc, że jest ona bardzo ciekawa i skutecznie zwraca uwagę ryb. Ostatnim przystankiem było miejsce jakieś 100m. od mostu, przy którym parkujemy auto. Powalone drzewo, za którym się schowałem było doskonałym miejscem a przyspieszający nurt utworzył w tym miejscu idealną rynnę.



Ukryłem się w cieniu drzew i oddałem rzut, po środku rynny, w szybkim nurcie szybował Potokowiec, wobler wypuściłem daleko za rybę i prowadziłem w jej kierunku. Pewny iż jest to jedyny kandydat do ataku straciłem czujność by po chwili zmarnować piękne branie dorodnego Pstrąga. Był to jeden z tych największych okazów danego odcinka, nie często widuje się tu tak duże rozmiary, bo rzeka nie jest duża. Coś jednak podkusiło mnie aby dalej starać się przekonać rybę do współpracy, okazało się że było warto, nawet bardzo. Po oddaniu kilku rzutów Pstrąg ponownie uderzył w wobler i tym razem ładnie się zapiął.



Hol trwał całkiem sporo czasu bo wobler wypuszczałem na dużą odległość dlatego też emocji i modlitwy o szczęśliwy hol nie było końca, ale Bóg wysłuchał moich modlitw i na brzegu wylądował piękny 40 cm Pstrąg. Jak widać warto czasami uważnie skupić się na dogodnym miejscu i nie odpuszczać po zmarnowanym braniu. Po wypuszczeniu ryby do rzeki nie oddawałem już rzutów bo po chwili na miejscu ukazali się także Leszek i Tomek. Okazało się iż oni też nie wracają o kiju, Tomek po wyczerpującym biczowaniu wody zdobył swoją zdobycz dnia.



Trzech wędkarzy i każdy z nas zaznał bardzo wiele przygód nad rzeką. Ponownie nasz odcinek w górę jak i w dół rzeki sprawiedliwie obdarował każdego z nas. Na pochwałę zasługuje „ pstrągowy killer” zakupiony tuż przed wyjazdem. Na pewno podczas kolejnych wypraw postaram się częściej używać tej przynęty. Wiślany Dream Team jak żartobliwie mawialiśmy jadąc w takim składzie na nocne poszukiwania Sumów sprawdza się też na odcinkach górskich. luzik
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy pozostałe » Konkursy » Konkurs "wędkarskie opowieści" » [ OPOWIEŚĆ 3 ] Dream Team

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum