Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Nęcenie jesienią

Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Wto Paź 09, 2007 12:44   Nęcenie jesienią

Czym zimniej tym … skuteczniej
Czym sypnąć jesienią żeby tylko nie przynęcić? Takie płocie i leszcze się spławiają w naszym łowisku, jakich do tej pory nie było nawet widać na jeziorze. A tu zaraz prawie przymrozki, a i ryby coraz więcej. Wakacje się skończyły urlopy też ryb wtedy było co kot napłakał chociaż zanęty napakowaliśmy do wody, że na kilka miesięcy by w domowym wędkowaniu wystarczyło. A ryby zamiast żreć w ciepłej letniej wodzie wyportkowały tylko finansowo wielu wędkarzy z urlopowych zapasów. A teraz, kiedy już zimno skaczą po jeziorze i aż się proszą żeby im porządnie posypać, ale czym żeby złowić, chociaż kilka tych, co skaczą rano na cichej wodzie. Łubin, makaron, groch, kukurydza chyba raczej odpada, bo to już za zimno i ryby się szybko nasycą i przestaną brać. Takie ciężko strawne jak dla ryb produkty długo są przez ryby trawione i dopiero po długim czasie ryby tu wrócą ponownie, ale to, co pozostało na dnie nie wyzbierane już może się zepsuło i …
Boże kochany nie oszukujmy się ilu wędkarzy ma takie zdanie o jesiennym wędkowaniu a przede wszystkim o nęceniu. Przysłowiowa ostrożność w nęceniu jesienią jest tak głęboko zakorzeniona, że aż do przesady. Wielu wędkarzy z mojego otoczenia sądzi, że Barton ma po prostu szczęście do ryb i nadal przychodzą na ryby z dwoma kilogramami zanęty we wiaderku na cały dzień wędkowania twierdząc, że to przecież już październik. Pewnie, że mam szczęście, bo ryby mnie bardzo lubią za to że mogą za darmo pojeść do oporu i ciągle zostaje dla kolejnych, które w te miejsce napływają, a napływa świeżych ryb z dnia na dzień coraz więcej.
Co się dziej po kilku dniowym nęceniu właśnie takimi produktami jesienią, a co będzie się działo, gdy niedzielny wędkarz wyrwie się na weekendowe całodzienne wędkowanie. W obydwóch przypadkach nikt nie będzie tego żałował jedynym problemem będą ryby nałowione grubo ponad limit, a tu szkoda będzie takie okazy wypuścić, bo kto mi wtedy uwierzy. Ale zanim do tego dojdzie muszę spełnić tylko jeden zasadniczy warunek, czyli podlizać się rybą i wpakować do wody tyle żarcia, żeby nasycić kilka roczników żerujących w tym dniu w moim łowisku. I właśnie tu jest to całe szczęście żeby w jednym dniu łowić wymiarowe płocie a po dwóch godzinach minimum półkilówki, a po kolejnej godzinie leszcze i czego więcej trzeba do szczęścia?. Do takich produktów jak łubin, kukurydza czy makaron zawsze mam dodane pęczak i mój ulubiony obłuszczony owies. Ta drobnica jest tylko po to żeby właśnie zwabić drobnicę, której nawet na kilkunastu metrach jest teraz bardzo dużo. Ryby żerują już teraz w październiku tak intensywnie, że te drobne produkty znikają dosłownie w małej godzinie. Łatwo się o tym przekonać wystarczy sypnąć ze trzy, a nawet i cztery kilo takiego pęczaku i owsa i założę się, że po półtorej do dwóch godzin będzie po braniach. I to tylko, dlatego że na dnie nie został nawet zapachu po tym całym żarciu. A co będzie, gdy razem z tym będzie na dnie leżało kilka kilo szeroko rozsypanego łubinu, grochu i makaronu. Z łubinem, grochem czy kukurydzą piętnastki płotki sobie tak szybko nie poradzą, ale z makaronem rozprawią się w krótkim czasie.
Temperatura wody na głębokości od 10m do 12m ciągle jest prawie taka same, co w czasie pięknego urlopowego lata. Prawie to znaczy z różnicą do jednego stopnia w dół, czyli waha się miedzy 9st C, a 10st C. ale za to na powierzchni ma już kilkanaście stopni czyli od pięciu do siedmiu stopni mniej niż latem. I tu mi się zaraz przypomina czerwiec, kiedy to ryby tak intensywnie się spławiają, że widok zapiera dech. Wtedy temperatura wody jest identyczna co teraz w październiku. Teraz jest lepiej z tym, że ryby po prostu muszą jeść i to dużo i tu nagle wszystko im sprzyja. Temperatura wody i duże natlenienie przy dnie, mało naturalnego pożywienia rozpuszczonego w wodzie. I co mają robić głodne ryby, które nie da się ukryć całą swoją populacją i wszystkimi rocznikami żerują dosłownie wszędzie. Co w naszym łowisku jest tylko dziesięć kilko ryb które szybko się nasycą sytą kukurydza i odpłyną? Akurat tu jest tyle ryb, że trudno sobie nawet wyobrazić zwykłemu śmiertelnikowi i wszystkie są głodne i chcą jeść. A te, co się nasyca to po prostu przestaną na jakiś czas jeść, lecz na pewno z tego miejsca nie odpłyną, jeżeli ciągle coś będzie leżało na dnie a ile dzięki mnie podrosną to jest frajda.
Coraz to nowe będą napływać zwabione łatwym posiłkiem i na pewno coraz to większe. Bo to dla nich nie świadomie młodsze zastawiają to, co grubsze leży na dnie. I czym więcej będzie tego leżało tym więcej ryb w krótkim czasie będzie napływać. To też można łatwo sprawdzić i to podczas łowienia najlepiej tak, chociaż dwu trzy dniowego. Płocie i leszcze, które łowię w tym czasie aż ciekną moją zanętą, ale jest też dużo takich ryb, które przewody pokarmowe mają zupełnie puste. I żeby ich nie stracić znowu muszę zanęcić. Dokładnie w taki sam sposób robię, kiedy mam czas na ryby tylko jeden czy dwa dni w tygodniu, no dwa dni to już jest sukces w październiku. Na ryby przyjeżdżam z wiadrem, w którym się mieści kilkanaście kilo zanęty, której trzy czwarte leci od razu do wody dość szeroko rozsypane. Resztę zostawiam sobie na końcowe donęcenie i przypomnienie rybą, że rano zanim przyjadę jeszcze też coś będzie tu leżało i że nie warto im stąd odpływać. I daję słowo, że dotrzymuję słowa. Doskonale wiem, że nie ma lepszego sezonu wędkarskiego, jaki zaczyna się już pomału od połowy września.
Ale to nie koniec zabawy w „porządnie” zanęconym łowisku. Nie tylko takie ryby jak płocie czy leszcze zaczynają żerować na całego, ale nie zapominam też o drapieżnikach, które obudziły się z … letniego snu. I znowu powiem nie oszukujmy się, bo Największe drapieżniki można złowić tylko daleko od brzegu i głęboko. No może nie „tylko,” ale tak jak i z białą rybą tak i z drapieżnikami nie lubię przypadków. Dlatego wiem też, że wielki migrujące szczupaki matki też lubią łatwy cel czy zdobycz, jak kto woli. To gdzie przypłyną skoro są coraz bardziej głodne pewnie, że tam gdzie jest jakieś zamieszanie i nie świadome ich zdobycze zajęte łatwym moim żarciem są łatwym szczupaków celem i posiłkiem. Już od połowy października mam żywcówką, którą z dużą płocią lub miarowym leszczem jako przynętą ląduje na dnie. Wcale często na branie nie trzeba czekać oj życzę każdemu takiego przeżycia, kiedy spławik znika pod wodą a ja wiem, że moja przynęta to np. leszcz, który pływał na kilkunastu metrach głębokości to jest odjazd … jak z tym całym połowem wrócić do domu często ma z tym poważny kłopot, bo mój rower już swoje przeżył. Metrowy szczupak czasami dwa, kilka leszczy od półtora do trójki i kilkadziesiąt półkilowych płoci to październikowa prawie normalka ale część trzeba wypuścić bo znowu rower nie wytrzyma, a i limit, ale najważniejsze że znowu miałem - niech będzie … szczęście.
Bogdan Barton
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
wodnik 


Pomógł: 72 razy
Wiek: 51
Posty: 2509
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Besko


Wysłany: Wto Paź 09, 2007 23:51   

Bogdan, każde Twoje opowiadanie jest przepełnione tyloma informacjami, że już nie pytam o nic bo wszystko już wiem, jak ja Ci zazdroszczę tych jezior :[
_________________
Pozdrawiam.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Nerwus 
dysgrafik


Wiek: 25
Posty: 73
Skąd: chełmża


Wysłany: Śro Paź 10, 2007 15:10   

no niezły artykuł ale z tymi metrówkami to chbya Pan ;) przesadził ja chodze za chociazby 80 jakies 5 lat i nic ztego :( zazdroscze takich jezior gdzie to monza zlapac a co do roweru to do leszczy skrynka po piwe tylko ze z wycietymi stojakmi na butelki i przymocowanym dnem :)
_________________


Postaw piwo autorowi tego posta
 
wodnik 


Pomógł: 72 razy
Wiek: 51
Posty: 2509
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Besko


Wysłany: Śro Paź 10, 2007 23:24   

Nie nerwus, to wcale nie przesada, jak się wie gdzie one są to złowienie metrówki nie jest wcale takie trudne - tylko trzeba to wiedzieć, na tym polega sztuka obserwacji - sam jeszcze tego nie pojąłem.
_________________
Pozdrawiam.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Czw Paź 11, 2007 15:05   jesienne metrowce

Bardzo dokładnie wodnik żeś to ujął, ale do tej obserwacji potrzebne są jeszcze dwie rzeczy bez których wędkarzowi zawsze będzie coś brakowało i przeszkadzało, to jest wyobraźnia i trochę wiedzy z ichtiologii. Sama chęć pójścia na ryby i złowienia czegokolwiek na nic się zda bez wyobraźni. Bo wtedy wybierzemy np miejsce na łowisko idealnie pasujące nam do wygodnego siedzenia czy stania, bo przecierz wędkarstwo to relaks. Nikomu nie przejdzie do głowy czy w tym „wygodnym” miejscu są jakies ryby, czy jest to rejon zbiornika gdzie mogą żerować ryby, bo tu mają idealne warunki do żerowania w postaci naturalnego pokarmu. Czy zastanawiamy się w jakiej stronie zboiornika jesteśmy czyli czy to brzeg południowy, czy północny itd. Czy przed zanęceniem cud zanętą popatrzymy na wode, co się na niej dzieje przy brzegu, daleko od brzegu, czy widać jakieś spławiające się ryby, jakie to rybki małe czy większe. Jak daleko od brzegu się spławiają? Dlaczego duże np. płocie widać daleko na wodzie, a nie tu gdzie mam zamiar nęcić. Jeżeli tak jest to na pewno w takim miejscu jest daleko od brzegu płytka woda, czyli długi łagodny spad. To o większych rybach raczej nie mam co marzyć. I przewaznie tak jest ale nastawienie jest jedno jak ma wziąć to i tu weźmie…a chociarz trochę płotek, a jak słyszymy że ktoś w tym jeziorze złowił jakis okaz to słyszy się ten miał po prostu szczęście. To też trzeba mieć, ale ja wolę dopomóc mojemu szczęsciu i dlatego od 30 lat bardzo lubię szukać, obserwować, kombinować, żeby złowić kilka ryb które wypełnią siatę tyle co kilkanaście kilo płotek.
Każdy gatunek ryby w jeziorze ma swoje zwyczaje, a jeżeli już chodzi o te najstarsze roczniki, to one pływają i żerują w tylko sobie znanych rejonach, ale zawsze osobno, daleko i głęboko. Głęboko to nie znaczy że pływają i żerują głęboko przy dnie, wcale nie. Wielkie leszcze, płocie i szczupaki właśnie metrowce najlepiej się czują kiedy pod nimi jest chociarz kilkanaście metrów wody. Z wyjątkiem wiosny. Przez całe lato pływają w toni jeziora nad znacznymi głębokościami. Gdzie i na jakich głębokościach to już odrębny temat. Jeżeli chodzi o szczupaki te największe czyli przysłowiowe „metrowce” to są mamuśki ja tak je nazywam, a to dlatego, że zawsze są to samice czyli ikrzyce. To one rosną tylko do takich rozmiarów. Latem pływają i żerują w toni jezior bo tam jest dla nich najpożywniejszy pokarm, czyli sielawa, leszcz i płoć. Trafienie taką mamuśkę latem w toni to wielka szkoła wtajemniczenia i umiejętnosć szukania, bo często zmieniają głębokość pływając za stadami sielaw.
Ale teraz jesienią, ale późną jesianią niestety ich natura jest taka że schodzą do dna na dużych głębokosciach tym razem za leszczami i płociami. W listopadzie woda już zaczyna się wyrównywać chodzi oczywiście o temperaturę na powierzchni i przy dnie. Wszystkie białe ryby odchdzą w ciągu dnia od brzegów daleko na jezioro. Młodsze ryby trzymają się w toni, ale już nie w pół wody tylko niżej. W każdej warstwie wody jest jakiś rocznik ryb, jest tak fajnie poukładane, że jak to wyczuję to połów dzienny mam super. Ale te największe już nie pływają w toni lecz przy dnie, na dnie o tej porze roku leżą też martwe ryby, które padły z różnych powodów. Ktoś to musie wysprzątać i to właśnie robią mamuśki dlatego można też łowić je na tzw trupka. Osobiście mam ułatwione zadanie, bo ciągle zanęcam leszczowe łowiska na kilkunastu metrach głębokości, często od 14m do 17m. Tu szybko zjawiają się wielkie jeziorowe szczupaki i płoszą mi moje leszcze. Prawie codziennie wyciagam ze dwa, trzy leszcze powyzej kila ze świeżymi ranami z jednej strony ciała. Są to dwie rane po dolnych zebach szczupaka o razstawie kilkunastu cantymetrów, no to mogę już sobie wyobrazić jaką szeroką paszę ma ten szczupal któremu leszczyk się wymknął. Wtedy ja wchodzę do gry i spuszczam na żywcówce półkilową płoć do samego dna i po kilkunast minutach spławik się kładzie potem pomalutku sunie pod wodę. Nie czekam długo z zacięciem bo nie trzeba. Trzeba mieć tylko minimum pół metrowy przypon wolframowy czy stalowy czy jaki kto używa. Kiedy tylko będą drugie pożądne przymrozki już wędkę żywcówkę mam cały czas w pogotowiu…
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Łowienie poszczególnych gatunków » Spokojnego żeru » Nęcenie jesienią

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum