Forum wędkarskie- wędkarstwo Forum wędkarskie- wędkarstwo Największe forum wędkarskie w Polsce (dawne Wedkowanie.net). Wędkarstwo, PZW, filmy wędkarskie, metody połowu, testy sprzętu, przynęty i zanęty, łowiska, zdjęcia i gry wędkarskie. Posiadamy ponad 10 tysięczną społeczność, która napisała już przeszło 130 tysięcy wiadomości. Weź udział w dyskusji i dołącz do nas już dziś!
Użytkownicy Mapa użytkowników Filmy Wędkarskie Dzienniki wędkarskie Targowisko Wyszukiwarka Album zdjęć  Kontakt 

Alandy, szkiery i esoxy

Tadeusz2 
Tadeusz

Wiek: 60
Posty: 5


Wysłany: Pon Maj 14, 2012 20:55   Alandy, szkiery i esoxy

Wstęp
Od paru ładnych lat wyjeżdżam kilka razy w roku nad Bałtyk. Celem tych wyjazdów nie jest wdychanie jodu, czy leżakowanie na naszych przepięknych plażach, lecz udział w rejsach wędkarskich po morzu. Odkąd zniesiono bariery uniemożliwiające zwykłym śmiertelnikom wypływanie w morze coraz popularniejszą formą wędkowania stało się wędkarstwo morskie. Jest ono niestety mocno uzależnione od pogody, bowiem w sztorm kutry wędkarskie nie wypływają z portu. W ubiegłym roku kilka razy zaplanowane wyjazdy nie doszły z tego powodu do skutku. Kiedy udało się wygospodarować czas i ustalić konkretny termin nadciągnął sztorm i wszystko trzeba było odwoływać.
Również w tym roku było kiepsko z pogodą. Dopiero w połowie marca fuksem udało nam się wyjechać. Fuksem, bowiem łowiliśmy dzień po sztormie i dzień przed sztormem. Czując pewien niedosyt ustaliliśmy wtedy, że kolejny wyjazd zrobimy w czerwcu i to najlepiej na samym początku, zanim tabuny turystów nie rzucą się nad morze.
W połowie kwietnia byłem akurat w trakcie organizowania wyjazdu. Jest to dosyć skomplikowana procedura, ponieważ trzeba zebrać osiem osób, zgrać termin dogodny dla wszystkich, musi być dostępna konkretna łódź i hotel. Wstępnie ustalałem już termin wyjazdu na pierwszego i drugiego czerwca. Jeden telefon od znajomego spowodował, że mój misternie układany plan legł w gruzach.
- Mam dla ciebie propozycję wyjazdu na ryby - zaczął rozmowę Jasiu. Przez głowę natychmiast przewinęły mi się obrazy z norweskich fiordów, monstrualnych rozmiarów dorsze, czerniaki, halibuty, fantastyczne krajobrazy znane mi tylko z fotografii.
- Do Norwegii! - z błyskiem w oku zawyrokowałem czekając tylko na potwierdzenie. Może na Sorayę?
- Nie do Norwegii tylko na Bałtyk - szybko ostudził mój zapał. Na Bałtyk to ja go mogę zaprosić, przecież właśnie planuję wyjazd i w myślach już wkalkulowywałem jego obecność w wyprawie - i nie na dorsza tylko na szczupaka.
Jakiego szczupaka, co on wygaduje? W strefie przybrzeżnej przy ujściach rzek może i można go złowić, ale co to za Bałtyk? Nie, ja się nie piszę na takie zabawy, to jakaś ściema, pomyślałem.
- Wybieramy się 25 maja na Alandy. Wypadł nam jeden kolega, który z nami zawsze jeździł i szukamy zastępstwa. Dzwonię do ciebie, bo wydaje mi się, że mógłbyś pasować do towarzystwa.
Zamurowało mnie.
- Mhm, milo mi, - nieśmiało wyznałem - ale gdzie są Alandy?
Właśnie, gdzie są? Wydawało mi się, że z geografii i historii jestem dobry, ale tu wykazałem się totalnym ignoranctwem. Nie wielkim pocieszeniem będzie to, że 99% osób w Polsce też nie słyszało takiej nazwy i nie ma bladego pojęcia gdzie to jest. Po jakimś czasie nie wahałbym się do 99% dodać 0,9%. Żadna z zapytanych przeze mnie osób nie miała pojęcia gdzie to jest. Dostałem parę dni na zastanowienie się.

[ Dodano: Pon Maj 14, 2012 21:22 ]
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
babz86 


Pomógł: 24 razy
Wiek: 56
Posty: 406
Otrzymał 89 piw(a)
Skąd: kłodzko


Wysłany: Pon Maj 14, 2012 21:37   

Wypływasz promem z Gdańska do Sztokholmu,16godzin płyniesz pod Sztokholm,potem pare godzin autem i ponownie prom i jesteś już na miejscu,jak na skandynawie to bardzo blisko,mam dwóch znajomych którzy tam jeżdzą,chwalą sobie,powodzenia luzik
Postaw piwo autorowi tego posta
 
Tadeusz2 
Tadeusz

Wiek: 60
Posty: 5


Wysłany: Wto Maj 15, 2012 08:12   

babz86 napisał/a:
Wypływasz promem z Gdańska do Sztokholmu,16godzin płyniesz pod Sztokholm,potem pare godzin autem i ponownie prom i jesteś już na miejscu,jak na skandynawie to bardzo blisko,mam dwóch znajomych którzy tam jeżdzą,chwalą sobie,powodzenia luzik


Witam
Mam nadzieję, że również będę zadowolony :)
Pozdrawiam :)

[ Dodano: Wto Maj 15, 2012 08:16 ]
Zacząłem przeczesywać internet szukając informacji o Alandach. Najpierw położenie, ludność, klimat, gospodarka, historia itp. Szczerze mówiąc wiadomości nie znalazłem zbyt wiele. Większość dziwnie się powtarzała, jakby jeden tekst z Wikipedii był wklejany do każdego artykułu. Potem przeszedłem do stron wędkarskich. Im więcej czytałem tym bardziej chciałem tam jechać.

Zacytuję jeden z tekstów, który podziałał mi na wyobraźnię "Alandy - to magiczne słowo (fińska nazwa tego obszaru to Ahvenanmaa, co dosłownie znaczy Górę Okoniową) jak mantrę powtarzają wędkarze z całej Europy. Wertują wędkarskie magazyny, broszury i foldery turystyczne, podziwiając z wypiekami na twarzy i przyspieszonym tętnem zdjęcia olbrzymich, walecznych ryb i ich szczęśliwych pogromców. Wyspy Alandzkie jak magnes przyciągają podróżników spragnionych pięknej, nieskażonej przyrody, odosobnienia a przede wszystkim wielkiej wędkarskiej przygody. Tak, bez wątpienia ten stosunkowo niewielki archipelag to wędkarska wizytówka całej Skandynawii. Na czym polega niezwykła atrakcyjność tego wędkarskiego eldorado? Odpowiedź jest banalnie prosta: tu po prostu są ryby, całe mnóstwo ryb, które jakby tego było mało lubią "współpracować" z wędkarzami. Gdy dodamy do tego jeszcze czystą wodę, dziką, nieujarzmioną naturę, znakomitą infrastrukturę turystyczną oraz skandynawskie podejście do wędkarstwa, wyłania się obraz prawdziwego raju, o jakim każdy z nas marzy a jakiego niestety nie ma najmniejszych szans posmakować w naszym wędkarsko zdegradowanym kraju. Polski wędkarz, który pierwszy raz odwiedza ten urokliwy zakątek, czuje się jak na Ziemi Obiecanej - ilość ryb, ich rozmiary oraz częstotliwość brań w porównaniu z naszymi standardami jest po prostu niewyobrażalna".

Poczytałem też sporo o wyprawach wędkarskich do Szwecji, na jeziora skierowe. W zasadzie jest tam bardzo podobne środowisko do tego, jakie występuje na Alandach. Są znakomite warunki do rozwoju i występowania w dużych ilościach ryb słodkowodnych. Ściągają w te rejony tabuny wędkarzy łowiących ogromne szczupaki.
Gdyby tylko w malutkim stopniu było prawdą, co wypisuje się na forach wędkarskich o Alandach, to jest to niewątpliwie wędkarskie El Dorado, Ziemia Obiecana. Krótko mówiąc raj, a któż by nie chciał dostać się do raju?


Alandy leżą sześćset kilometrów na północ od Polski.

Językiem urzędowym jest szwedzki

Archipelag Alandzki to zespół 6500 wysp. Tylko sto jest zamieszkałych.

Zacząłem traktować to zaproszenie, jako wielkie wędkarskie wyzwanie. Przez długie lata realizowałem się w tej materii bardziej, jako wakacyjny wędkarz, pospolity moczykij. Złowienie ryby było częściej dziełem przypadku niż wiedzy czy umiejętności. Nie wpisywały się do mojego życiorysu rekordowe okazy. Owszem mam na liczniku, kilka dorodnych karpi, ale złowionych na stawach hodowlanych. Z tymi jeziornymi niedane mi było bliżej się zapoznać. Moim łupem padał zazwyczaj białorybi sort w postaciach krąpi, leszczy i płoci.
Z czasem zmienił się sposób spędzania urlopu. Na wiele długich lat wziąłem całkowicie rozbrat z wędkowaniem. Powróciłem do niego kilka lat temu dzięki zaproszeniu na jakąś imprezę integracyjną połączoną z wypłynięciem na morze i łowieniem dorszy. Podszedłem do tego mocno lightowo, traktując połowy, jako drobną część szczegółowo zaplanowanej zabawy. Kiedy poczułem na kiju swoją pierwszą rybę wiedziałem już, że właśnie rozpoczął się nowy etap w mojej wędkarskiej biografii. Na kolejny wypad jechałem już świadomy tego, co mnie tam czeka.
Z czasem skompletowałem sprzęt odpowiadający moim możliwościom finansowym i umiejętnościom, które z rejsu na rejs się podnosiły. Wpasowałem się z nim w przedział, który nie był już badziewiem, ale też nie był sprzętem z wysokiej półki. Doszedłem do satysfakcjonującego mnie poziomu. Nie miałem zamiaru go podnosić, bo ani czasu, ani pieniędzy nie mam za wiele. Nie sądziłem więc, że jeden telefon od znajomego może mi namieszać tyle w głowie.
Po kilku rozmowach w pracy, w domu, ze znajomymi podjąłem decyzję o wyjeździe.
Zgodnie z umową zadzwoniłem do kolegi, aby potwierdzić swój akces w wyprawie. Jak przyznał nie szukał nikogo na oferowane mi miejsce. Był pewien, że dołączę do ekipy i nie brał w ogóle pod uwagę mojej rezygnacji.
Rozpoczął się dla mnie okres przygotowań.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
Nicram
[Usunięty]



Wysłany: Wto Maj 15, 2012 09:11   

Cześć Tadeusz2 . Jestem żeglarzem i wędkarzem, Alandy to jedno z piękniejszych miejsc na Bałtyku super miejsce na ryby (duże ryby). Nie płynę specjalnie na ryby do Szwecji czy choćby na Bałtyk ale zawsze jak płyniemy w rejs to wędki są na jachcie i łowimy tylko tyle i po to żeby zjeść pyszny obiad na jachcie.

Życzę taaaaaaaakiej rybyyy.

PS w temacie masz skiery a powinno być SZkiery.
 
Tadeusz2 
Tadeusz

Wiek: 60
Posty: 5


Wysłany: Wto Maj 15, 2012 09:30   

Nicram napisał/a:
Cześć Tadeusz2 . Jestem żeglarzem i wędkarzem, Alandy to jedno z piękniejszych miejsc na Bałtyku super miejsce na ryby (duże ryby). Nie płynę specjalnie na ryby do Szwecji czy choćby na Bałtyk ale zawsze jak płyniemy w rejs to wędki są na jachcie i łowimy tylko tyle i po to żeby zjeść pyszny obiad na jachcie.

Życzę taaaaaaaakiej rybyyy.

PS w temacie masz skiery a powinno być SZkiery.


Witam
To bardzo interesujące co piszesz. Catch&Release nie będzie ortodoksyjnie przestrzegany, bowiem obok przyjemności łowienia jest jeszcze przyjemność jedzenia. Ważne jest aby zachować odpowiednie proporcje. :)
Już poprawiam, nie zawróciłem uwagi na brak jednej literki :)
Pozdrawiam
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Nicram
[Usunięty]



Wysłany: Wto Maj 15, 2012 12:28   

Tadeusz2, Możesz napisać jaki koszt wychodzi na jednego uczestnika?
 
Tadeusz2 
Tadeusz

Wiek: 60
Posty: 5


Wysłany: Śro Maj 16, 2012 10:14   

Nicram napisał/a:
Tadeusz2, Możesz napisać jaki koszt wychodzi na jednego uczestnika?

Orientacyjnie wiem, że bilet na prom to wydatek ok 1000,00zł, koszt wynajęcia domku też około 1000,00zł na osobę.
Jak będzie naprawdę trudno mi teraz powiedzieć. Postaram się zainteresowanym przedstawić wykaz niezbędnych wydatków dopiero po powrocie.
Pozdrawiam :)
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
Nicram
[Usunięty]



Wysłany: Śro Maj 16, 2012 20:25   

Płyniemy jachtem w 9 osób,jacht duży. Średnio wyjdzie 8 dni w morzu a 2 dni w portach i te rejsy (niekomercyjne) nigdy nie przekraczają 900zł za czarter jachtu,wyżywienie,porty,alkohol(tylko w portach) i zwiedzanie. Łowienia do bólu....UWIELBIAM TE REJSY.

Kierunek wiatru nam się zmienił,rano wypływamy i prawdopodobnie na wybrzeża Szwecji się będziemy kierować.

Tadeusz rób zdjęcia,ja też tutaj wkleję jak coś złowię .

Powodzenia i do za 11 dni......
 
Tadeusz2 
Tadeusz

Wiek: 60
Posty: 5


Wysłany: Śro Maj 16, 2012 22:20   

Nicram napisał/a:
Płyniemy jachtem w 9 osób,jacht duży. Średnio wyjdzie 8 dni w morzu a 2 dni w portach i te rejsy (niekomercyjne) nigdy nie przekraczają 900zł za czarter jachtu,wyżywienie,porty,alkohol(tylko w portach) i zwiedzanie. Łowienia do bólu....UWIELBIAM TE REJSY.

Kierunek wiatru nam się zmienił,rano wypływamy i prawdopodobnie na wybrzeża Szwecji się będziemy kierować.

Tadeusz rób zdjęcia,ja też tutaj wkleję jak coś złowię .

Powodzenia i do za 11 dni......


To Twoja wyprawa będzie zdecydowanie tańsza. My zapłacimy 1700 juro za domek na tydzień. W cenie motorówki.
Mam nadzieję, że zdjęcia będą w wystarczającej ilości. Co do ich jakości to się okaże. ;)
My wypływamy już za osiem dni.
Pozdrawiam :)

[ Dodano: Czw Maj 17, 2012 08:49 ]
Przygotowania
Jak już we wstępie napisałem moje dotychczasowe doświadczenia wędkarskie w kategorii spinningu są na poziomie zerowym. Przyznam się, że nigdy nie złowiłem porządnej ryby. Kilka razy machałem kijem z błystką na żyłce, ale bez efektownych w trofeów nie licząc przysłowiowego kalosza, naręczy wodorostów i narybku okoniowego. Przy takich wynikach zniechęcenie szybko mnie dopadło i wracałem do sprawdzonych metod szuwarowo-bagiennych. Polowanie na drapieżnika ograniczyłem jedynie do zestawów gruntowych tudzież żywcowych. Montowałem je niejako przy okazji gliździarskiego spławikowania, a nóż się coś trafi. Wyniki, nie trudno się domyśleć, były mizerne. Jedynie dwa rachityczne zębacze padły moim łupem w ciągu całej kariery wędkarskiej.
Do drapieżników powróciłem dopiero na morzu. Niestety nabyte tam umiejętności, mój sprzęt zupełnie nie przydadzą się w wyprawie na Alandy. Czeka mnie kompletna zmiana, dosłownie wszystkiego.
Newralgiczną sprawą staje się kompletacja wędek. Na początek odkurzyłem swój dwudziestoletni spinning, używany zresztą kilka razy w życiu. Długość 3,3m, ciężar wyrzutowy do 7gram. Mam duże wątpliwości czy na dorodne esoxy i to jeszcze łowione z łodzi jest to odpowiedni zestaw. Na jazgarze i okonki z całą pewnością tak.
Najprościej byłoby iść do sklepu wędkarskiego, ale czy jest sens zaczynać znowu od początku? Dopiero co uznałem, że mój sprzęt jest kompletny i nie wymaga już większych nakładów. A tu taka zagwozdka.
Podzwoniłem najpierw do kolegów z pytaniem, czy mógłbym liczyć, że pożyczą mi wędki. Po kilku telefonach mam już dziesięć wędzisk do wyboru. Co prawda każde ma jakieś drobne odstępstwa od wymagań, ale po ostrej selekcji będę mieć zapewnione trzy wędziska. Ostatecznie, jeden mógłbym sobie dokupić, za niewygórowaną cenę, kalkulowałem.
Pojechałem sporej hurtowni. Znajomy właściciel próbował mi sprzedać kije od 500zł wzwyż za sztukę. Do tego kołowrotek w podobnej cenie i wiele, wiele innych „bardzo potrzebnych” gadżetów. Nic nie kupiłem, wyszedłem zdezorientowany.
Moja wiedza wędkarska w tym obszarze poddana została ciężkiej próbie w starciu z handlowcem. W takim pojedynku byłem na straconej pozycji. On chciał cokolwiek sprzedać, a ja nie bardzo wiedziałem, co mam kupić. Polecał mi na przykład kupno równocześnie chwytaka i podbieraka do wyciągania ryb. Zapewniał, że wędkarze jadący do Szwecji taki właśnie zestaw kupują. Aby nie dać się nabrać przed kolejną wizytą postanowiłem się lepiej przygotować.

[ Dodano: Pią Maj 18, 2012 13:30 ]
W internecie chłonąłem każdą wzmiankę o polowaniu na szczupaka. Natrafiłem na sporo relacji z wypraw na szwedzkie szkiery. Zwracałem uwagę na techniki połowu, rodzaj użytego sprzętu. Równocześnie wertowałem katalogi wędkarskie, czytałem opinie, śledziłem testy. W efekcie moich poszukiwań wyszło, że wszystko co kupię jest idealne, wymarzone, rewelacyjne, fantastyczne, niezastąpione, jedyne i skuteczne. Producenci właśnie oddają mi takie narzędzia, które w starciu z rybą nie dają jej większych szans. Zapewniają, że ich przynętom nie oprze się największy szczupakowy niejadek. Żaden okoń nie przepłynie obojętnie obok tak wysoce aktywnej przynęty. Mógłbym cytować w nieskończoność piękne i okrągłe zwroty. Od bogactwa ofert można dostać zawrotu głowy. W którymś momencie skapitulowałem, możliwości percepcji się skończyły.
Z doświadczenia wyniesionego z połowów dorszy wiem, że sprzęt to dopiero jedna czwarta sukcesu. Pozostałe trzy czwarte to umiejętności, zasobny rybostan i szczęście. Jak ryby nie ma to i święty Boże nie pomoże. Jak umiejętności nie starcza to nawet na złote i platynowe błystki ze szmaragdami ryby się nie połakomią. Na Bałtyku spotykałem zawodowców dysponujących sprzętem wartości dobrego auta, którzy wyniki mieli gorsze od starego wygi z bambusem w ręku. Czasem najokazalszy okaz przypadał największemu żółtodziobowi wędkarskiemu na zasadzie tak zwanego „prawa frajera”.
Zwolniłem. Nie dam się zwariować, pomyślalem.
Ustalam żelazny limit pieniędzy, które będę mógł wydać na sprzęt. W internecie znalazłem poradę jak za sto złotych można skompletować podstawowy ekwipunek spinningisty. Był to dla mnie punkt zaczepienia, wokół którego miałem zacząć kompletować swój sprzęt. Zresztą, co ja będę eksperymentował? Trzeba korzystać z wiedzy innych.
Aby nie robić niepotrzebnych ruchów umówiłem się z kolegą na zakupy do tej hurtowni w kórej zrobiłem pierwsze rozpoznanie tematu. On ma uzupełnić swój arsenał i przy okazji udzieli mi wskazówek odnośnie sprawdzonych na tamtych wodach przynęt.

[ Dodano: Nie Maj 20, 2012 19:41 ]
W hurtowni kolega zdębiał. Ilość wędkarskiego sprzętu kompletnie go zdezorientowała. Wcześniej robił zakupy w dosyć popularnym sklepie wędkarskim gdzie oferta była zdecydowanie uboższa.
- Najlepsze są gumowe przynęty – oznajmił i zaczął ich wyszukiwać na pułkach – białe, długie z ogonkami. Wziął jakąś paczkę z białymi gumkami, potem drugą, trzecią. Odłożył pierwszą i trzecią i wziął kolejną do ręki. Odłożył. Potem sięgnął po siódmą, dziesiątą i tak trwało to dobrą chwilę nim cokolwiek wsadził do koszyka. Gdyby były dwa rodzaje białych zakupy trwałyby minutę. Kiedy ich jest kilkadziesiąt w różnych kształtach i wielkościach to zakupy trwać muszą dłużej. Wszystkie pakowane po kilka sztuk w paczce. Kupujemy kilka paczek w różnych rozmiarach z myślą o podzieleniu się. Ulegliśmy też pokusie zakupu gumek w innych kolorach i kształtach. Wszystkie wyglądają tak apetycznie, że na miejscu ryby ani chwili nie wahałbym się ich zaatakować.


Kopytka


z gulaszem.

Nabyliśmy trochę robakopodobnych twisterów, rybopodobnych ripperów, kopytka przeróżnej maści i wielkości.
Potem przeszliśmy do główek. Dobór ciężaru do wielkości przynęty nastręczył nam trochę problemów. Długość haka, długość łebka, korpusu to zlepek niewiele nam mówiących kilku liczb. Kiedy dołączy się do tego kolor główki to już mamy kompletny galimatias. Na wszelki wypadek wzięliśmy po kilka rozmiarów i typów.


Śliczności.

Główki.

Przy dziale przyponów, dozbrojek, plecionek, agrafek, krętlików straciliśmy też trochę czasu i zdrowia. Kto to wymyślił tyle rodzajów przyponów. Z trzch , czterech czy siedmiu zwojów? Czy wolfram, stal czy tytan? Dziesięć, piętnaście czy więcej centymatrów? Może pół metra? A jaki rodzaj agrafek, a wielkość krętlików? Uff, nie łatwo, nie łatwo na cokolwiek się zdecydować.
Przeszliśmy do kolejnych półek aby dobrać jeszcze tylko parę woblerków, wahadłówek i obrotówek. Podaż w tej branży jest równie oszałamiająca. Same klejnoty, kilery.

Żabie udka zawsze należały do wyszukanych rarytasów.


Klasyczna wahadłówka


i obrotówka.

Popatrzyliśmy też na wędki i kołowrotki. Już miałem niemal w koszyku kij castingowy z multiplikatorem, ale jak pobieżnie przeliczyłem wartość dotychczasowych zakupów odrzuciłem go jak oparzony. Zacząłem zastanawiać się czy nie pozbyć się połowy tego, co już w nim miałem.
Na koniec dobraliśmy wędkarskie dwa T-shirty i po trzech godzinach mogliśmy wyjść z hurtowni. Uff, nie znam innego sklepu w którym czas tak szybko płynie.
Założenia odnośnie wydania stu złotych na sprzęt, delikatnie mówiąc wzięły w łeb. Mała torebka plastikowa w połowie tylko zapełniona kosztowała więcej niż mój cały zestaw morskich pilkerów.

[ Dodano: Sro Maj 23, 2012 18:34 ]
Gdybym powiedział, że na tej wizycie zakończyłem zakupy sprzętowe to byłoby to wierutne kłamstwo. Odwiedziłem jeszcze parokrotnie sklepy wędkarskie i dokupowałem różniaste cudeńka, istną biżuterię. Inspiracją było spotkanie znajomego, który nawkładał mi informacji o jerkbait'cie. Opowiadał o tej nowej technice spinningowania z takim zapałem, że nie mogłem się oprzec pokusie kupna kilku przynęt do jerkowania. Jack i Slider mają być czarnym koniem na tym wyjeździe. Dla laika spinningu z matematycznego punktu widzenia powinno być obojętne, jaką techniką będę łowił i czego będę się uczył. Do odważnych świat należy. Nikomu nie zdradziłem swojej tajnej broni. Już w myślach widzę, jak zaskakuje nowatorską metodą starych wyjadaczy wędkarskich. Technik prowadzenia przynęty w necie znalazłem tyle, że moja teoretyczna wiedza w tej materii nie jedengo zaskoczy. Poćwiczyłem w domu na sucho ruchy niezbędne ruchy rąk przy jerkowaniu. Trochę to skomplikowane, bowiem jedna ręka wykonuje ruchy okrężne a druga poprzeczne. Dla większej komplikacji naprzemiennie, raz jedną ręką zgodnie z ruchem zegara a drugą góra dół i zmiana kierunków i rąk. W domu z politowaniem pukali się w czoło, kiedy z zapałem wykonywałem dziwaczne ruchy. Nie zraziło mnie to, ułożyłem sobie nawet motto :
nie matura a chęć szczera
zrobi ze mnie dżerkbajktera.
Kolejnym punktem do załatwienia była aprowizacja. Miejsce naszego pobytu to całkowite odludzie i wszystko, co konieczne do przetrwania musimy sobie wcześniej sami zorganizować. Trzeba zabrać z kraju sporo prowiantu, najlepiej gotowych zestawów obiadowych. Tam nie będzie czasu ani ochoty na wyjazdy do sklepu. Zresztą po całodniowym wędkowaniu nie ma się ochoty na nic. Najlepiej upichcić coś na szybko nie wyłączając złowionych wcześniej ryb i z błogością zaszyć się w łóżku. Rano ponownie wypływa się na cały dzień. Lista produktów, jakie powinniśmy zabrać była bogata. Na szczęście została ona podzielona tematycznie na wszystkich uczestników. Ktos miał kupić napoje gazowane, inny niegazowane, kolejny miał zorganizować nabiał a jeszcze inny warzywa. W takim układzie zgromadzenie wszystkiego nie wymagało jednak jakiegoś szczególnego wysiłku.
Prawdopodobnie jedynym problemem będzie jak się z tym wszystkim zapakować. Na dwa dni przed wyjazdem przyszło mi już tylko odliczać czas. Pozostała na sam koniec jedna wizyta w markecie i to w Gdańsku, przed wjazdem na prom.
Kolejna notka powstanie już po powrocie.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
barsliw 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 34
Posty: 42
Skąd: Warszawa


Wysłany: Pon Lip 23, 2012 15:00   

Kolego Tadeusz2 czekamy na relacje! :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
AdSense

Skąd: Mountain View
Pomógł: nie raz
Wyświetl posty z ostatnich:   

» Wędkarstwo, strona główna » Działy ogólne » Pamiętnik Wędkarza » Alandy, szkiery i esoxy

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl Forum - GrzegorzM ©

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.

Ku pamięci Ś.P. Jarogiego

strzalkaMapa Forum