Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Majowe dorsze 2008

Tadeusz2 
Tadeusz

Wiek: 60
Posty: 5


Wysłany: Pią Maj 30, 2008 11:15   Majowe dorsze 2008

Udział w Drugich Otwartych Zawodach ANG Fishing Team w Darłówku był moim trzecim wypadem na dorsza. Przygotowania do niego, jak większość wędkarzy, rozpocząłem od wizyty w sklepie wędkarskim. Nie wyszedłem z niego zrujnowany finansowo z całym mnóstwem nieprzydatnych gadżetów (a można tam wydać…, oj można), bowiem frycowe zapłaciłem wcześniej.
Warto wiedzieć, że poczynione tu zakupy niemal w stu procentach nie będą miały zastosowania w wędkarstwie śródlądowym.


Poszukiwanie pilkera-kilera.


- Kołowrotek na morze proszę i…… w drogę.
Mam szczęście jechać na wyprawę wzorowo przygotowaną przez ANG- Fishing Team. Hotel i rezerwacja sprawdzonej łajby została dokonane przez nich z dużym wyprzedzeniem, więc wszystko zależy teraz od przychylności niebios.
Pobudka o 4.30. Wczesne wstawanie to dla wędkarza bułka z masłem, sama radość. Na śniadanie kawa, papieros ( sam nie palę ) i potrójna dawka jakiegoś badziewia na bujanie. Z okna pokoju hotelowego widzę spokojne morze, nie powinno być źle, myślę.


Przed hotelem o piątej rano.
W porcie ścieli się mgła, jest bezwietrznie.


„Skarp” już na nas czeka, okrętujemy się.
Z boku dobiegają nas odgłosy jakieś awantury. Kilku wędkarzy nie załapało się na swój kuter i teraz poszukuje usilnie miejsca na innych jednostkach. Przejechali cały kraj po to by się dowiedzieć, że nie ma dla nich miejsca. Nie będę cytował ich utyskiwań.
Pijemy spokojnie kawę, nas to nie dotyczy.
Kwadrans przed szóstą na kuter wchodzi kobieta, która jak się zaraz okazało nie odprowadzała tylko męża, ale niechybnie miała zamiar wziąć z nim udział w naszej wyprawie.
- Do stu piorunów - słyszę jak ktoś z boku szepnął.
- Psia krew – inny rzucił a jeszcze ktoś zagwizdał.


Baba na kutrze?
Ja na wszelki wypadek spluwam za siebie trzy razy i pociągam kolejny łyk aromatycznej, mocnej kawy. Ostatecznie kobieta nie zawsze musi przynosić pecha. Gdyby jednako kazało się, że …tfu, tfu na psa urok.
Wypływamy w asyście kilku innych jednostek.

W drodze na łowisko uzbrajamy wędziska odpowiednio do stanu morza. Podglądam Tomka, o którym mówią, że jest nie tyle psem na dorsze, co wydrą.
Montuję kołowrotek o bardzo wymownej nazwie „SEA TREND” a na nim 250metrów kolorowej plecionki. Ciekawostką jest to, że kolory zmieniają się co pięć metrów więc można całkiem dokładnie określić głębokość łowiska. Zakładam zieloną szczytówkę, przypon z przewieszką z jakimś czerwonym włochatym robalem z plastiku i na końcu 120 gramowy apetyczny srebrny pilker z rodziny Tobiaszy.

Zaczynamy na piętnastu metrach.
Cisza, sporadyczne brania raczej przypadkowe. Ktoś wyciągnął ledwo, co wymiarową sztuczkę za kołnierz, koś inny niewiele większą za brzuch.

Przenosimy się dalej na grunt 20metrowy.


Łowimy.
Brania poprawiły się.
- Mam! – krzyczy Mariusz, ściągając żyłkę.
- Ja też – ktoś inny mu wtóruje.
Łykam ślinę, u mnie cisza. Kątem oka obserwuję Tomka, który niespokojnie spogląda w kierunku syna, któremu wędka charakterystycznie wygięła się. Chłopiec ma już trzy całkiem sympatyczne dorsze, z boku Marek dwa. W głębi na kutrze w większości skrzynek pojawiły się już pierwsze ryby a u niego zero.
- Co jest Tadeusz!? – nie wytrzymał i ni to zapytał, ni to stwierdził – może trzeba zmienić zestaw.


Śliczna.
Nim przezbroiliśmy wędziska, szyper odgwizdał zmianę łowiska. Płyniemy na jeszcze głębszą wodę.
- Sam doprowadzę kuter na łowisko – zażartował Tomek i wdrapał się do sterówki.


Nie jest łatwo utrzymać kurs
W międzyczasie podglądamy przyrządy.

GPS działa.

Coraz głębiej.
Wreszcie gwizdek i łowimy.
Na nowym zestawie, z większym pil kerem, wreszcie wyciągam dorsza, u Tomka też branie. W punktacji jesteśmy jednak na szarym końcu, na kutrze nie śpią.


Wędkowanie.
Z rybą po prostu jest tak, że albo bierze albo nie bierze. Doświadczenie, umiejętności czy najsprawniejszy sprzęt nie mają znaczenia w tym drugim przypadku.
- Mam! – branie przerwało mi filozoficzne myśli. Zwalniam hamulec, wędka mocno się wygięła. Podciągam, pompuje. Jest, jest 54centymetrowa jak do tej pory największa sztuka.

Malizna, 52cm.

Niewielka a cieszy.

Jest chwila wytchnienia, zmieniamy łowisko

Pogoda dopisuje. Słońce coraz wyżej, coraz cieplej i coraz senniej

Przypadkowe branie
Kolejne przystanki nie przyniosły rekordowych wyników. Brania do końca już dnia były raczej sporadyczne.

W drodze powrotnej jest czas na czyszczenie i filetowanie ryb.


Najtrudniejsza do sprawienia jest głowa.

Warto się przyjrzeć jak to się robi.
O szesnastej wpływamy do portu. Podsumowując pierwszy dzień nie powinienem narzekać. W punktacji na największą rybę prowadziłem a w punktacji ogólnej byłem na pierwszym miejscu ex aequo, oczywiście, z Tomkiem i jego synem.

Na niektórych ktoś już czekał w porcie.

Na następny dzień diametralnie zmieniły się warunki łowienia. Stan morza był na granicy sztormu. Grzywacze przewalały się, co jakiś czas przez kuter. Robienie zdjęć w takich warunkach groziło zalaniem aparatu. Kiwało niemiłosiernie, więc trzeba było trzymać się mocno relingów, wszelkiej maści wypustów i uchwytów. Namnożyła się wśród nas ilość guzów, obtarć i zadrapań. Była rozcięta głowa i podbite oko o chorobie morskiej nie wspomnę. Ale czy ktoś mówił, że łowienie na morzu jest dla grzecznych dzieci?

Temu sztorm nie straszny.


Zawody i po zawodach.


Uff, czas podsumowania.
Niestety utraciłem dobre, pucharowe miejsca. Tym razem morze było łaskawsze dla innych. Wygrał, co wcale nie było dla nikogo zaskoczeniem, po raz drugi Tomasz. Drugie miejsce przypadło Andrzejowi, trzecie Markowi, który otrzymał również puchar za największą rybę (60cm). W kategorii juniorów puchar zdobył Alan.


Jeszcze tylko wspólne zdjęcie i do września, na kolejne zawody.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
tinca 


Pomógł: 5 razy
Posty: 97


Wysłany: Pią Maj 30, 2008 11:44   

Ciekawe wspomnienia, dobra dokumentacja fotograficzna, interesujące opisy. Masz + :)
_________________
Zapraszam do mojej wirtualnej kuchni www.pychotka.pl
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
wodnik 


Pomógł: 72 razy
Wiek: 51
Posty: 2509
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Besko


Wysłany: Sob Maj 31, 2008 08:33   

Bardzo ładny opis i ciekawe zawody, szkoda, że bez pucharu. Mimo to gratuluję luzik
_________________
Pozdrawiam.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy ogólne » Pamiętnik Wędkarza » Majowe dorsze 2008

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum