Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Życie z leszczami

Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Wto Cze 26, 2007 19:48   Życie z leszczami

Środowisko jeziora
Od blisko 30 lat pasjonuję się leszczami a że jestem tak na oko 360 dni w roku na rybach to trochę się z nimi zapoznałem. Dzięki leszczom poznałem miejsca przebywania, miejsca żerowania i zwyczaje życie większości najstarszych roczników ryb jeziorowych. Opracowałem nawet sobie po tych latach swój nie zastąpiony dla mnie dodatek smakowo zapachowy na wszystkie gatunki ryb ja to nazywam smrodek ale na allegro mam nazwane atraktor- dip bo nadaje się do wszystkiego. Ponad 20 lat namawiali mnie wędkarze żebym się tym podzielił no i niech będzie… Ale zanim poznałem te ryby i co one lubią w naturze najpierw podglądałem i nadal to robię właśnie naturę…
Wiele razy, kiedy wstaje rano na ryby zawsze spoglądam najpierw przez okno, co nowego się zmieniło z pogodą. Pochmurne niebo wiaterek zawiewa i do tego temperatura nie za wysoka. Jak bardzo mi się nie chce w takiej pogodzie nawet z domu wychodzić. No, ale nic nie poradzę zanęty pełen gar zaparzony nie ma wyjścia szkoda tego futru muszę jechać, chociaż go wysypać. Z oporami wychodzę z domu i wsiadam na rower wędki są, bo może spróbuję. Nadal brak chęci, ale co się dzieje wody jeszcze nie widzę tylko się do niej zbliżam i widzę na razie znajome drzewa, trawy, trzciny i robi mi się jakoś cieplej i raźniej. Lecz kiedy widzę już jezioro czuję, że jestem u siebie nie przeszkadza mi już pogoda nawet jej przez jakiś czas nie widzę. Zapominam o wszystkim i już się cieszę, że jednak tu przyjechałem. Co złowię i jaki będzie wędkarsko dzień nie ważne, ważne że w ogóle tu jestem. Czy tylko na mnie tak działa otoczenie natury? A jak na to reagują moje leszcze w ciągu całego roku. Czy to co nad wodą, ma coś wspólnego to co pod nią. Jak po okolicach jeziora i w ogóle po przyrodzie rozpoznać czy warto jechać na leszcze. Takie pytania od lat nie dają mi spać, a potem rano nie mogę wstać na ryby. Co zrobić i jak nie wychodząc z domu poznać, że w ogóle warto jechać nad wodę.
Dziś już trochę się dogadałem z leszczami, bo swoim sposobem życia, które obserwowałem dały mi kilka wskazówek. Co ma wspólnego, a może jak rozpoznać po zewnętrznym otoczeniu jeziora co się dzieje po wodą z rybami. W każdym bądź razie już od lat nie rozstaje się z termometrem, którym mogę powiedzieć szczerze mierzę temperaturę wody prawie codziennie. Nie jestem ichtiologiem dlatego nie będę się tu popisywał ani nikogo nudził tym, że wiem co dokładnie w jakiej temperaturze wody się dzieje pod nią. Bo rozwiązanie tego jest w ogóle nie możliwe. Ale po obserwacji warunków pogody na zewnątrz i co i kiedy ma swój okres narodzin i końca dużo ma wspólnego z życiem pod wodą. Na razie dam mały przykład.
Od dawien dawna we wszystkich poradnikach wędkarskich pisano, że okres tarła leszcza wiąże się z okresem kwitnienia jabłoni. Boże jak ja w to wierzyłem. I szlak mnie wtedy trafiał jak jabłoń zaczęła kwitnąć, a leszcze jeszcze nawet dobrze nie zaczęły żerować przed tarłem. Bo woda była jeszcze stanowczo za zimna. O co tu chodzi przecież w każdym jednym poradniku wędkarskim i rybackim piszą tak samo. No właśnie tak samo, ale ktoś zapomniał dodać, że w Polsce w różnych rejonach i to nawet nie daleko oddalonych od siebie z pogodą nie jest tak samo. Więcej powiem nigdy nie będzie tak samo.
W moim rejonie leszcze do tarła przystępują dużo później. Ale z chwilą, kiedy na jabłoniach tu w moim rejonie pokazują się pierwsze pąki kwiatów leszcze zaczynają dobrze żerować po raz pierwszy tej wiosny. Temperatura wody wtedy wynosi 14 do 15 stopni i leszcze dostają dobrego kopa z głodu. Pewnie, że są blisko przed tarłem i, co mi to gra są już w bardzo dużych grupach. Tak naprawdę to właśnie teraz się zaczyna prawdziwy okres leszczowych połowów na wędkę. Mimo, że łowię już leszcze dużo wcześniej, kiedy to na drzewach nie ma jeszcze liści. Trzciny wystają pojedynczo ponad powierzchnię wody około trzydziestu centymetrów, ale tylko na północnych brzegach jeziora. Już wtedy pojedynczo leszcze podchodzą do zanęty też z tej samej strony jeziora. Kiedy pierwsze liście na drzewach nad jeziorem zaczynają się rozwijać, a są to brzoza i olcha temperatura wody wynosi 11 stopni. I już wtedy dzwonią do mnie wędkarze z zachodniej polski, że u nich już całkiem zielono, a leszcze zaczynają się trzeć. A raptem dzieli nas około trzysta kilometrów. Takie właśnie informacje są dla mnie najcenniejsze, ale też im zazdroszczę wcześniejszej wiosny.
Przyroda ta nad brzegiem jeziora, a ta pod wodą jest tak zgrana, że aż często mnie zadziwia. Ale i mam do niej dziś szacunek i zaufanie i swój własny kalendarz, ale nie brań tylko, co i czego mogę się spodziewać, kiedy już np. liście na drzewach są w pełni rozwinięte, ale się jeszcze rozrastają. Śmieszne wiem, ale prawdziwe, bo ten okres rozrastania się liści na drzewach jest identyczny z okresem wychodzenia na powierzchnię liści grążela. Wszystko to oczywiście jest ważne dla mnie w okresie wiosennym i to tylko na północnych brzegach jeziora. Te najbardziej i najdłużej nasłonecznione części jeziora najszybciej zaczynają żyć. I dokładnie tak samo jest pod wodą jeziora. W każdej płytszej zatoce, czy pod brzegami wśród już metrowych trzcin robi się tak gwarno, że aż huczy. Ale wystarczy kilku, czy kilkunasto dniowe ochłodzenie jak to często bywa wiosną i wszystko dosłownie staje w miejscu. Tak to nie żart można to sprawdzić. Ja mierzę sobie miarką kilka trzcinek ile potrafią urosnąć w ciągu tygodnia wtedy, kiedy jest słońce, a ile wtedy, kiedy jest zimno i pochmurno. W ciągu słonecznego tygodnia trzcina z północnego brzegu urośnie nawet osiem centymetrów. A kiedy jest zimno prawie nic no może dwa. Kiedy jest słońce liście grążela chociaż są jeszcze trochę pod wodą są już prawie płaskie i pięknie się otwierają. Ale kiedy się znacznie ochłodzi boki liści nie ciekawie się zawijają. W takim stanie potrafią przetrwać cały taki zimny okres. Chociaż woda ma już z 16 stopni. Kiedy w słoneczny i ciepły dzień zagarnę ręką pod wodą na głębokości pół metra czy metr garść tego, co leży tu na dnie to wszystko to prawie żyje. A jeżeli to będzie tam gdzie jest mulisto tam jest dopiero gwarno. Cała garść takiego mułu to jedno wielkie życie. Dlatego tak ważne są dla mnie te listki na drzewach, a że drzewa takie same jak nad jeziorem mam pod nosem przy domu to lepsze to od barometru.
Kiedy już liście grążela są na powierzchni i nadal rosną w swojej średnicy dookoła mnie jest zielono aż razi w oczy. Już te suche trawy przez które przedzierałem się na łowisko są prawie całkiem zagłuszone przez te mocno zielone. Pokrzywy muszę trochę zdeptać bo na stojąco sięgają mi do dłoni. A woda od ponad tygodnia się zatrzymała na 18 stopniach. Wszystko się zgrywa jak co roku. Co robią leszcze, leszcze nie mają wyjścia, bo pod wodą na głębokości od metra do dwóch moczarka już porasta dno na tyle gęsto i wysoko, że mogą przystąpić do tarła. Dlaczego właśnie na przełomie maja i czerwca tak się dzieje. Nawet temperatura wody się zatrzymuje jakby tylko natura na to czekała. Ale najpewniejszym od lat wskaźnikiem zewnętrznym, ze leszcze już niedługo przystąpią do tarła jest żyto. Wtedy kiedy zaczyna się kłosić żyto leszcze tak intensywnie żerują, że aż czasami ciężko w to uwierzyć. Ale po dwóch niecałych takich tygodniach leszcze znikają z łowiska i już ich nic nie interesuje jak tylko złożenie ikry.
Pewnie, że nie wszystkie leszcze się teraz wytrą, ale na pewno większość. Jednak te największe mają swój inny okres i miejsce tarła. One myślały, że uda im się z tym ukryć, ale nie przeżyłbym tego gdybym się nie dowiedział, kiedy i gdzie się trą najstarsze roczniki leszcza. I znowu pomogła mi w tym przyroda, a raczej jej obserwacja. Zacząłem tym razem obserwować ten spóźniony rejon jeziora czyli południowe brzegi. I prawie kiedyś bym przegapił moje leszczyska, które płynęły na tarło. Dobre dwa tygodnie zajęło mi wpatrywanie się w te rejony jezior i w leszcze, które się tu spławiały, że aż byłem pewny, że tu gdzieś przystąpią do tarła wielkie jeziorowe leszczyska. Leszcze nagle zniknęły chociaż nad brzegami było już bardzo zielono. Mi też się w głowie chyba zrobiło zielono, bo kiedy zajrzałem w płytkiej zatoce pod powierzchnię wody, a tam nie zobaczyłem nic. Przecież latem tu rośnie moczarka, a teraz co… po prostu za wcześnie.
Szybko przeszedłem na drugą stronę jeziora. I już od kolejnego świtu czekałem w miejscu gdzie niedaleko już trzy dobre tygodnie temu wytarły się pierwsze leszcze. Ale tu na bardzo dużym obszarze na głębokości dwóch i więcej metra moczarka zrobiła bardzo gęsty dywan na dnie. Z niego wyrastały aż do powierzchni łodygi rdestnicy przeszytej. Wtedy moje trzciny z tej północnej strony są na wysokości chłopa. I wreszcie jest coś wspólnego z jabłkami, bo dojrzewają pierwsze papierówki.
Leszcze wielkie jak pół blatu stołu każdy, a jest ich tu naprawdę dużo trą się trzy dni. Trwało to, co roku najwyżej krócej, ale nigdy nie dłużej. Lubię ten okres bardzo z kilku powodów. Przede wszystkim upewniam się, że mam czego szukać w tym jeziorze. Bo przechytrzyć takie stare cwaniaki to wyzwanie godne wędkarza. Drugi powód, to że kończę się objadać truskawkami, bo już się kończą, ale za to prawie codziennie ma ze sobą na rybach torbę pysznych czereśni, które teraz w pełni dojrzewają.
Lata nie mam zamiaru opisywać, bo jest to trochę nudny okres dla mnie osobiście i nad wodą i pod nią. Dzięki bogu jest to krótki czas zastoju. Wiem, że nic w przyrodzie nie stoi w miejscu, ale mnie interesuje, to, co korzystnie wpływa na moje leszcze. A właśnie lato nie zbyt korzystnie wpływa na moje leszcze. Zwłaszcza jego początek tak na początku lipca. Na zewnątrz, czyli dookoła brzegów jeziora jest pięknie i zielono. Ale o toni jeziora mogę powiedzieć coś odwrotnego. Wszyscy wtedy klną na czym świat stoi, a już szczególnie rybacy. W wodzie wtedy pływa tyle jakiegoś osadu, szlamu, że przeźroczystość wody jest dosłownie minimalna. Mało tego to coś osadza się dosłownie na wszystkim co jest w wodzie. Linki od kotwic po dniu wędkowania mam tak obszlamione, że aż śliskie. Rybacy klną, bo sznury postawione na węgorza wyglądają jakby były o kilka razy grubsze. Rybacy mi wtedy doradzają żeby w ogóle nie karmić, bo to nie ma sensu. Całą moją zanętę przykryje na dnie korzuch tego szlamu. W ciągu dwóch tygodni to wszystko osiada na dnie i naprawdę dopiero wtedy mogę na coś liczyć. Nie wiem, co to jest za osad, ale rybą on też nie pasuje. Nie można ich w tym czasie zlokalizować, a o zachęceniu do żerowania prawie nie ma mowy. Z wyjątkiem toni, bo w tak trudnym okresie najwięcej i największych leszczy łowię z toni i to tym płycej czyli bliżej powierzchni im cieplej jest na lądzie, ale to odrębny temat…
Ale kiedy właśnie nastaje wrzesień i mimo, że nic się na pozór w wodzie i nad brzegami nie zmienia, a może ja tego nie widzę i nie czuję. Ale za to widzę, słyszę i czuję na moich kijach, że leszcze i nie tylko dostają szału.
Temperatura wody nic wielkiego no może jakiś stopień niższa niż w sierpniu. W zewnętrznym otoczeniu jeziora żadnych zmian. Ale jest coś co jest najlepszym wskaźnikiem dla leszczy, że czas najwyższy żeby zacząć dosłowny tucz. To długie noce i coraz krótsze dni przewracają rybą we łbach. Osobiście tego nie czuję, że temperatura powietrz spadnie nawet o jeden stopień. Leszcze wiem doskonale, że czuję zmianę w dziesiątkach stopni.
Wielokrotnie robię sobie stanowisko na środku jeziora, gdzie głębokość wynosi 12m. Już od połowy czerwca, cały lipiec i połowę sierpnia łowię tu leszcze, ale wyłącznie właśnie z toni. Żaden nie chce zejść do dna mimo, że wcale nie jest tu aż tak głęboko. Coś to miejsce ma takiego w sobie. Ale z toni za to łowię tu mało leszczy lecz każdy porządnie wyrośnięty. Nie trafi się tu żadna płoć, chociaż jezioro jest znane z dużych płoci. Temperatura wody przez ten cały okres wacha się od 19 do 22 stopni. Mało tego, bo na początku sierpnia dłuższy czas utrzymuje się na prawie nie zmiennym poziomie. Taka letnia różnica to dwa do trzech stopni i rybą to jakby nic nie przeszkadzało. Ale skąd wiedzą, że kiedy temperatura spadnie o ten nieznaczny jeden stopień, który świadczy o tym, że to już ten czas.
Dzień jest krótszy o kilka godzin, a ja codziennie notowałem sobie wyniki, a było co notować. Powiem więcej było co na koniec dźwigać. Do leszczy z toni dołączył już od połowy sierpnia pojedynczo płocie. A z dna nic zacząłem więc wtedy dosypywać dużo łubinu do zanęty. Pomyślałem, że tym ściągnę ryby do dna i będą jeszcze większe, bo to przecież głębiej to i ciszej. Nic z tego nie wyszło już na początku września łubin wyłapywały takie potężne płocie, że mało co zapomniałem o leszczach. Wtedy też i z dna zaczęły brać pierwsze leszcze. A temperatura wody spadła o niecały stopień.
No dobra ale muszę to wszystko sobie zgrać z czymś na brzegu. Z jakimiś oznakami jesieni. Ciężko to mi przechodzi przez myśli, bo przecież siedzę na łodzi na koszulce. Tylko, ze zapomniałem, że rano wsiadam na rower już w porządnej kurtce. A ta przez całe lato wisiała w szafie. Do tego szybko spostrzegłem, że już pod koniec lipca codziennie rano muszę wyzbierać z łodzi zielone liście olszyny pod którymi stoi moja łódź. Zielone liście? To mnie trochę kiedyś zaskakiwało, ale dziś wiem, że w przyrodzie to już początek prawdziwej jesieni. Dosłownie po dobrym tygodniu tych liści jest coraz więcej i są coraz bardzie wyblakłe, ale jeszcze nie żółte. Wtedy temperatura wody spadła o dwa stopnie.
Jezioro o świcie jak płynę na moje miejsce na środku tak żyje, że chwilami przestaję wiosłować żeby popatrzeć na skaczące płociska, i potężne grzbiety leszczy rozpruwające wodę niczym łódź podwodna. Wszystko to zatyka mi dech i dostaję dreszczy. Myśli się kotłują i już kombinuję czy czasami nie zmienić miejsca. Bo tam tyle wielkich leszczy się spławia, a tu od cypla na wodzie pocie chyba kilowe hałasują aż mnie kusi wpakować tu kilka wiader łubinu. Co wreszcie mam robić. Skąd te ryby się tu wzięły przez całe lato nie widziałem żadne skaczącej płotki, no może jakiś leszczyk o świcie się pokazał jak było cicho i lekko mglisto. Ale teraz za to jest coraz częściej mglisto i to tak że mam problemy z trafieniem na łowisko na środku. Ale to nie koniec świata, bo punktów zaczepienia mam już dużo więcej.
Na brzegu jeziora rosną różne krzaki o różnej wysokości i gęstości. To tak zwana dzicz nic nie znacząca, ale nie dla mnie. Niektóre z tych krzaków nie znam nazwy żadnego z tych gatunków już na początku września dostają żółte liście. Często fajnie to wygląda kiedy spośród zielonego lasu bardzo wyraźnie dominuje żółty krzaczek. Taki krzaczek jest dla mnie i punktem zaczepienia we mgle. I kolejnym jednym z najszybszych wskaźnikiem, że to już pora na porządne łowy.
Teraz już wszystko idzie bardzo szybko tak jak ryby w moim łowisku. Szybko biorą i dużo jedzą, bo karmić musze coraz więcej. Nie bawię się już łowieniem leszczy z toni, bo trafiają się rzadko i coraz mniejsze. Za to płoci jest coraz więcej i dosłownie obżerają się w toni spadającym łubinem. Temperatura wody już w październiku ma 15 stopni, bo już we wrześniu były pierwsze lekkie przymrozki. I te zmieniły barwę trzcin i traw które porastają brzegi jeziora. Ciekawe to jest, że prędzej na niektórych krzakach prędzej żółkną liście niż trawy. Tak jak tu na brzegu tak i w wodzie wszystko ma swoją kolejność.
A co robią leszcze wtedy. Leszcze dosłownie latają po jeziorze tak jak się spławiały przed tarłem. Ale kiedy woda spadnie o kolejne dwa do trzech stopni, a olchy już prawie stracą liście, to leszczom jest trochę mniej wesoło. Już tak nie tańczą po jeziorze pokazują się pojedynczo i to nad miejscami gdzie jest bardzo głęboko. Z dala od brzegów z dala od górek podwodnych. Wygląda to tak jakby zaznaczały swój przyszły zimowy rejon. I tak też się dzieje bo już teraz woda jakby szybciej się schładzała, a nad brzegami robi się bardziej pusto i szaro. Za to leszcze nadal biorą wspaniale i to dużych nawet głębokościach. A ja nadal mam jeszcze punkty zaczepienia na brzegu. Z pośród łysych już drzew i krzaków wyraźnie wyłaniają się i odróżniają młode samosiewki dębu. Drzewka wysokie na kilka metrów mimo, że ich liście są brązowe, ale ciągle się porządnie trzymają gałązek i tak zostaną do zimy, a może i dłużej. Tak jak i moje leszcze tu na tej głębokiej wodzie zostaną do zimy i nawet dłużej, a ja razem z nimi.
www.bogdanbarton.za.pl
Bogdan Barton
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Marcin_Gda 


Pomógł: 14 razy
Posty: 636
Skąd: Gdansk


Wysłany: Śro Cze 27, 2007 12:33   

Ciekawa 'lektura' faktycznie większość rzeczy których pan tu wymienił i u mnie sie sprawdza a nie przykładałem do tego kiedyś większej wagi. Naprawdę są tu porady, których nigdzie indziej się nie znajdzie.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Lisek 
pstrąg


Pomógł: 6 razy
Wiek: 30
Posty: 345
Skąd: Lębork


Wysłany: Śro Cze 27, 2007 12:40   

Fajny, wartościowy tekst. A czy spotykał się Pan kiedyś z próbami połowu leszcza na spinning? Ja kiedyś słyszałem o wędkarzu, który kosił jeziorowe leszcze na małą wahadłówkę.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Bogdan Barton 
bodzio


Pomógł: 1 raz
Wiek: 59
Posty: 46
Otrzymał 13 piw(a)
Skąd: Przechlewo


Wysłany: Śro Cze 27, 2007 16:03   

Witam serdecznie
Na spinnig można łowić leszcze i to bardzo skutecznie, ale przeważnie w jednym okresie roku czyli w ich tarle. Instynktownie stają się bardzo agresywne a szczególnie matki (ikrzyce) czyli te większe atakują często wszystko co im się po tarlisku rusza coś dla nich nieprzyjaznego. Dobry i wprawny spinningista może połowić do syta i to porządnych leszczy. Dzięki Bogu nie jestem spinnigistą.... no może czasami w przerwach żerowań leszczy lubię poszukać garbusów...
_________________
bodzio na leszczach
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Łowienie poszczególnych gatunków » Spokojnego żeru » Życie z leszczami

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum