Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Jak Zaczeła sie Wasza Przygoda z kijem.

Michal15 

Pomógł: 7 razy
Posty: 251
Skąd: Młynek


Wysłany: Pon Lip 21, 2008 10:03   

Moja to jest bardzo normalna historia :P Gdyby nie wójek to nadal bym nic nie widział o rybach itp :) Pewnego dnia, było bardzo gorąco, około 4 lat temu, wójek zabrał mnie do siebie do domu żebym mu tam pomógł w pewnej rzeczy z komputerem :P Chodziło dokładnie o sformatowanie dysku :> Po zrobieniu tego w/w zaproponował mi żeby pojechać na 3-4 godziny na rybki, oczyiie się zgodziłem, chociaż nie miałem na myśli tego że da mi również łowić. Gdy się pakowaliśmy zobaczyłem że wynośi 2 wędki. Nic się nie odzywałem bo wiedziałem już oco chodzi ;) Zajechaliśmy nad wodę, wójek wyjął 2 spinningi i się zaczęła nauka wędkowania :lol: Wytłumaczył mi jak zarzucać i jak kręcić kołowrotkiem i manewrować na sandacza. (było to Jeziorsko więc sandacza jest tam dużo) Noi tak po 1 godzinie wójek już coś ma, krótki hol i na brzegu ląduje dość mały Sandacz który cieszy :) Po 2 godzinach zrobiliśmy przerwę, po to żeby mi wytłumaczył jak się zmienia przynęty itp. Wszystko załapałem w dosłownię chwilę. Potem znów zaczeliśmy łowić, tyle że ja zmieniłem kopyto na żółte, to kopytko miało w ogonku takie małe dzwoneczki które dzwoniły jak sie przynęta ruszała :P I tak przynęta nic nie dała. Wróciliśmy do domu bez ryby (oczywiście ryba została wypuszczana) Przez te 4 tylko 2 razy wziąłem rybkę do domu, mianowicie 1 karpia na wigilię i 1 szzupaka ot tak. :> Resztę ryb zawsze wypuszczam, choć bardzo lubie ryby ale nie lubie zabierać życia rybie :uoee: Tłumaczę sobie że za rok czy 2 złowię taka samą ale dużo większą. ;P I to oto moja przygoda z rybami:)

No to dałeś popis pisowni... :) Zainstaluj firefoxa, podkreśla błędy. - admin
_________________
Konger Aviator 3.90/150 + Konger Black Carp 850

Mikado Ultraviolet HF 3.90/120 + Shimano Nexave 4000 FB

Konger Tiger Cross Maxx 7-25 + Spro Passion 740 FD

York Avant 450/20 + Cormoran Rodeo GTi 11PiF 3000

Moje sprzęty ;)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Mayki 
a taraz samo szczęście


Pomógł: 8 razy
Wiek: 42
Posty: 423
Otrzymał 64 piw(a)
Skąd: Karpacz


Wysłany: Pon Lip 21, 2008 12:13   

Kurde pół tekstu mi uciekło a pierwsze ryby które łapałem to były pstrągi na ręke to sie3 działo w czasach głębokiej komuny ;P

Mayki lepiej się nie przyznawać do tego publicznie :)
_________________
...prosiłem o wszystko bym mógł cieszyć się życiem ,a dostałem życie bym mógł cieszyć się wszystkim ale ryb nadal nie umiem łowić
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Siasiek18 

Wiek: 27
Posty: 6


Wysłany: Pon Lip 21, 2008 13:22   

Wszyscy koledzy łapali to ja miałem byc gorszy???:)Zaczeło sie od czytania gazet wędkarskich a potem mozolne zdobywanie doswiadczenia:)Teraz mi sie śmiac chce jak sobie przypominam swojego bambusa i ruski kolowrotek okragly:) ale spławik z pióra mam do dziś i żadny kupny nie ma do niego startu.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Miszka 

Posty: 0
Skąd: Lyon


Wysłany: Nie Wrz 07, 2008 18:33   

Cóż, jestem wędkarzem świeżej daty. Mimo to widzę już pierwsze oznaki poważnej choroby - ostatnio wyraża się tym, że śni mi się siedzenie na ławeczce jakieś 20 metrów od brzegu, ciepława woda chlupie w woderach, a ja lepię właśnie kulkę z kaszy manny. A wszystko zaczęło się jakieś sześć lat temu, kiedy mój przyjaciel wyciągnął mnie na długi majowy weekend nad Jezioro Wulpińskie. Wyglądało to tak, że wypływaliśmy łódką na środek jeziora, Jarek łapał ryby, ja też - tyle że moje okonki i płotki były jakieś mikre. Żyłka plątała się nieustannie i po jakimś czasie popadałem w rezygnację. Rok później powtórzyliśmy wypad, ale jego konsekwencją było to tylko, że ochota na łowienie zupełnie mnie odeszła, zwłaszcza po tym, jak zdałem sobie sprawę w jaki sposób różne indywidua obchodzą się z rybami.
Potem wyjechałem do Francji i miałem na głowie zupełnie inne rzeczy, niż siedzenie nad wodą. Ale wędkarstwo musiałem mieć zapisane w gwiazdach, bo ożeniłem się i w ramach zacieśniania więzi rodzinnej postanowiliśmy z żoną spędzić wakacje w Polsce, z jej rodzicami na Kaszubach, A tam, zaraz obok przyczepy rodziców - jezioro. Małe, ale Czyste, także z nazwy. Robić tam nie było co, bo grzyby jeszcze siedziały w suchym mchu, więc chodziłem z teściem na ryby. Teść - stary wiarus, łowił dziennie kilka bardzo ładnych leszczy, a ja - jak zwykle - plątałem żyłkę. Ale uparłem się, że coś w końcu złowię. I tak przez cały tydzień, ranek w ranek i wieczór w wieczór wychodziłem na jezioro. I wracałem z pustą siatką.
Wytrwałość została nagrodzona, bo w dniu odjazdu nadszedł ten moment, kiedy drżącymi rękami zdjąłem z haczyka MOJĄ PIERWSZĄ RYBĘ, czyli leszcza. Po roku, gdy moja żona chciała wyrazić dumę z małżonka, powiedziała, że musiał mieć z 0,8 kg. "Miałby, gdyby żył do dzisiaj" - ironicznie skomentował teść. I miał rację.
W tym roku już od lutego myślałem tylko o tym, żeby pojechać nad jezioro i łowić. I tym razem udało mi się (nie śmiejcie się) złowić lina 1,5 kg. Sęk w tym, że już nie o łowienie chodzi, ale o te ranki i noce, mgłę na jeziorem i drżenie rąk w czasie holowania... Dlatego pierwsza rzecz, którą zrobiłem po powrocie, to zbadanie możliwości łowienia we Francji. Zapowiada się nieźle, ale i tak marzą już tylko o sierpniu następnego roku!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
kaneno 

Wiek: 23
Posty: 19
Skąd: Swędów


Wysłany: Pią Paź 31, 2008 15:24   

Moja historia jest trochę inna inna niż wszystkie inne :P
U mnie cała rodzina (chodzi o męskich członków) interesuje się wędkarstwem (niektórzy już przestali się tym interesować) no i od najmłodszych lat przyglądałem się połowom ryb. Od zawsze mi się to podobało. Gdy nie umiałem jeszcze dobrze mówić interesowały mnie tylko BY (czyli ryby :lol: ). Biegałem z kijem i sznurkiem od prasy i płoszyłem wszystkim ryby (chcąc coś złapać). Gdy miałem jakieś 4-5 lat rodzice kupili mi pierwszą wędkę. Nie umiałem jeszcze na nią łapać, ale gdy tylko ktoś szedł nad staw musiał też łowić na moją wędkę. Gdy miałem 6 lat zacząłem sam łowić. Oczywiście zawsze wracałem do domu z tak poplątaną żyłką że jej odplątanie graniczyło z cudem. Potem jednak wszystko zaczęło mi wychodzić. Z czasem stałem się lepszy od wszystkich którzy mnie uczyli :P Ale nie będę się tym chwalić :P Na początku łowiłem na zwykły spławik. Z czasem wójek zaczął mnie zabierać nad okoliczny zalew, a potem wybraliśmy się nad rzekę (nie wiem jaką). Ja łowiłem na robala a on z żywcami polował na szczupaki. Ja oczywiście nic nie mogłem złapać, a on wyjął kilka sztuk (większość niewymiarowa). Po jakimś czasie zrobił mi moją własną wędkę żywcówkę. Pojechaliśmy w to samo miejsce ale warunki pogodowe nam przeszkodziły (zaczął lać straszny deszcz). Jakieś pół roku później łowiąc ryby w stawie zaobserwowałem coś dziwnego. Ławice ryb były bombardowane przez jakaś rybę. Waliła ona w nie tak że czasem nawet się bałem. Gdy raz zobaczyłem grzbiet, nie wiedziałem co to... Ale jako żądny przygód wędkarz poszedłem do domu po żywcówkę, złapałem jakiegoś małego karasia, na haczyk i spowrotem zająłem się łowieniem na spławik. Minęło jakieś pół godziny, kiedy nagle usłyszałem jakiś huk znad wody. Rozejrzałem się ale nigdzie nie widziałem mojego żywca... Nie namyślając się za długo pobiegłem do wędki i zacząłem wyciągać. Byłem bardzo podekscytowany. Gdy po jakichś 15 minutach przyciągnąłem rybę do brzegu miałem mały problem... nie chciała się zmieścić do podbieraka. No ale jakoś się udało. I tak narodziło się moje zainteresowanie rybami drapieżnymi. Na początku łowiłem na przepon ze szpagatu. Odkąd kupiłem wolfram i blachy nic nie złowiłem, ale na tym forum dowiedziałem się że to z powodu złego kija.
Ale nie ma się co załamywać. Zaraz wybieram się na rybki :rotfl:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
groszek 
spinning

Wiek: 34
Posty: 21
Skąd: Ślubów/Głogów


Wysłany: Pią Paź 31, 2008 18:33   

Moja przygoda z wędkarstwem rozpoczęła sie tylko jak podrosłem na tyle żeby wiedzieć co to wędka i do czego służy,a to dlatego że wędkarzem jest mój tato i od samego początku byłem skazany na wędkarstwo.Jednak przez wiele lat na ryby jeździłem tylko z tatą i przez to zawsze miałem uszykowane wędki gotowe do łowienia,tak że za dużo sam nie musiałem robić,tato nawet pokazywał mi miejsce w którym mam łowić.Potem na kilka lat wędkarstwo nie było pierwszoplanowe(dziewczyna,koledzy,dyskoteki,wiecie o co mi chodzi)łowiłem sporadycznie w weekendy i dopiero od ok dwóch lat powróciłem do wędkowania ale już z całkiem innym podejściem,Już złapanie ryby nie jest najważniejsze liczy sie sam pobyt nad wodą i spędzenie miło czasu..Dziękuję
Postaw piwo autorowi tego posta
 
osiolek 

Wiek: 23
Posty: 6
Skąd: Włocławek


Wysłany: Sob Lis 01, 2008 00:12   

ehh moja historia jest conajmniej dziwna :) otóż moja tata zapalony wędkarz non stop chodził na ryby. Miałem wtedy z 6 lat . Ładne kilka dni go męczyłem żeby chociarz raz mnie zabrał na ryby. No i stało sie poszliśmy na pobliskie bagienko i wtedy złowiłem swoją 1 rybke . była to malutka płoc albo okoń już nie pamiętam. Ale wiecie jak to bachor nie kręciło mnie to zabardzo i poprostu nie chodziłem już z tatą .
2 lata temu w lutym szedłem z tatą na rynek. Zaproponował mi że kupi mi wędke (wiecie tata świeci ze ma kase bo dostał wypłate :D ) . Kupiliśmy wtedy "kozacki" 3 metrowy ruski teleskop oraz pewnie każdemu znany kołowrotek golden :P . był wtedy luty wiec nie było gdzie łapac to wędka wylądowała w piwnicy . w kwietniu wujek zapalony wędkarz zaproponował mi żebyśmy wybrali sie na ryby . Zwarci i gotowi ja mój tata i wujek wyruszyliśmy na ryby. Wujek i tata łapali ładne karasie , liny a ja bez brania . może to przez żyłke 0.28 no ale cóż. Nagle mój spławiczek pięknie się zanużył ja zacinam a tutaj piękny karaś złocisty. Wtedy też wzbudziło sie moje ogromne zamiłowanie i fastynacja do tego gatunku. To była jedyna ryba złowiona przeze mnie tego dnia. Ale połknołem bacykla :) . Zakupiłem lepszy sprzęt , opłciłem karte i od tamtej pory śmigam na ryby zawsze kiedy mam wolny czas :) .
pozdrawiam osiołek ;)
_________________
Osiolek z forum - www.wyczyn.fora.pl TO NIE JA !! TO JEST OSZUST INTERNETOWY ! PROSZĘ O NIE KONTAKTOWANIE SIĘ Z NIM !!!!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
staszek80 
po prostu wędkarz


Wiek: 31
Posty: 104
Skąd: Mińsk Mazowiecki


Wysłany: Sob Lis 22, 2008 14:14   

22 listopada. Dokładnie 8 lat temu byłem pierwszy raz na rybach. Łowiłem na spinning. Sprzęt miałem iście pierwszej klasy: 3 metrowy teleskop i czterołożyskowy kołowrotek; wszystko z bazaru. O dziwo kołowrotek przetrwał próbę czasu i mam go do dziś. Dzień był taki jak dzisiaj, pochmurny i padał śnieg. Złowiłem wtedy też pierwszą w życiu rybę - okonia 21 cm na 3 cm srebrnego twistera. Okonek tak mi się spodobał, że postanowiłem go zabrać do domu. I gdy tak sobie pływał w wannie to mi się szkoda go zrobiło, bo tak smutno patrzył na mnie. Postanowiłem go wypuścić i tak razem z tatą szedłem w zamieć śnieżną nad staw zwrócić wolność rybce. Od tamtej pory nie zabrałem ani razu ryby do domu. Aż dziw, że zapamiętałem ten dzień.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
damian38 

Wiek: 26
Posty: 4
Skąd: stalowa wola


Wysłany: Nie Lis 23, 2008 11:20   

Byłem jeszcze w podstawówce, wybrałem się z ojcem na jezioro, zarzuciłem nowo kupioną wędke teleskopową, siedzimy, jest rano, chłodno. Po godzinie pierwsze branie i pierwsza w życiu ryba, był to karp 47 cm, od tamtej pory każdą wolną chwilę spędzam z wędką :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Perlos
[Usunięty]



Wysłany: Czw Lis 27, 2008 00:28   

Moja przygoda zaczęła się nad J. Gosławickim na wakacjach, miałem wtedy bodajże 6 lat, nie byłem pierwszy w rodzinie, bo tata i ciocia łowili już dośc długo. Siedziałem wtedy z mamą i tatą na pomoście, tata łowił ryby, mama się opalała a ja siedziałem sobie na pomoście. W pewnej chwili tata musiał po coś zejśc z pomostu i iśc do pokoju. Kazał mi przypilnowac wędek, dał mi kilka wskazówek co robic, gdy "szczytówka się ugnie". Cisza, spokój... I nagle szczytówka drgnęła, potem znów i w koncu zaczęła po prostu szalec. Zgodnie ze wskazówkami taty zaciąłem, poczułem niesamowity opór, cholowałem z ogromnym trudem rybę ok. 20 min. Wreszcie przybiegł tata i dokończył walkę, jak się potem okazało był to karp ważący 4,15 kg. Od tamtego czasu tata zabierał mnie na każdą wyprawę... Teraz mam 14 lat i zaczynam przygodę z wyczynem... TAK TO SIĘ ZACZĘŁO !!
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy ogólne » Pamiętnik Wędkarza » Jak Zaczeła sie Wasza Przygoda z kijem.

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum