Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Liny z górek

Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Pią Cze 29, 2007 17:04   Liny z górek

Liny z górek
Nigdy bym nie uwierzył, że można złowić nie lina, ale liny na górkach podwodnych kilkaset metrów od brzegów. Bo lin, to przecież zarośnięte, muliste, płytkie i blisko brzegów miejsca. I jest to święta racja. Ale gdybym nie był przesadnym obserwatorem nie znalazłbym kolejnego dowodu natury jak jest nieprzewidywalna, nie znalazłbym takiego nadzwyczajnego linowego łowiska. Liny i to niesamowicie ogromne zobaczyłem przypadkowo na górce i to na jej szczycie wśród roślinności na około dwu metrowym gruncie. Fakt, że mi tylko mignęły przed oczyma, bo nic dziwnego na tak płytkiej wodzie płynącej łodzi wszystko się wystraszy. Wiem i pamiętam, że były to na pewno liny i to wielkie jak cielaki. A niech mnie… jaką ja miałem chęć na nie zapolować, ale ten szczyt górki twardy jak beton wyścielony żwirem i głazami. I tylko niektóre fragmenty dna są porośnięte dość gęstą roślinnością. Pozostałe miejsca są porośnięte pojedynczymi skupiskami roślin, ale wszystkie wychodzą aż na powierzchnię. Także tworzą sporo cienia pod nimi. Ale to wszystko odbiega mi od ogólnej reguły linowych miejsc. I myśli, czy zanęcanie w takim miejscu będzie miało sens. Dałem sobie krótką odpowiedź jak nie spróbuję nie będę wiedział.
Zanim jednak zdecydowałem się na zaryzykowanie zapolować na liny na górce podwodnej musiałem sprawdzić, co one tu robią tak daleko od brzegów. Czy są tu tylko tranzytem, czy mają tu jakiś cel w postaci jedzenia, czy może jeszcze coś innego. I się wszystko wyjaśniło w ciągu tych kilku miesięcy od maja do sierpnia, bo tyle czasu poświęciłem na rozszyfrowanie linów na górce. Kolejne doświadczenie i kapitalna przygoda i to wszystko znowu dzięki leszczom, które postanowiłem obserwować, kiedy przystępują do tarła na tych samych górkach podwodnych.
W połowie maja, kiedy już na szczytach górek pojawia się sporo pierwszej świeżej roślinności w wodzie zachodzą jakieś zmiany, bo te młode roślinki są aż grube tak obklejone jakimiś jakby glonami. Ale już tu pływa sporo ryb młodszych roczników płoci, uklei, a szczególnie okonków. Kiedy te rośliny mają już około metra wysokości i rozrasta się ich coraz więcej płyną tu pierwsze leszcze na tarło, a za nimi… tak węgorze też jak już pisałem, ale też ogromne liny. Tak tylko ogromne, bo mniejsze liny chyba się boją wybrać na tak ryzykowną wyprawę tak daleko od bezpiecznych brzegów. Wtedy postanowiłem pierwszy raz zapolować na lina na górce.
A że nie lubię płytkiej wody wybrałem miejsce o łagodnym spadzie, ale tam gdzie było już najwięcej świeżej roślinności. Głębokość okazała się nie za duża, bo równe dwa metry, ale głębiej było już czyste żwirowate dno. Dlatego, że dokładnie widać było tu dno nie mogłem się zbytnio oddalić od roślinności jednak lin, to lin jest ostrożny i przebiegły. A na takim widocznym tle na pewno takie instynkty ma potrójnie mocniej wyczulone. Wbiłem sobie dwu i pół metrowego kija w miejscu gdzie będę miał zamiar stanąć łódką jakieś dwadzieścia metrów od miejsca gdzie zacząłem zanęcać.
Od razu do wody poleciała twarda kukurydza oczywiście przed tym zamoczona i podgotowana z cukrem. Trochę pęczaku dla drobnicy, mniejsze kostki ziemniaków i łubin. Drugiego dnia byłem jeszcze przed świtem i też podsypałem tym samym i tyle samo to jest około trzech kilo wszystkiego razem. Trzeci dzień tylko gruba zanęta bez pęczaku. Jakoś robiłem to bez większego przekonania, ale kiedy w czwartym dniu zobaczyłem z daleka kilka dużych kręgów na wodzie dokładnie tam gdzie sypałem w sercu zakłuło i to mocno. Chociaż przypuszczam, że to jeszcze pojedyncze leszcze mleczaki ganiają po górze. Ale nawet gdyby, to może i taki leszcz się trafi i wynagrodzi dzień. Piątego dnia nie zanęciłem wcale, tylko od razu popłynąłem na leszcze, które miałem zanęcone na spadzie tej samej góry na 10m głębokości. Zaczęły brać mi wielkie leszczyska, a liny zostały na drugim miejscu. Nic nie poradzę już taki jestem.
Ale wreszcie spróbowałem kolejnego dnia zarzucić wędki tu na szczycie góry, ale postanowiłem, że postoję tylko godzinkę tak do wschodu słońca i zasuwam na leszcze. Jest jeszcze ciemno, kiedy stoję przy wystającym kiju z wody. Rzuciłem dwie garście twardej kukurydzy, a na haczyk założyłem trzy ziarna kukurydzy konserwowej. Trzy, bo nie zmieniłem leszczowych haków, bo mi się nie chciało, a wiem z doświadczenia, że takie duże haki linom wcale nie przeszkadzają. Od razu zarzuciłem dwie wędki na dno tak żeby kilka centymetrów antenki spławika wystawała nad wodę. Teraz tylko czekać i muszę być bardzo cicho, bo jeszcze jest szaro i ledwo widzę spławiki. A tak naprawdę to jednego nie widziałem i musiałem poprawić grunt żeby wystawić go wyżej, i dobrze, że złapałem wędkę w porę do ręki, bo coś mi chciało ja wyrwać z ręki. Przytrzymałem kij odruchowo mocniej w dłoni i poczułem z drugiej strony potężne szarpnięcie i cisza i luz na kiju. Po drugiej stronie zestawu po haczyku nie było nawet śladu. O, co tu chodzi? Pomyślałem, co to było? U licha!
Zmieniłem przypon i powtórka. Zestaw z trzema ziarnami kukurydzy na haczyku już jest znowu w wodzie. Tym razem już obserwuję uważnie i widzę, że na drugiej wędce spławik się lekko unosi. Nie czekam ani sekundy dłużej tylko zacinam i… od razu takie samo potężne szarpniecie, ale tym razem jestem przygotowany. Ryba w ciągu kilku sekund zrobiła kilkudziesięcio metrowe koło. Tak jakby chciała zagarnąć wszystkie ziela w tej okolicy.
Znam chyba wszystkie sposoby walki różnych ryb z jezior, ale to jest coś nietypowego i jak na lina niesamowicie szybkiego. Ryba cały czas próbuje zagarnąć rośliny raz z prawej mojej strony, a po trzech sekundach już jest kilkadziesiąt metrów z mojej lewej. Pierwsza myśl to, że podhaczyłem leszcza za brzuch lub za ogon. Dopiero po dobrej minucie ryba zawinęła na powierzchni duży krąg i wtedy mnie zamurowało, bo ją zobaczyłem, tak to był lin, ogromny prawie czarny lin. Wtedy trochę żałowałem, że nie używam podbieraka, ale poradziłem sobie mimo trzęsących się kolan i rąk.
W tym dniu już nie miałem brania lina na górce. Ale wcale się tym nie zmartwiłem, bo ten ważył blisko trzy kilo i był dosłownie obżarty ikrą. Na pewno to była ikra leszczy, której zresztą bardzo dużo było poprzyklejanej na roślinach, jaki wyciągałem w kilku miejscach na tej górce.
Przez kolejny miesiąc złowiłem dziesięć linów na mojej górce na osiem zasiadek. Większość razy byłem na leszczach, bo po tarle sobie odpoczęły i zaczęły brać. Ale co najważniejsze, to, to, że ostatnie pięć linów było obżarte i to dosłownie malutkim narybkiem. I tu też przypuszczam, że to był narybek leszcza. w tym samym czasie, gdy dostałem te liny, jak próbowałem zakładać na haczyk białe albo czerwone jako przynętę na lina od razu czepiały się małe okonki. Boże ile ich tu musiało być. Dosłownie wszędzie gdzie tylko zarzuciłem zestaw już siedział okonek o każdy wypluwał przy odhaczaniu pełno malutkich rybek.
To mi już dużo wyjaśniło, co tu mogą robić liny seniorzy w tym przed letnim okresie. W ciągu lipca linów na górze już było nawet więcej. Bo i roślinności zrobiło się bardzo dużo. Na powierzchni powiązały się w jakby dywany. Więc miały się gdzie chować, ale i miały, co jeść. Porównałem to, czym ryby były obżarte z tym co było wśród tej roślinności, a były to małe ślimaki których na dolnych łodygach rdestnic było aż grubo. Także na kamieniach i głazach było poprzyklejanych mnóstwo takich ślimaków i chyba małych małż. To już prawdziwa stołówka, a nawet przysłowiowy „szwedzki stół” zastawiony smakołykami.
Liny, co ciekawe brały tu tylko o świcie, kiedy się rozjaśniło i zaczynało wschodzić słońce jakby znikały. Nie wiedziałem, czy odpływały do brzegu, czy się tu chowały w gęstszych roślinach. Ale jestem uparty i kiedy już postanowiłem dać linom spokój, bo moje leszcze się upominały o mnie. Kiedy spływałem z leszczy odwiedzam górkę. Nie po to żeby połowić, ale po to żeby powoli przepłynąć łódką po zielach i zobaczyć czy uda mi się wypłoszyć jakiegoś lina, jeżeli tam jest. I wiele razy z tego ziela wypływały, a może raczej przemykały obok łodzi ogromne cienie. Wiem, że one tam są ogromne wypasione liniska.
Nie spotkałem ani nie złowiłem tu ani razu lina mniejszego niż kilogram. Młodsze roczniki jakoś nie zaglądają na góry przypuszczam, że takie wycieczki jeszcze nie dla nich. Ale za kilka lat przypłyną tu za starszyzną i zasmakują z tego stołu na górce podwodnej.
Jeszcze jedno nie warto jak ktoś będzie się chciał nastawić na liny na górze zanęcać jakąkolwiek drobną zanętą. I pęczak się nie nadaje i nawet sama kukurydza z puszki. Jest po prostu za miękka. Tu jest bardzo dużo drobnych ryb, a o świcie jest też mnóstwo średniej i nawet dużej płoci. To takie zanęty drobniejsze są wyzbierane w ciągu kilkunastu minut. Nawet, jeżeli to będzie i pół wiadra. Najlepsza jest kukurydza twarda przed tym moczona i podgotowana i to z cukrem, łubin i groch. Ten ostatni też gotowany z cukrem. Kawałki rosówek też sprawdzają się, ale tylko wtedy, kiedy już mam liny przyzwyczajone do wybranego miejsca. Jak zaczynałem zanęcać rosówkami to nie mogłem się opędzić od okoni fakt, że niektóre są nawet przyzwoite.
Nie warto się też bawić w delikatny sprzęt, bo może komuś haczyków nie starczyć. Żyłka co najmniej 0,20 na przyponie i duży kuty hak na który bez problemu zmieszczą się trzy ziarna kukurydzy. A i tak do tych ziaren prawie cały czas się dobiera drobnica. Ja używam haczyka nr 2 grubego i z krótkim trzonkiem. Muszę przestrzec, że tu zacięty lin walczy jak dziesięciokilowy karp i to bez przesady. Przewagę ma taką, że walczy na płytkiej wodzie, bo głębokość rzadko dochodzi do dwóch metrów, a do tego są grube ziela i duże głazy, a liny tam znają każdy kamyk. Ja ich nie lekceważę, a zmierzyć się z takim, to boże kochany przeżycie, którego nie potrafię opisać. Ale opiszę czy liny na górach są aż do jesieni, bo muszę to sprawdzić jakiem Barton.
Bogdan Barton
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Lisek 
pstrąg


Pomógł: 6 razy
Wiek: 30
Posty: 345
Skąd: Lębork


Wysłany: Pią Cze 29, 2007 17:23   

Czyta się z zapartym tchem. Dzięki za kolejną porcję cennych rad i wskazówek.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Petryk5 

Pomógł: 7 razy
Posty: 250
Otrzymał 1 piw(a)
Skąd: Mazowsze


Wysłany: Pią Cze 29, 2007 17:30   

Panie Bogdanie kolejny kapitalny artykuł. Z reguły jestem wędkarzem rzecznym, ale po przeczytaniu pańskich artykułów o leszczach i tego linach z chęcią bym rzucił wszystko i przyjechał do Pana na ryby :) Czekam na kolejne pańskie artykuły o wielkich jeziorowych rybach. Czy ma może pan zdjęcia łowionych przez siebie ryb?? Z wielką przyjemnością pooglądał bym sobie pańskie kapitalne okazy.
_________________
Team Daiwa Heavy Feeder 3,9m 150g + Ryobi Zauber 3000
Trabucco Inspirion PW Feeder 420 HH 4,2m 150g + Spro Passion 740FD
Jenzi Artini 3m 15-45g + Cormoran Rodeo 300 GTI
Mikado Golden Lion Float 4m + Shimano Alivio 1000FB
Bat Jaxon Orion 5m
Robinson Scorpio 2,7m 100-250g + Okuma Salina SA 80 + plecionka Hemingway 0,50mm
WFT Jakub Vagner Never Crack Bank Cat 3,15m 200-1000g + Black Cat 680 FDX + plecionka Black Cat Catline XH 0,65mm
Sportex Turbo Cat Boje 3,3m 400g + Fin-Nor Offshore Stardrag Levelwind OFL30L + plecionka Dragon Giant Cat 8x Braid 150lb
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Pią Cze 29, 2007 18:37   

Jasne że mam trochę zdjęć ale są za duże ale mój syn to informatyk i ma mi je przerpbić żebym mógł je tu umiescić ale narazie nie ma czasu a ja się znam ale na rybach na komputerach nie za bardzo. Kiedyś umieściłem trochę zdjęć na jakimś forum i było nie ciekawie a nawet przykro od słów krytyki od pseudo znawców wędkarstwa dlatego jestem ostrożny bo wedkarstwo to moje życie pozdrawiam i do usłyszenia i zobaczenia Bodzio
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Mikiel 


Wiek: 24
Posty: 46


Wysłany: Sob Cze 30, 2007 07:40   

Ciekawe o.O nigdy bym nie powiedział że liny żerują daleko od brzegu i na kamienistym dnie :P Z niecierpliwością czekam na fotki :mrgreen:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
jarogi 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 53
Posty: 289
Skąd: Sosnowiec


Wysłany: Sob Cze 30, 2007 10:59   

Teraz mam wytłumaczenie porwanych zestawów na Poraju :( zastanawiałem się co to za potwory tam biorą :lol:
_________________
najlepsze ryby to te które zostają w wodzie! "catch and release" - złów i wypuść!!!!!!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Darson 


Wiek: 56
Posty: 114
Skąd: Irlandia


Wysłany: Czw Lip 05, 2007 02:27   

Bogdan, Twoje artykuły zaskakują jak widać wielu wędkarzy. Mnie również, ale dlatego, że doszedłeś do perfekcji i nie wiem czy szybko Ci ktoś dorówna. ;)
_________________


Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Pią Lip 06, 2007 13:59   

Dziękuję ci za miłe słowa ale do perfekcji to mi brakuje że ho,ho... a tak naprawdę to nie chciałbym dojść do perfekcji w tym co robię bo nie był bym wtedy niczym zaskoczony a to by było nudne. Lubię ciągle poznawać nowe zwyczaje ryb o każdej porze roku, co robią, gdzie pływają co jedzą i dlaczego to a nie co innego, dalczego dziś są w tym miejscu a jutro są gdzie indziej i to te same ryby. Tak to jest do poznania że te same ryby dziś żeruję w moim łowisku a jutro będą żerowały w innej części jeziora. Na wiele pytań jeszcze nie mam odpowiedzi ale mam czas a tym co do tej pory się już dowiedziałem pewnie że chętnie się podzielę...
Mimo, że mam teraz mało czasu to postaram się coś napisać i odpowiedzieć na ewentualne pytania jest mi z wami bardzo miło fajne jest towarzstwo na tym forum...
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
borys 
NADWORNY GLĘDA


Pomógł: 118 razy
Wiek: 44
Posty: 3846
Otrzymał 93 piw(a)
Skąd: Jasło


Wysłany: Pią Lip 06, 2007 21:04   

Panie Bogdanie czym najlepiej nęcić liny na krótkich wypadach and wodę. Wiem że w łowisku na którym najczęściej przebywam są ładne liny, jednak często trafiają się jako przyłów do leszczy i są niewielkich rozmiarów. Czy konieczne jest regularne kilkudniowe nęcenie czy też jest jakaś inna metoda na prosiaka na którego mam czas zasiadywać tylko kilka godzin. Jaką metodę połowu wybrać?
_________________
złap & się drap
Ostatnio zmieniony przez borys Pią Cze 06, 2008 21:05, w całości zmieniany 1 raz  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Sob Lip 07, 2007 18:55   

Dla mnie spławik jest nie zastąpiony ale nie jest to regułą, pewnie że najważniejsze to, to co wrzucę do wody. Powiem szczerze tam gdzie są liny zawsze wrzucam dzień przed połowem kilka puszek kukurydzy, tak to nie żart liny latem to lubią, a dlatego dużo żeby inne ryby też sobie podjadły. Bo pierwsze na pewno będą inne drobniejsze gatunki dominujące w takim rejonie. Ale do tych miękkich ziarenek dodam i z pół kilo twardej kukurydzy uprzednio podgotowanej wszystko to dobrze zaprawić zapachem sprawdzonym już na danych łowiskach. Do takiej dawki grubej zanęty warto dodać trochę siekanych rosówek mimo, że taka zanęta jest szczególnie przydatna wiosną ale po takich pogodach jak teraz są woda mocno się ochłodziła i ryby potrzebują mięska.
Taką samą zanętą tylko w mniejszej ilości warto zanęcać z marszu, ale samo łowienie wtedy lepiej ograniczyć do wczesnego świtu lub pod sam wieczór, ale największe liniska będą podchodzić w nocy. Wprost idealny na lina jest słodki łubin ja wrzucam miesięcznie i ze sto kilo tego ziarna na leszcze, płocie… a stosuję łubin już od 20lat i wszystkie ryby się dosłownie nim obżerają warunek, to dobrze go przygotować, czyli najpierw moczyć 24h a potem pogotować i zostawić do ostygnięcia i też zawsze skropić czy obsypać zapachem. Łowiąc z marszu warto wsypać w łowiska na raz, co najmniej kilka garści to daje efekty…
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Łowienie poszczególnych gatunków » Spokojnego żeru » Liny z górek

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum